“Kwestionariusz na każdy dzień”

Daaawno, dawno temu na stronie Marzeny Chełminiak natrafiłam na ‘kwestionariusz na każdy dzień’. Bardzo mi się spodobały zawarte w nim pytania, ale jakoś nigdy nie byłam w stanie tego dokończyć. Aż do dziś :thumbup_tb:. Pewnie dlatego, że za oknem beznadziejna pogoda, a ten kwestionariusz nastroił mnie troszkę bardziej optymistycznie.
Poczytajcie, a jeśli będziecie mieli ochotę i chwilkę czasu, to podzielcie się ze mną swoimi odpowiedziami.

Myśl, która wpada mi do głowy, kiedy jest gorzej – inni mają jeszcze gorzej; i nie chodzi mi bynajmniej o naigrywanie się z innych ludzi i ich problemów/nieszczęść. Takie podejście pozwala mi spojrzeć na mój własny problem z odrobiną dystansu i oszacować, czy nie wyolbrzymiam czegoś, co tak na prawdę nie jest takie złe.
Książka, którą przeczytałam dwa razy – „Shogun” Jamesa Clavella (między innymi ;); orientalne otoczenie i pouczająca konfrontacja postępowej (?) Europy z barbarzyńską (?) Japonią – > jakże skłonni jesteśmy do uogólniających i niesłusznych wniosków
Ulubiony bohater filmowy lub film – „Lost in Translation”: znowu egzotyczna Japonia i dwoje ludzi, których różni wszystko, a łączy poczucie zagubienia i potrzeba kontaktu. Ponadto zakończenie nie możliwe do przewidzenia (i to jest amerykański film! Ale wyreżyserowany przez Sofię Coppola)
Coś co zawsze noszę przy sobie – okulary, choć i o nich zdarza mi się zapominać
Coś czego nie potrafię robić, a chciałabym się nauczyć – nurkowanie z akwalungiem
Continue reading “Kwestionariusz na każdy dzień”

Blog Day

Co to jest BlogDay?
Za BlogDay kryje sie idea, iż jeden dzień w roku (31.08) powinien być poświęcony poznawaniu blogersów z innych krajów, kręgów kulturowych i zainteresowań. W tym dniu na własnym blogu przedstawiamy rekomendowane 5 blogów, by i nasi czytelnicy mogli je poznać.

Na własny użytek zmodyfikowałam trochę te zasady, ponieważ …. Nie jestem w stanie polecić AŻ 5 blogów :blink_tb: . Jest kilkanaście stron na które wpadam dosyć często (raz na tydzień), ale tylko te wymienione poniżej czytam na prawdę regularnie.

  • Mark Ruins Dinner czyli My mistakes as a cook and a parent. I will never run out of material. – odrobinę ironiczne, pełne humoru, ale i szczere spojrzenie na codzienne życie. Mark jest ojcem zajmującym się na co dzień trzema synami, domem i … gotowaniem, podczas gdy jego żona pracuje poza domem. Ze względu na moje osobiste zainteresowania najbardziej pociągają mnie tu opisy przygód (?) z gotowaniem.
  • Travelingmama – życie oczami Amerykanki, matki dwójki dzieci, która wraz z mężem mieszka obecnie w Maroko. Uwielbia scrapbooking (tak jak ja) i stamping (wykonywanie kartek za pomocą pieczątek – w baaardzo dużym uproszczeniu). Poza tym lubi gotować i poznawać nowe kultury/miejsca. Zmieniła moje wyobrażenie o typowej Amerykańskiej ‘kurze domowej’ (hm… pytanie, czy Tina JEST typowa 😉

Continue reading Blog Day

Mapa mózgu kota :)

Jakiś czas temu – raczej dawno – dostałam taki rysuneczek via GG od mojego szwagra. Albo siostry. Oni dopiero co się ‘okocili’ i jakoś tak mi się przypomniała ta mapka. Mam kota od 16 (!) lat, kota na punkcie kotów od jakiś 28 lat 😉 i podpisuje się obiema rekami stwierdzając oryginalność tej mapki.

mapa_mozgu_kota.jpg

Dodatkowe komentarze ode mnie:
1. trzeba albo je wygryźć z futerka albo złapać i zjeść
Continue reading Mapa mózgu kota 🙂

Dlaczego???

kocurek.JPGJakiś czas temu pisałam o porzuconym kotku, którego dokarmiałam razem z kilkoma sąsiadami z mojego bloku ( i sąsiedniego również -> a to spryciarz ;).
Dziś dowiedziałam się o przerażającej rzeczy. Kotka już nie ma. Nie żyje. Nie dlatego, że zachorował, czy dlatego, że potrącił go samochód. Nawet (?) nie został zagryziony przez jakiegoś głupiego psa, które zawsze się pętają bez smyczy i kagańca (choć jest to łamanie prawa).
Otóż jakiś dwóch szczylów ( to najłagodniejsze określenie, jakie przychodzi mi na myśl w tej chwili), w wieku około 10 lat, zrzuciło kotka z balkonu 10-piętra…. Sąsiadka, która to widziała była w stanie stwierdzić tylko, że to nie dzieciaki z naszego bloku, bo ich nie rozpoznała.
NIE ROZUMIEM TEGO!!!! Dlaczego? Co chcieli w ten sposób sprawdzić/udowodnić? Że są w stanie odebrać komuś życie? Że są ‘panami’, którzy mogą szafować życiem innych? Na pewno ujdzie im to na sucho, bo w naszym kraju okrucieństwo wobec zwierząt podchodzi pod „… czyn o małej szkodliwości społecznej”. A czy ktoś się nie pomyślał, że 10-latek, który morduje kota (bo tego nie można nazwać inaczej) i któremu uchodzi to na sucho NAPRAWDĘ może poczuć się bezkarnie? Że za 10 lat może dojść do wniosku, iż najlepszym sposobem ukarania dziewczyny, która go zdradziła jest zabicie jej? A jak za 15 lat matka go obsztorcuje, że się obija, to co? Zatłucze ją? Bardzo możliwe.
Żałuję strasznie, że nie wiem które to dzieciaki. Troszkę bym im utrudniła życie.
Continue reading Dlaczego???

Ciężka praca… daje satysfakcję ;)

Bardzo pracowity weekend w Naborowie -> takiej fajnej mieścinie – właściwie wioseczce – koło Brzegu Dolnego. Moja siostra wraz z mężem remontują mieszkanie, którego szczęśliwymi posiadaczami zostali nie tak dawno temu. A że co 3 pary rąk to nie dwie, więc pojechałam do nich by troszkę pomóc.
Wow! Była to robota z gatunku: czarnych i niewdzięcznych, która jednak musi zostać wykonana. Zdzieranie z okien starych taśm ochronnych (po przetestowaniu kilku rozpuszczalników najlepszy okazał się… CIF i gąbka 😉 i skuwanie ze ścian tynku. Fantastyczne ćwiczenie na mięśnie ramion -> młotek waży jakieś 5 kg, a tynk trzeba było skuwać stojąc na drabinie z rękoma wyciągniętymi do góry. Że nie wspomnę o odpryskach i pyle… Ale zabawa było przednia, a co najważniejsze pożyteczna. A to sprawia, że łatwiej zapomnieć o efektach ubocznych. No i jeszcze widoki. To zdjęcie Śnieżki zostało wykonane z odległości około 100 km (!).

sniezka.JPG

Zawiść

Dlaczego ludzie są zawistni? I to najczęściej w bardzo złośliwy i przykry sposób?

Rozumiem, że każdy z nas od czasu do czasu odczuwa zawiść; zawiść? A może po prostu żal, że moje marzenia nie spełniły się, że nie mogę sobie pozwolić na to , co mój sąsiad/przyjaciel. To akurat wydaje mi się całkiem „zdrowe”. Pozwala krytycznie spojrzeć na siebie, swoje osiągnięcia i możliwości. Pobudza do działania, sprawia, że człowiek z biernego staje się aktywny, bo „jeśli jemu się udało, to może i ja przy odrobinie wysiłku do czegoś dojdę”.

Ale oprócz tego istnieje też bardzo destrukcyjna zawiść. Destrukcyjna zarówno dla osoby, która ja odczuwa, jak również dla tego, przeciw komu jest skierowana.
Najgorsze w niej jest to, że opiera się ona na zasadzie „ja nie mam, to i ty nie będziesz miał”. Zastanawiam się z czego to wynika? Pewnie to jakiś zakamuflowany sposób negowania własnej słabości ;). No bo jeśli ja nie jestem na tyle mądry/sprytny/aktywny by coś osiągnąć, to dlaczego niby tobie ma się to udać? A ja na to nie pozwolę… I zaczyna się obmawianie za plecami, drobne (czasem to nawet konkretne 😉 złośliwości, szkalowanie opinii.

Continue reading Zawiść

Niedoinformowanie jest zagrożeniem

NIEDOINFORMOWANIE to największe zagrożenie dla ludzi. Zarówno całych grup społecznych, jak i jej poszczególnych jednostek, czyli nas – zwykłych ludzi.
Wszystkie największe pomyłki, nieszczęścia (poza tymi wywołanymi przez nieprzewidywalne siły natury) są spowodowane brakiem wiedzy. Ale nie o tym chcę pisać.
Dla mnie istotny jest bardziej osobisty wymiar tego stwierdzenia.
Ponad miesiąc temu straciłam bardzo bliską mi osobę. Przyczyną śmierci okazał się być rak. Ale ponad miesiąc trzeba było czekać na wyniki określające jaki to dokładnie typ. Przez cały ten czas po głowie krążyła jedna myśl: oby to nie miało podłoża genetycznego! Wtedy zagrożone byłyby jeszcze dwie osoby. W końcu się dowiedziałam. To Lymphoma (nie mam pojęcia jak to jest po polsku ;). Czynniki ryzyka? Cała lista, ale żaden specyficzny ponieważ jeszcze takiego nie określono! Objawy? Trochę krótsza lista, ale… są to zasadniczo typowe objawy grypy…
Niby można się „cieszyć”, że brak podłoża genetycznego nie zwiększa ryzyka zachorowania u C. i L. , ale…. u A. też takowego nie było…
I znowu trzeba czekać kilka tygodni, aż (jeśli w ogóle) zostanie określony czynnik ryzyka dla tego konkretnego przypadku.
A ja wiem, że dopóki się tego nie dowiem będę chodziła podenerwowana, będę miała problemy ze spaniem.
Niedoinformowanie stanowi zagrożenie nie tylko dla zdrowia fizycznego, ale też (a może przede wszystkim ?) dla psychiki. I niech mi żaden psycholog nie wmawia, że mając tą wiedzę – zwłaszcza jeśli okaże się ona być bardzo pesymistyczna – wcale nie poczuję się lepiej…
Najcięższa bowiem jest walka z wrogiem , którego nie znamy…

Wielka prawda w fantasy

Ostatnio namiętnie czytam Pratchetta, a konkretniej jego książki z serii „Świat dysku”. Moja najnowsza lektura to „Panowie i damy” („Lord and Ladies”). Znalazłam tam bardzo ciekawą wypowiedź babci Weatherwax:

(…) Nie wolno mówić: Gdyby to się nie stało, to tamto by się spełniło, bo przecież nie wiesz wszystkiego, co mogło się stać. Może ci się wydawać, że cos było dobre, ale to dobre może się przecież obrócić na gorsze. Nie mów „Gdybym tylko…”, bo nie wiadomo, do czego by to doprowadziło. Chodzi o to, że nigdy nie wiesz na pewno. Chwila przeminęła. Nie warto już o tym myśleć. Więc nie myśl.

A wydarzenia ostatnich tygodni skłaniały mnie do właśnie takich myśli: „Co by było gdyby..?”
Zabawne, że tak zwykła (?!) książka pozwoliła mi spojrzeć na to trochę innym okiem. Dotarło do mnie, że tego co się stało nie można już odwrócić; że to co zostało powiedziane, nie może być cofnięte… Przestałam (no prawie 😉 spędzać dwie godziny przed zaśnięciem na roztrząsaniu kwestii typu „a gdyby…”. Gdybanie ma sens, ale PRZED podjęciem decyzji, PRZED zrobieniem czegoś, PRZED powiedzeniem kilku słów. Nie po…

Ciężko mi…

To już ponad dwa tygodnie. A wydaje się jak by wydarzyło się to wieki temu…. Albo wczoraj. Czas płata figle.

Ale boli tak samo. Myślałam, że jak wrócę do Polski będzie łatwiej/lżej. I było -> przez pierwsze dwa-trzy dni; póki naprawdę nie wróciłam do domu (po drodze „zaliczyłam” bowiem noclegi w Warszawie i Wrocławiu u przyjaciół, których sama obecność dużo dla mnie znaczy). Ale gdy opadło napięcie związane z podróżą wszystko wróciło. Jeszcze mocniej i dotkliwiej. Bo nie ma mnie tam, z nimi. Bo nie mogę im pomóc, wesprzeć. Bo już nigdy nie pojadę z Alexandrem „to the three windmills where we had picnic”. Bo już nigdy nie usłyszę o ósmej rano w sobotę „let’s make pancakes!”….

alex.jpg