Ciężko mi…

To już ponad dwa tygodnie. A wydaje się jak by wydarzyło się to wieki temu…. Albo wczoraj. Czas płata figle.

Ale boli tak samo. Myślałam, że jak wrócę do Polski będzie łatwiej/lżej. I było -> przez pierwsze dwa-trzy dni; póki naprawdę nie wróciłam do domu (po drodze „zaliczyłam” bowiem noclegi w Warszawie i Wrocławiu u przyjaciół, których sama obecność dużo dla mnie znaczy). Ale gdy opadło napięcie związane z podróżą wszystko wróciło. Jeszcze mocniej i dotkliwiej. Bo nie ma mnie tam, z nimi. Bo nie mogę im pomóc, wesprzeć. Bo już nigdy nie pojadę z Alexandrem „to the three windmills where we had picnic”. Bo już nigdy nie usłyszę o ósmej rano w sobotę „let’s make pancakes!”….

alex.jpg

Leave a Reply

Your email address will not be published.