Konkurencja na horyzoncie

Po cichutku, nie trąbiąc na prawo i lewo, zaczęła rosnąć konkurencja. Przez pierwsze kilka miesięcy było spokojnie. Później pojawiła się w domu ekscytacja i podniecenie, z którego Plamek i Pyszczek nic właściwie sobie nie robili. Pyszczek oburzył się tylko, gdy leżąc na jej brzuchu dostał czyjąś nogą w żebro. Najdziwniejsze było, że nogi sprawcy nie tylko nie złapał, ale nawet jej nie widział! Plamek nadal pakował się na kolana, nie zauważając (albo przynajmniej udając, że nie widzi) zmniejszającej się przestrzeni.
Trochę zaskoczył ich fakt, że teraz nie tylko oni pojawiają się na zdjęciach. Ktoś zaczął używać samowyzwalacza, by dokumentować zmieniające się kształty.
Dopiero, gdy w domu zaczęły pojawiać się nowe meble i przedmioty coś ich ruszyło. I nie był to niepokój. To było zainteresowanie, z którego wyrosło nieograniczone uwielbienie.
Na pierwszy ogień poszło łóżeczko. Z miękkim materacem, perfekcyjnie ustawione w słonecznej plamie. Na podwyższeniu, tak że nie grozi nadepnięcie/potrącenie przez jakiegoś nieuważnego człowieka. Raj na ziemi, z którego trudno będzie im zrezygnować (właściwie, to nie wiadomo czy w ogóle z tego zrezygnują – czy ktoś ma pomysł jak w jednym łóżeczku zmieścić niemowlę i dwa koty?).
Potem pojawił się materacyk do przewijania i wózek. Materacyk trochę mniejszy od łóżeczka, ale jeden kot się zmieści ;-). Continue reading Konkurencja na horyzoncie

Cała prawda : )

Nie mogłam się powstrzymać. Filmik jakiś czas temu podesłał mi z JoeMonster szwagier. Później pojawił się w „Szkle kontaktowym”, a dziś zobaczyłam go w Smashing Magazine. I doszłam do wniosku, że to jakiś znak ;).
Pokazano w nim prawdę, całą prawdę i tylko prawdę o kotach. O ich stosunku do człowieka, o ich sposobie myślenia (człowiek jest potrzebny tylko po to, by kota nakarmić). To tak jakbym podglądała mojego kota o 5.00 rano w sypialni rodziców – te same zagrywki i sztuczki, taka sama strategia (no dobra, Ziutek nie ucieka się do sposobów z ostatniej sceny ;).
Ku przestrodze tym, którzy kotów nie lubią, a chcieliby jakiegoś przygarnąć; na pocieszenie maniakom kotów (pamiętajcie! wasze koty nie używają kija!).

Ulubiony ‘cel’ mojego obiektywu

z_kotek.JPGCzy macie jakiś ulubiony motyw, a raczej przedmiot/istotę, którą lubicie fotografować? Coś, co często przewija się na Waszym filmie tudzież karcie pamięci? Coś, co jest tak zmienne, że nawet setne z kolei ujęcie będzie niepowtarzalne?
Dla mnie jednym (jak zwykle nie mam tylko jednego jedynego) z takich ‘obiektów’ jest moja kicia. O Ziutku pisałam zresztą całkiem niedawno. Myślę, że byłabym w stanie stworzyć całą jego galerię, z podziałem na tematy np. zabawa, jedzenie, spanie, mycie się, dziwactwa. Choć to ostatnie czasami ciężko by było odseparować od wcześniejszych :happy_tb:. Poza tym mogłabym się pokusić o klasyfikację na zdjęcia rodzajowe, z zaskoczenia i studyjne ;). Dobra, nie będę ‘filozofować’. Poniżej kilka studiów różnych części ciała Ziutka.

Edmund – najlepszy kompan w podróży

Spędziłam dobrych kilka godzin przeglądając moje zdjęcia z Holandii i wybierając te, które wykorzystam później jako ilustrację do serii postów, o której wspomniałam ostatnim razem. Nie było to łatwe, bo po pierwsze samych zdjęć jest baaardzo dużo ;), a po drugie zależało mi, by najlepiej oddawały one specyfikę danego miejsca, a jednocześnie były jak najbardziej oryginalne.
Zorientowałam się, że przy okazji uzbierała mi się dosyć liczna seria fotek mojego najwierniejszego towarzysza wszystkich podróży.
kasztanowy_edmund.JPGTo najlepszy facet i przyjaciel, o jakim można marzyć :smile_tb:. Nazywa się Edmund i jesteśmy razem już 6 albo 7 lat. Nigdy nie narzeka, gdy trzeba wstać o 4.30, w sobotę (!), by zdążyć na autobus o 5.35 i pojechać w góry. Nie marudzi „Co? Znowu chcesz iść do muzeum?” albo „Ile jeszcze będziesz się przymierzać do zrobienia tego zdjęcia?”. Nie przeszkadza mu sucha bagietka z pasztetem i kubeczek kefiru na obiad. Może spać w śpiworze na podłodze (choć nie wiedzieć czemu woli w butach). Nie straszne mu słońce, wiatr (byle był mocno przywiązany) czy śnieg (ma zresztą ‘kurteczkę’). Jedynie wody nie lubi; myślę, że to uraz po tym, jak wpadł do fontanny, przy której robiłam mu zdjęcie.
Poza tym niezły z niego dowcipniś – tutaj udawał kasztanowego rycerza. Uwielbia dzieci. Continue reading Edmund – najlepszy kompan w podróży

Moja kicia – Ziutek

O tym, że mam kota na punkcie kota wiedzą wszyscy. Ale o tym, że mam kota w domu już nie… dziwne… Pewnie dlatego, iż wyciągnęłam błędny wniosek logiczny: ktoś ma bzika na punkcie kotów = ma w domu futrzaka :blush_tb:.
z_na_biurku.JPGTrzeba sprostować to nieporozumienie. Ogłaszam więc wszem i wobec, że od 16 (!) lat mieszka z nami rudy kocurek imieniem Ziutek. To nietypowe imię, a oddziedziczył je po… kotce – Ziutce, ulubienicy mojej siostry z dzieciństwa i wakacji spędzanych u ciotki na wsi.
Kotek trafił do nas przez przypadek, zgarnięty z wiejskiego podwórka, i od razu wiedział, że najbardziej musi się przymilać do największego oportunisty – mojego taty, któremu idea posiadania kota wcale się nie podobała. Ale kotek został i dziś mogę powiedzieć, że to właśnie mój tato jest jego największym wielbicielem i to on jest odpowiedzialny za jego rozpieszczanie:happy_tb:.
Continue reading Moja kicia – Ziutek

Pyszczek

Siostra podesłała mi wczoraj zdjęcie jednego z ich kotów – Pyszczka. Tak oto kicia spędza poranki i wieczory :wink_tb: . Siedzi w umywalce i co robi? Wg mojej siostry:

próbuje zjeść ogon, kran, kurki etc albo poluje na otoczenie

pysio.JPG

Popatrzcie na jego lekkiego zeza – efekt intensywnego wpatrywania się w kran 🙂 .

Mapa mózgu kota :)

Jakiś czas temu – raczej dawno – dostałam taki rysuneczek via GG od mojego szwagra. Albo siostry. Oni dopiero co się ‘okocili’ i jakoś tak mi się przypomniała ta mapka. Mam kota od 16 (!) lat, kota na punkcie kotów od jakiś 28 lat 😉 i podpisuje się obiema rekami stwierdzając oryginalność tej mapki.

mapa_mozgu_kota.jpg

Dodatkowe komentarze ode mnie:
1. trzeba albo je wygryźć z futerka albo złapać i zjeść
Continue reading Mapa mózgu kota 🙂

Pyszczek i Plamek

Moja siostra i szwagier ‘w końcu’ przygarnęli kotki. Do nowego mieszkania wprowadzili się jakieś dwa tygodnie temu i już nie mogli się doczekać, aż w mieszkaniu będzie się rozlegał tupot małych nóżek… tfu… małych łapek 🙂 .
plamek.JPGKociaki znaleźli za pośrednictwem wrocławskiego TOZ-u. Jedna z wolontariuszek zajmowała się dziką kotka i jej czteroma maleństwami. Zdecydowali się na dwa kociaki, bo w ciągu tygodnia sporo pracują i nie chcieli, by jedno maleństwo tak długo siedziała samo w domu. Poza tym, co dwa koty to nie jeden.
I tak w ubiegły piątek pojawiły się Pyszczek i … kotek, który zaraz następnego dnia został Plamkiem : ). Dwa kocurki – rodzeni bracia – a charakterki zupełnie inne. pyszczek.JPGNa dotyk ręki reagują całkowicie inaczej: Pyszczek od razy włącza mruczando a Plamek zaczyna syczeć. Na razie płochliwe, ale młode są jeszcze i musza się przyzwyczaić do ludzi.
Już dały popalić, bo uaktywniają się późnym wieczorem i szaleją cała noc. Wyobraźcie sobie dwa rozbrykane kociaki, w wielkim mieszkaniu z kafelkami i panelami na podłogach (żadnych dywanów), z dwoma prawie pustymi pokojami i jednym umeblowanym. Dodajcie do tego piłeczkę ping-pongową i myszkę. Brak snu gwarantowany. Ale są takie urocze, że wszystko można im wybaczyć 😀 .

pp.JPG

Dlaczego???

kocurek.JPGJakiś czas temu pisałam o porzuconym kotku, którego dokarmiałam razem z kilkoma sąsiadami z mojego bloku ( i sąsiedniego również -> a to spryciarz ;).
Dziś dowiedziałam się o przerażającej rzeczy. Kotka już nie ma. Nie żyje. Nie dlatego, że zachorował, czy dlatego, że potrącił go samochód. Nawet (?) nie został zagryziony przez jakiegoś głupiego psa, które zawsze się pętają bez smyczy i kagańca (choć jest to łamanie prawa).
Otóż jakiś dwóch szczylów ( to najłagodniejsze określenie, jakie przychodzi mi na myśl w tej chwili), w wieku około 10 lat, zrzuciło kotka z balkonu 10-piętra…. Sąsiadka, która to widziała była w stanie stwierdzić tylko, że to nie dzieciaki z naszego bloku, bo ich nie rozpoznała.
NIE ROZUMIEM TEGO!!!! Dlaczego? Co chcieli w ten sposób sprawdzić/udowodnić? Że są w stanie odebrać komuś życie? Że są ‘panami’, którzy mogą szafować życiem innych? Na pewno ujdzie im to na sucho, bo w naszym kraju okrucieństwo wobec zwierząt podchodzi pod „… czyn o małej szkodliwości społecznej”. A czy ktoś się nie pomyślał, że 10-latek, który morduje kota (bo tego nie można nazwać inaczej) i któremu uchodzi to na sucho NAPRAWDĘ może poczuć się bezkarnie? Że za 10 lat może dojść do wniosku, iż najlepszym sposobem ukarania dziewczyny, która go zdradziła jest zabicie jej? A jak za 15 lat matka go obsztorcuje, że się obija, to co? Zatłucze ją? Bardzo możliwe.
Żałuję strasznie, że nie wiem które to dzieciaki. Troszkę bym im utrudniła życie.
Continue reading Dlaczego???