19. kwietnia 2007

Tears In Heaven
by Eric Clapton and Will Jennings

Would you know my name
If I saw you in heaven?
Would it be the same
If I saw you in heaven?
.
Time can bring you down,
Time can bend your knees.
Time can break your heart,
Have you begging please, begging please.
.
I must be strong
And carry on,
‘Cause I know I don’t belong
Here in heaven.
.
Beyond the door,
There’s peace I’m sure,
And I know there’ll be no more
Tears in heaven.
.
Would you hold my hand
If I saw you in heaven?
Would you help me stand
If I saw you in heaven?
.
Would you know my name
If I saw you in heaven?
Would it be the same
If I saw you in heaven?
.
I’ll find my way
Through night and day,
‘Cause I know I just can’t stay
Here in heaven.
I must be strong
And carry on,
‘Cause I know I don’t belong
Here in heaven.

A., dla mnie zawsze pozostaniesz ulubionym, wiecznie o wszystko pytającym,  „chef assistant” :).

Zwierzęta i/a ludzie

Do szału doprowadza mnie stosunek ludzi do zwierząt. Szczególnie brak jakiegokolwiek szacunku i poszanowania życia innych istot , które nie tylko żyją i czują, ale też myślą. I to czasem wydają się być inteligentniejsze od niejednego homo sapiens.
Najbardziej denerwujące jest przedmiotowe traktowanie zwierząt; jako czegoś, co ma „służyć” do zabawy, a później, gdy już się znudzi, można wyrzucić. Chodzi mi przede wszystkim o podwórkowe koty. Nie te, które żyją sobie w piwnicach ot tak i czasem się rozmnażają. Ale te, które zostały wykopane (często dosłownie) za drzwi, bo… z uroczego kociaka wyrósł duży kot; bo uroczy kociak łazi po zasłonach; bo kiciuś ostrzy pazurki na skórzanej kanapie; bo nikomu nie chce się pamiętać o karmieniu czy czyszczeniu kuwety…
U mnie w bloku też jest taki jeden… Znudził się komuś, więc fora ze dwora. Póki było zimno inni lokatorzy jeszcze się nad nim litowali i go podkarmiali. Ale wraz z wiosenna aurą kotu jest coraz ciężej. Niestety nie potrafi sam zdobywać pożywienia. A wzrost temperatury wpływa odwrotnie proporcjonalnie na ludzkie poczucie krzywdy. Czasem, aż mnie tak w środku ściska, gdy widzę jak kiciuś rzuca się na jedzenie, które mu przynoszę… Ciekawe, jaki będzie jego los…

Komputery

Otaczają mnie ze wszytkich stron. Prawie mi się śnią po nocach (prawie, bo jestem zazwyczaj zbyt zmęczona by w ogóle śnić ;).
Praca – przez internet: instalowanie stron WWW, uruchamianie plug-in’ów, dodawanie zawartości.
Kurs – komputerowy; systematyzacja mojej wiedzy i umiejętności z zakresu MsOffice (UWAGA! NAGRODA! W Word -> Narzędzia -> Akapit -> Podziały wiersza i strony -> opcja: “Kontrola bękartów i wdów”; co to znaczy???) i nauka Accessa.
Dom – praca nad własną strona (tą) i galerią.
Ale – co tu ukrywać – narazie mam jeszcze z tego radochę, jeszcze nie traktuję tego jak przykrego obowiązku. I oby tak dalej!
Poza tym staram się zachować równowagę, by do reszty nie zgłupieć. Jakieś minimum ruchu (2x w tygodniu basen + rower jako środek komunikacji), książki (choć zwykle do poduszki, bo w ciągu dnia nie mam czasu), czasem jakiś obiadek rodzinie upichcę. I byle do wiosny! Wtedy wszytkie weekendy będą GDZIEŚ, a nie TU. Nie moge sie już doczekać :).

Podsumowanie

Uuuaaah…. Pracuję ciężko 😉 ostatnimi czasy. Na dodatek głównie na siedząco, przed ekranem komputera i daje mi się to w znaki. W kościach mi strzela ;). Dobrze, że basen mam w odległości zaledwie 15-minutowego marszu żwawym krokiem i że te dwa razy na tydzień tam łażę. I powiedziałam NIE komunikacji miejskiej. Albo własne stopy albo rower. Nawet gdy leje; tak jak to było dzisiaj.
Ale wracając do moich zajątek. W końcu uporządkowałam 54 negatywy (36- i 24-klatkowe), powkładałam do albumów ok. 1800 (!) zdjęć, obejrzałam i posegregowałam jakieś 2000 zdjęć z cyfrówki, powklejałam do albumu „pamiątki” z moich ubiegłorocznych podróży, krytycznie (nawet bardzo krytycznie) przejrzałam zawartość 4 segregatorów z wycinkami i ciekawostkami, włożyłam w ramki 16 fotek, stworzyłam 5 wirtualnych galerii.
Jeej.. dopiero teraz widzę, ile tego było ;).

Plusy i minusy

Piękny dzień dziś był. I nie mam bynajmniej na myśli pogody, bo choć nie padało, a czasem nawet się przejaśniało, to ogólnie nie było przyjemnie (jakby MINUS). Ale… dowiedziałam się, że zakwalifikowano mnie na kurs doszkalający (PLUS), pani z jednego z urzędów (budżetówka!) przedzwoniła do mnie na telefon KOMÓRKOWY z informacją, iż mam się zgłosić po ankietę na ten kurs do pokoju 116 a nie 114 (WIEEELKI PLUS), przegrałam pojedynek o nowa pracę (MINUS), rozwiązałam istniejący od kilku miesięcy problem plug-in’a (PLUS), no i chyba załapałam się na dodatkowe zlecenia (chyba PLUS).
Tak więc suma sumarum dzionek można zaliczyć na PLUS : ).
I takie piękne tulipanki jeszcze dostałam (DUŻY PLUS):

Wielkie malowanie

No może nie takie znowu wielkie. W każdym bądź razie doszłam do wniosku, ze po X latach mieszkania w niebieskim pokoju czas na drobne zmiany. Jedna ze ścian jest więc przemalowywana na… żółto :). Wiem, wiem… to dosyć śmiałe połączenie kolorystyczne, ale… w końcu JA tu mieszkam. Pierwsza warstwa nie do końca przykryła tą niebieskość, więc za chwilkę pójdzie kolejna. Już nie mogę się doczekać efektu : ). A jak mi ładnie wyjdzie, to obiecuję, że w końcu rozszyfruje, JAK umieszczać zdjęcia w postach i pokażę rezultat.

Wolny czas

Jak mozna nie miec hobby? Zadnych zaintersowan? Zajecia, ktore wypelnialoby czas gdy nie pracujemy, nie spimy czy nie zaspokajamy podstwowych potrzeb zyciowych?

O dziwo znam kilka osob, ktore wlasnie tak zyja! Osob dla ktorych jedyna forma spedzania wolnego czasu jest ogladanie telewizji “jak leci”; bez zastanowienia, czy jakiejkolwiek selekcji. A jedyna okazja do wyjscia na zewnatrz jest wizyta w barze czy dyskotece…. Jak tak mozna zyc? Przeciez to brak poszanowania dla siebie i wlasnych mozliwosci, ktore w nas tkwia! Bo nie wierze, ze istnieja ludzie kompletnie pozbawioni jakegokolwiek talentu.

To chyba taka forma lenistwa i pojscia na latwizne. Bo na pewno nie mozna tlumaczyc tego brakiem czasu czy zmeczeniem. Tym bardziej, ze te kilka osob, ktore znam narzekaja, ze sie nudza (gdy np odetna prad 😉 a to srodek tygodnia i na impreze nie da sie pojsc :).

Ciesze sie, ze ja nie mam takich problemow :D. NIGDY w zyciu (odkad siegam pamiecia) nie zdazylo mi sie stwierdzic: nie mam co robic, nudze sie. Jest przeciez tyle interesjacych rzeczy do robienia, tyle fascynujacych tematow do zglebienia, tyle kuszacych propozycji do “wyzycia” sie artystycznego, tyle tajemniczych miejsc do zobaczenia, czy chocby oryginalnych ksiazek do przecytania. I tylko zycie jest zbyt krotkei by to wszytko poznac….

Ale staram sie , staram jak moge :).

WSZYSTKO da się zrobić

Jak to jest, ze w jednym kraju wszystko dziala jak nalezy, a w drugim nawet najprostsza rzecz jest sp… Niderlandy a Polska; sprawa: podlaczenie do systemu wodno-kanalizacjnego nowego zbiornika na scieki.

Niderlandy: tydzien przed “akcja”? wszyscy zainteresowani dostaja list od wladz. Z informacja co, kiedy i o ktorej godzinie (gdy dzieciaki sa w szkolach, a wszyscy pracujacy w pracy) sie wydarzy (chodzi przede wszytskim o czasowe odlaczenie wody). Potem dodatkowe informacje. O potrzebie zgromadzenia wody na zaps (na AZ 4 godziny ;), bo tyle czasu zajelo cale przedsiewzicie). O tym, by przez nastepne 4 dni wode do spozycia gotowac. O tym, by nie robic w tym dniu prania, gdyz na ubraniach moga sie osadzic plamki z rdzy. I o tym co zrobic, gdyby jednak ktos pranie zrobil :). Wszystko czego potrzeba plus nr telefonu, gdyby komus to jednak nie wystarczalo.

Polska: dzien przed pojawia sie kartka na drzwiach wejsciowych do budynku, ze w dniu kolejnym wody nie bedzie. Zadnych godzin. Wody wiec nie ma i to w najbardziej “strategicznej”? porze dnia. Zadnych wskazowek. Woda z kranu po calej akcji leci (jesli w ogole) kompletnie zasyfiona….

Czy to takie trudne sprawic by rzeczy sie dzialy tak jak powinny? A nie tak jak sie komus chce? Czy tez raczej nie chce?

Hm…chyba to przekracza polska mentalnosc….;)

1. Listopad

Magiczna data. I nie tylko dlatego, ze wlasnie wtedy obchodzimy Swieto Zmarlych. To takze brama do zimy.

Zawsze – odkad pamietam – w tym wlasnie dniu poraz pierwszy mozna odczuc nadchodaca zime (mimo, ze astronomicznie to jeszcze ponad 6 tygodni). Ale… wtedy wlasnie poranne powietrze wionie mrozem, z ust dobywa sie para, a czlowiek na gwalt szuka w szafie zimowej kurtki, szalika i rekawiczek :).

W Polsce bardzo czesto w ten dzien pada. Ciekawe dlaczego? Z powodu wspomnianego swieta? Ze niby niebo placze z nami nad naszymi bliskimi, ktorzy odeszli? Hm… ciekawe,czy ktos przeprowadzil jakies badania w tej kwestii ;).

Halloween

Pierwszy raz obchodze to swieto; pewnie dlatego, ze dorastajac w katolickim kraju nie bardzo mialam szanse by zobaczyc je “na zywo”. Ale mieszkajac z czesciowo amerykanska rodzina nie moglam ominac tej atrakcji ;).

Tak wiec przygotowania zajely mi kilka wieczorow, ale… ja po prostu lubie wszelkie takie “reczne” robotki. Dynia zostala wiec wydrazona i wyrzezbiona, mini dynie rozlozyly sie na parapecie, latarnia z pudelka po jogurcie dotrzymuje im towarzystwa, cienie kotow i nietoperzy pojawily sie na drzwiach, kotek z rolki papieru przycupnal na monitorze, czarownica wyladowala na lampie, a swieczki rozsiadly sie na talerzach. Strasznie nie jest… bardziej nastrojowo :).

Impreza z roznymi daniami dyniowymi i mnostwem…. napojow ;). No i oczywiscie “trick-or-treat” bez ktorego dzieciaki nie moglyby przezyc calego wieczoru. Zgubilo sie gdzies prawdziwe przeslanie, ale na szczescie komercja jeszcze nie doszla do absolutnej wladzy.

Zabawne, ze krytykujemy to swieto jako zbyt komercyjne, wyobcowane ze swej pierwotnej tresci. Ale czy nie to samo dotyczy naszego swieta zmarlych? Ktore jest swietem zadumy i wspomnienia, ale tylko na pokaz. Tylko na cmentarzu (nota bene zdarza sie, ze jest to jedyna okazja w roku, kiedy rodzina postanawia zadbac o groby bliskich!). Bo potem powrot do domu i… “przy okazji” zebrania rodzinnego urzadzana jest prawdziwa 🙂 impreza. Co za hipokryzja.

Dlatego znacznie bardziej podoba mi sie sposob, w jaki to swieto jest obchodzone w katolickim Meksyku. Gdzie cale rodziny zbieraja sie przy grobach bliskich, z mnostwem dobrego jedzenia i picia, by swietowac, zartowac i z RADOSCIA wspominac tych, ktorzy odeszli. Czyz tak nie jest lepiej?Z cala pewnoscia, ale…. narod nasz maluczkim pozostanie ;).