Czyżby lato?

in_the_lake1.JPGPrawie, prawie. 12 maja to w Holandii święto – 2de Pinksterdag (Zielone Świątki), dzięki któremu weekend trwa trzy dni. A że od ponad tygodnia temperatura nie spada poniżej 20 stopni C, a słoneczko świeci, więc kto żyw ucieka nad morze lub jezioro. W niedzielę byłyśmy na plaży po dziesiątej rano, ale dwie godziny później było już tak gorąco, że czym prędzej stamtąd uciekłam (woda w Morzu Północnym jest nadal lodowata). A w poniedziałek wybrałyśmy się nad jeziora. Zielona trawka, słoneczko i woda. Stosunkowo ciepła. Na tyle przynajmniej, że odważyłyśmy się popływać. Chyba pierwszy raz w życiu pływałam w otwartym zbiorniku wodnym tak wcześnie! Toż to pierwsza połowa maja! A ja jestem w Holandii a nie nad Morzem Śródziemnym ;).
Ale nie to jest przyczyną mojej bardzo nieregularnej i jeszcze rzadszej obecności na blogu ostatnimi czasy. Nowa praca 🙂 to niestety (?) nowe obowiązki, nowe zadania, nowy rozkład dnia, nowi znajomi itd. Wszystko jest wspaniałe poza faktem, że tzw. czas wolny uległ drastycznemu ograniczeniu. W ciągu tygodnia to nie więcej niż dwie godziny dziennie, a z kolei weekendy przeznaczam na załatwianie spraw, których w ciągu tygodnia nie mam kiedy załatwić albo na bliższe i dalsze wycieczki (w końcu nie samymi obowiązkami człowiek żyje ;). I choć od pomysłów na wpisy moja głowa prawie pęka, to czasu po prostu brak. Ale coś jeszcze wykombinuje..

Pożegnanie lata

grill.JPGTydzień temu urządziliśmy sobie w ogrodzie pożegnanie lata. Z sukcesem :happy_tb: przetestowałam nowe przepisy na filety z kurczaka, marynowane plastry ananasa i pieczarki z serem pieczone na grillu, a zaimprowizowany sos z musztardą Dijon i ziołami prowansalskimi okazał się przebojem.
Ale najpiękniejszym akcentem był spektakularny pokaz, jaki zagwarantowały nam chmury przepływające po intensywnie błękitnym niebie. Przypomniały mi się wyuczone tyle lat temu słowa M. Kopernika:

Cóż piękniejszego nad niebo, które przecież ogarnia wszystko co piękne.

Ręcznie robione kartki

Pogoda ostatnio beznadziejna… jesień już idzie? No nie, tak być nie może… Ja chcę jeszcze trochę lata!
Pocieszające jest natomiast, że tak pogoda powoduje u mnie wzrost kreatywności. Zwłaszcza w zakresie ‘hand crafts’ (robótki ręczne???). Tak więc wyciągnęłam moje segregatory z kolorowymi kartonami i motywami do wycinania, odnalazłam pudło ze specjalnymi nożyczkami, klejami i taśmami samoprzylepnymi i rzuciłam się w ‘japoński’ wir. Dlaczego japoński? Hmm… bo taki miałam nastrój. A poniżej galeria kartek, które stworzyłam w ciągu ostatnich kilku dni:happy_tb:.

Boska woda

Czy ja już wspominałam, że dobrze wykonana praca to podstawa udanego wypoczynku? Mam nadzieję :).nad_woda.JPG
Tak więc kawał dobrej roboty zrobionej + kawał dobrej roboty do wykonania zaplanowanej + odpowiednia pogoda = decyzja o szybkim wypadzie nad wodę.
Planowaliśmy wypad do Spalonej; jazda skrótami wyprowadziła nas na manowce i zaowocowała zmianą w kwestii wyboru miejsca docelowego -> jedziemy do Jezierzan. Jednakże rzut oka na malutkie, zatłoczone i na dodatek płatne kąpielisko sprawił, że ponownie zrewidowaliśmy nasze poglądy i postanowiliśmy mimo wszystko udać się w pierwotnym kierunku. Uah… Co za woda. Boska!

Adrspach

Pomysł jednodniowego wypadu do Adrspach omal nie zakończył się fiaskiem, po tym jak tuż przed wyjazdem odkryłam, że nie mam przy sobie żadnego dowodu tożsamości ;). Na szczęście mam kochana siostrę i szwagra, którzy zgodzili się nadrobić kilkadziesiąt kilometrów, bym mogła wziąć z domu paszport.
Okazało się, że nie tylko my wpadliśmy na podobny pomysł. Właściwe to mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że 80% turystów w Adrspach to byli Polacy :). Choć spotkaliśmy tez holenderską rodzinkę.
Adrspach to czeskie miasteczko położone tuż przy granicy z Polską. Od niego swą nazwę przyjęły rozciągające się na południe skały. Przez wieki służyły one jako miejsce schronienia dla okolicznej ludności. Ale już w XVIII wieku zaczęli sie tu pojawiać pierwsi turyści -> niezwykle mobilni Niemcy ze Śląska :). W 1824 trwający kilka tygodni pożar lasu zniszczył prawie wszystkie drzewa. Paradoksalnie przyczyniło się to do zwiększenia dostępności labiryntów skalnych, przedsiębiorczy właściciele ziemscy zaczęli wyznaczać pierwsze szlaki turystyczne.
My postanowiliśmy przejść się tzw. Wielka pętlą długości około 3,5 km. Podobno potrzeba na to poświęcić ok. 3 godziny… Hmm… Nie wiem jak ; ) nam się udało w tempie żółwiowym, z licznymi postojami pokonać go w AŻ 2 godziny.
Continue reading Adrspach

Zezwierzęcony ;) weekend we Wrocławiu

Wrocław to miasto naj… pod wieloma względami (choć nie czas i miejsce, by o tym tu pisać). Wybrałyśmy się z siostra na małe „foto – polowanie” na detale architektoniczne okolic rynku. Ulica Rzeźnicza, jatki oraz kościół św. Elżbiety. I właśnie przy tym ostatnim spotkała nas niesamowita niespodzianka; na kamiennym obramieniu jednego z bocznych portali wejściowych do kościoła spał sobie…. nietoperz! Prawdziwy, futrzasty i tak słodziutki, ze aż chciało się go przytulić ;). Nie wiem, jak to się stało, bo choć nietoperze często mieszkają na kościelnych wieżach, to temu najwyraźniej coś się pomyliło i zasnął w miejscu nie bardzo bezpiecznym. Dlatego po dokładnym obfotografowaniu naszego odkrycia szybko się zmyłyśmy, by nie przyciągnąć doń uwagi ludzi, których stosunek do fruwających ssaków mógł być odmienny od naszego.

W niedzielę za to wybraliśmy się z siostrą i szwagrem do Wojnowic, gdzie znajduję się gotycko – renesansowy zamek na wodzie. Położony w zalesionej okolicy poprzecinanej ścieżkami spacerowymi i szlakami turystycznymi. Odnowiony po zniszczeniach dokonanych w latach powojennych mieści hotel, restaurację i dom pracy twórczej. Jednakże niepodzielnymi jego właścicielami wydaje się gromadka kotów okupujących przedzamcze…

Wolny czas

Jak mozna nie miec hobby? Zadnych zaintersowan? Zajecia, ktore wypelnialoby czas gdy nie pracujemy, nie spimy czy nie zaspokajamy podstwowych potrzeb zyciowych?

O dziwo znam kilka osob, ktore wlasnie tak zyja! Osob dla ktorych jedyna forma spedzania wolnego czasu jest ogladanie telewizji “jak leci”; bez zastanowienia, czy jakiejkolwiek selekcji. A jedyna okazja do wyjscia na zewnatrz jest wizyta w barze czy dyskotece…. Jak tak mozna zyc? Przeciez to brak poszanowania dla siebie i wlasnych mozliwosci, ktore w nas tkwia! Bo nie wierze, ze istnieja ludzie kompletnie pozbawioni jakegokolwiek talentu.

To chyba taka forma lenistwa i pojscia na latwizne. Bo na pewno nie mozna tlumaczyc tego brakiem czasu czy zmeczeniem. Tym bardziej, ze te kilka osob, ktore znam narzekaja, ze sie nudza (gdy np odetna prad 😉 a to srodek tygodnia i na impreze nie da sie pojsc :).

Ciesze sie, ze ja nie mam takich problemow :D. NIGDY w zyciu (odkad siegam pamiecia) nie zdazylo mi sie stwierdzic: nie mam co robic, nudze sie. Jest przeciez tyle interesjacych rzeczy do robienia, tyle fascynujacych tematow do zglebienia, tyle kuszacych propozycji do “wyzycia” sie artystycznego, tyle tajemniczych miejsc do zobaczenia, czy chocby oryginalnych ksiazek do przecytania. I tylko zycie jest zbyt krotkei by to wszytko poznac….

Ale staram sie , staram jak moge :).