Meelfabriek L.

Początki fabryki związane są z osobą Adriaana Koole, właściciela młyna De Oranjeboom, który w 1883 roku zakupił teren. W 1884 założył spółkę z Arie de Koster, handlarzem ziarnem, nasionami i mąką.

W 1928 fabryka przybrała skróconą nazwę De Sleutels (klucze). Pod koniec lat 50-tych dostarczała mąkę 20% holenderskiej ludności. W latach 60-tych fabrykę przejęła firma Meneba z Rotterdamu. W 1988 została zamknięta.

Kompleks składa się z 13 budynków: kotłowni, silosów, budynków w których przetwarzano i pakowano mąkę, biura z mieszkaniami służbowymi i stojaków dla rowerów.

W 2000 roku kompleks wpisano na listę zabytków. Dwa lata później rozpoczęto przebudowę wg projektu szwajcarskiego architekta Petera Zumthor. Kompleks będzie mieścił pomieszczenia mieszkalne, gastronomiczne, biurowe i wystawowe.

Continue reading Meelfabriek L.

Podwójne wyzwanie

Kristina organizuje kolejne ‘wyzwanie’ kolorystyczne, jeszcze bardziej wciągające niż zazwyczaj. Składa się bowiem z dwóch części: w pierwszej publikujemy zdjęcie przedstawiające inspirującą kombinację kolorów. Następnie czytelnicy blogu Kristiny będą głosowali na najciekawszy ich zdaniem zestaw kolorów. W drugiej części, zwycięska fotografia posłuży jako inspiracja dla kartki, strony scrapbook czy innego papierowego wytworu rąk.
Fantastyczny pomysł, więc nie mogę nie wziąć udziału ;-).
Poniżesze zdjęcie zostało zrobione w ogrodzie Keukenhof, w Holandii. To magiczne miejsce otwarte jest tylko dwa miesiące w roku, kiedy rośliny cebulowe są w pełni kwitnienia. Tak, ten ogród jest dedykowany TYLKO i wyłącznie krokusom, żonkilom, narcyzom, hiacyntom i nade wszystko tulipanom (moje ulubione kwiaty).
Co roku tworzony jest nowy układ pól kwiatów, a każdy zapiera dech w piersiach. Jednym ze stałych elementów jest „rzeka”. Co roku w innych kolorach, z innymi kwiatami.
W tym roku była to rzeka niebiesko-fioletowych szafirków, flankowana białymi i jasno różowymi tulipanami. Ciemno zielone łodygi dopełniają obrazu, tworząc widok, który dla mnie jest esencją wiosny.
Zapraszam do głosowania!

Continue reading Podwójne wyzwanie

Pierwsze oznaki wiosny

Jeej.. wiosna się zbliża! Przynajmniej tutaj w Hadze ;-).
Nadal zimno, w okolicach zera, ale od prawie dwóch tygodni świeci słońce. Niebo jest niebieściutkie, tym wiosennym odcieniem, który zapowiada dłuższe i cieplejsze dni. Pierwsze zwiastuny wiosny już się pojawiły – w parkach i na skwerach przebiśniegi otwierają swoje kielichy. Widać też pierwsze krokusy, ale na krokusowe dywany trzeba jeszcze będzie chwilkę poczekać.
Ach.. jak ja uwielbiam te zmiany..

Konkurencja na horyzoncie

Po cichutku, nie trąbiąc na prawo i lewo, zaczęła rosnąć konkurencja. Przez pierwsze kilka miesięcy było spokojnie. Później pojawiła się w domu ekscytacja i podniecenie, z którego Plamek i Pyszczek nic właściwie sobie nie robili. Pyszczek oburzył się tylko, gdy leżąc na jej brzuchu dostał czyjąś nogą w żebro. Najdziwniejsze było, że nogi sprawcy nie tylko nie złapał, ale nawet jej nie widział! Plamek nadal pakował się na kolana, nie zauważając (albo przynajmniej udając, że nie widzi) zmniejszającej się przestrzeni.
Trochę zaskoczył ich fakt, że teraz nie tylko oni pojawiają się na zdjęciach. Ktoś zaczął używać samowyzwalacza, by dokumentować zmieniające się kształty.
Dopiero, gdy w domu zaczęły pojawiać się nowe meble i przedmioty coś ich ruszyło. I nie był to niepokój. To było zainteresowanie, z którego wyrosło nieograniczone uwielbienie.
Na pierwszy ogień poszło łóżeczko. Z miękkim materacem, perfekcyjnie ustawione w słonecznej plamie. Na podwyższeniu, tak że nie grozi nadepnięcie/potrącenie przez jakiegoś nieuważnego człowieka. Raj na ziemi, z którego trudno będzie im zrezygnować (właściwie, to nie wiadomo czy w ogóle z tego zrezygnują – czy ktoś ma pomysł jak w jednym łóżeczku zmieścić niemowlę i dwa koty?).
Potem pojawił się materacyk do przewijania i wózek. Materacyk trochę mniejszy od łóżeczka, ale jeden kot się zmieści ;-). Continue reading Konkurencja na horyzoncie

Who is Alice?

Praca w Shell-u ma swoje plusy. Czasami ;-).
W ubiegły poniedziałek mieliśmy w Head Quarters sesje pytań i odpowiedzi (oczywiście żadnych tam spontanicznych; wszystko zostało zawczasu przygotowane i zatwierdzone) z Michaelem Schumacherem. Ha! Na samej sesji niestety nie byłam (ktoś musi pracować 😉 ale mistrza Formuły 1 widziałam. Nie pytajcie dlaczego akurat w poniedziałek nie miałam ze sobą aparatu. Nie wiem. Ale fotki mam z Shellowskiego źródła.
Oprócz Michaela w budynku pojawiły się też pojazdy – dwa samochody i dwa motory. A ponieważ te zostały na cały tydzień miałam szanse je obfotografować. Oglądając Ferrari zobaczyłam napis Alice. Piękne imię. Tylko co robi na masce samochodu wyścigowego? No cóż, jestem laikiem jeśli chodzi o Formułę 1. W 2006 roku Alice – włoska firma dostarczająca Internet szerokopasmowy – podpisała trzyletni kontrakt z Ferrari (jako sponsor oczywiście). Oh! Mighty Google :-).
Poniżej Scuderia Ferrari F60, Audi R10 i motory Ducati. Obydwa autka zasilane Shell V-Power

Wiosna? Ach to Ty!

Wiosna pełną gębą :-). Tak wyglądała Haga jeszcze w ubiegłym tygodniu. Teraz krokusy już przekwitły, a władanie obejmują narcyzy i żonkile (chyba nigdy nie pojmę różnicy między tymi dwoma). Dużo słońca, trochę odradzającego deszczu.. Chce się żyć! (jeszcze tylko przydałoby się odrobinę mniej stresu w pracy).

I jeszcze kilka wiosennie świeżych widoków.

Oszronione święta

szron.JPGNo i mamy przynajmniej namiastkę świątecznej aury ;). Przykra sprawa, ale w moim mieście śniegu nie ma. Mimo, że jest położone niecałe 120 km od Śnieżki, gdzie jest jego półtora metra.
Ale.. temperatura spadła poniżej zera, przez dwa dni utrzymywały się mgły, które nasyciły powietrze wilgocią i w efekcie wszystkie roślinki pokryły się bajecznymi igiełkami szronu. Niektóre miały długość nawet to 4 cm!
Wyposażona w dwie pary rękawiczek (moje palce zamarzają w tempie ekspresowym), dwa komplety akumulatorków (przy takiej temperaturze wyczerpują się stanowczo zbyt szybko) pojeździłam sobie (rowerem; a co 😉 po okolicy w poszukiwaniu celów dla obiektywu mojego aparatu.
Po godzinie miałam kilkadziesiąt zdjęć na liczniku, drugi zestaw akumulatorków na granicy rozładownia i palce pozbawione czucia :). Ale warto było. Co prawda wybór kilku zaledwie zdjęć do publikacji był trudny, ale mam nadzieję, że będą Wam się podobać.

Ulubiony ‘cel’ mojego obiektywu

z_kotek.JPGCzy macie jakiś ulubiony motyw, a raczej przedmiot/istotę, którą lubicie fotografować? Coś, co często przewija się na Waszym filmie tudzież karcie pamięci? Coś, co jest tak zmienne, że nawet setne z kolei ujęcie będzie niepowtarzalne?
Dla mnie jednym (jak zwykle nie mam tylko jednego jedynego) z takich ‘obiektów’ jest moja kicia. O Ziutku pisałam zresztą całkiem niedawno. Myślę, że byłabym w stanie stworzyć całą jego galerię, z podziałem na tematy np. zabawa, jedzenie, spanie, mycie się, dziwactwa. Choć to ostatnie czasami ciężko by było odseparować od wcześniejszych :happy_tb:. Poza tym mogłabym się pokusić o klasyfikację na zdjęcia rodzajowe, z zaskoczenia i studyjne ;). Dobra, nie będę ‘filozofować’. Poniżej kilka studiów różnych części ciała Ziutka.

Edmund – najlepszy kompan w podróży

Spędziłam dobrych kilka godzin przeglądając moje zdjęcia z Holandii i wybierając te, które wykorzystam później jako ilustrację do serii postów, o której wspomniałam ostatnim razem. Nie było to łatwe, bo po pierwsze samych zdjęć jest baaardzo dużo ;), a po drugie zależało mi, by najlepiej oddawały one specyfikę danego miejsca, a jednocześnie były jak najbardziej oryginalne.
Zorientowałam się, że przy okazji uzbierała mi się dosyć liczna seria fotek mojego najwierniejszego towarzysza wszystkich podróży.
kasztanowy_edmund.JPGTo najlepszy facet i przyjaciel, o jakim można marzyć :smile_tb:. Nazywa się Edmund i jesteśmy razem już 6 albo 7 lat. Nigdy nie narzeka, gdy trzeba wstać o 4.30, w sobotę (!), by zdążyć na autobus o 5.35 i pojechać w góry. Nie marudzi „Co? Znowu chcesz iść do muzeum?” albo „Ile jeszcze będziesz się przymierzać do zrobienia tego zdjęcia?”. Nie przeszkadza mu sucha bagietka z pasztetem i kubeczek kefiru na obiad. Może spać w śpiworze na podłodze (choć nie wiedzieć czemu woli w butach). Nie straszne mu słońce, wiatr (byle był mocno przywiązany) czy śnieg (ma zresztą ‘kurteczkę’). Jedynie wody nie lubi; myślę, że to uraz po tym, jak wpadł do fontanny, przy której robiłam mu zdjęcie.
Poza tym niezły z niego dowcipniś – tutaj udawał kasztanowego rycerza. Uwielbia dzieci. Continue reading Edmund – najlepszy kompan w podróży

Pożegnanie lata

grill.JPGTydzień temu urządziliśmy sobie w ogrodzie pożegnanie lata. Z sukcesem :happy_tb: przetestowałam nowe przepisy na filety z kurczaka, marynowane plastry ananasa i pieczarki z serem pieczone na grillu, a zaimprowizowany sos z musztardą Dijon i ziołami prowansalskimi okazał się przebojem.
Ale najpiękniejszym akcentem był spektakularny pokaz, jaki zagwarantowały nam chmury przepływające po intensywnie błękitnym niebie. Przypomniały mi się wyuczone tyle lat temu słowa M. Kopernika:

Cóż piękniejszego nad niebo, które przecież ogarnia wszystko co piękne.