Mniam, mniam …

Ostatnio zaczelam sie wglebiac w tajniki kuchni indonezjskiej. Kuchni, o ktorej jak dotad wiedzialam, ze opiera sie na ryzu, a jednym z popularniejszych dan jest sate. Zreszta zazwyczaj jest to kurczak, mimo iz w oryginale podstawa jest wieprzowina…. No i oczywiscie wszystkie te dziwne przyprawy.

A zaczelo sie od tego, ze znajoma indonezyjka, ktora od lat prowadzi kursy gotowania, zaprosila mnie do wziecia udzialu w takowym. Dlaczego nie? Gotowac lubie, ekserymentowac z jedzieniem tym bardziej.

Pierwszy przepis AJAM RUDJAK czyli kurczak w sosie kokosowym (tak uproszczajac 😉 i …. prawie 20 skladnikow! O ¾ z nich w zyciu nie slyszalam! Ale… niech zyje internet! Choc smieci tam duzo, to w koncu odkrylam kilka wartosciowych stron i … stala sie jasnosc :D. Wiem juz co jest co, jak wyglada, do czego sie uzywa. I tylko nazwy nadal pozostaja tajemnica. Dostepne w jezyku angielskim, niderlandzkim, indonezyjskiem i lacinie. Ale polski??? Zapomnijcie! Zreszta i tak takich rzeczy sie u nas nie spotyka, wiec po co polska nazwa?:)

Ale kolo zaczelo sie krecic i sprawia mi to strasznie duzo satysfakcji. Nawet jesli efekty nie do konca sa dokladnie takie jakie powinny byc ;). No bo skad mam niby wiedziec, ze cebuli nie powinno sie kroic w kostke? Albo, ze dobrze usmazona cebula to taka, ktora jest na granicy spalenia? Albo, ze dodajac poszczegolne skladniki trzeba przyjrzec sie procentowej zawartosci soli, by nie przesolic? (produkty roznych firm roznia sie jej zawartoscia). Ale powolutku, powolutku posuwam sie naprzod. I moze kiedys przygotuje nawet prawdziwy RIJSTTAFEL.

Inni mają ważniejsze problemy…

Postanowilam sie NIE przejmowac. Nie przejmowac tym, ze inni nie robia tego, co powinni. Nie przejmowac tym, ze sa ludzie, ktorzy z usmiechem na twarzy zwalaja na ciebie swoja robote. A potem jeszcze o tym dowcipkuja….
Za kazdym razem, gdy cos takiego mnie spotyka, biore to sobie do serca. Stanowczo za bardzo! Staram sie poprawic czyjes bledy; zalatwic sprawy, ktore nic mnie obchodza, ale dla kogos sa wazne; wykonac zadania, ktore nie naleza do moich obowiazkow, ale ja po prostu nie moge zniesc mysli, ze leza odlogiem.
Dosyc…
Gdyby jeszcze ludzie, ktorych obowiazki przejmuje, doceniali ten fakt, pewnie bym miala do tego inne podejscie. Ale w sytuacji, gdy oni tego nie tylko nie doceniaja, ale nawet nie zauwazaja (a przynajmniej sprawiaja takie wrazenie)….

Ciekawa jestem tylko, czy uda mi sie wytrwac w tym postanowieniu :). Jak to sie mowi mam miekkie serce i zbyt duza potrzebe ladu wokol mnie :).

Pogoda i ja :)

Zabawne jak pogoda na mnie wplywa i jakie skojarzenia nasuwa.

Po kilku dniach solidnych opadow deszczu w koncu sie rozchmurzylo. Ba! nawet slonce sie pokazalo! Jednoczesnie temperatura gwaltownie spadla.
I odrazu poczulam sie jak wczesna jesienia. Przepelnilo mnie poczucie spelnionego lata (ktore wszak jeszcze sie nie skonczylo :), bogatego w najrozmaitsze dziwne i zwyczajne, zabawne i smutasne sytuacje. Koniec czegos waznego, choc trudno uchwytnego. A jednoczesnie zapowiedz czegos nowego, czegos co czai sie “na mnie”, choc jeszcze nie wiem, co to jest :).
Lubie takie dni. Daja mi poczucie dobrze spedzonego czasu, wrazenie, ze nie zmarnowalam tego, co mi ofiarowano. Z drugiej strony napelniaja nadzieja, optymizmem, przynosza blizej niesprecyzowana wizje czegos milego, co mnie wkrotce spotka.
Oby wiecej dni z taka pogoda :).

Do czego ONI są nam potrzebni?

Dzisiejszy dzien, a wlasciwie jego wydarzenia, zmusily mnie do przemyslenia kwestii sensu istnienia gatunku meskiego. Zwlaszcza roli osobnikow plci brzydkiej w zwiazkach damsko – meskich. I doszlam do wniosku, ze…. potrzebni sa oni tylko i wylacznie do sprawiania przyjemnosci kobiecie ;). Do niczego innego sie nie nadaja albo po prostu nie sa potrzebni (wlaczajac prokreacje :).
Nie potrafia (badz tez udaja, ze nie potrafia albo tez nie chca) zajac sie domem, pobawic sie z wlasnymi dziecmi, doradzic (bo albo nie znaja sie na danym temacie albo znaja sie tak bardzo, ze kilka godzin zajmuje im “popisanie sie” swoja “uczonoscia”), o robieniu kilku rzeczy naraz nawet nie wspominajac. Ale co mnie najbardziej smieszy (?) /denerwuje (?) to ich kompletna niemoznosc ulozenia wlasciwej hierarchii priorytetow. Jesli przyjrzec sie dokladnie temu, co wg nich jest najwazniejsze, to okazuje sie, ze licza sie tylko ich przyjemnosci i ich praca. Praca innych jest niedoceniana, a czasem nawet nie dostrzegana. I co jest najmniej w tym wszystkim zabawne istnieja tylko dwa wyjscia – oba radykalne. Walczyc z tym na okraglo (zazwyczaj bezskutecznie) albo pogodzic sie i odwalac nie tylko swoja, ale i jego czesc obowiazkow. Malo optymistyczna perspektywa…

Małe radości są wokół nas :)

Doszlam do wniosku, je jestesmy bardzo nieszczesliwym narodem. A przynajmniej za takowy chcemy uchodzic ;). Gdy tylko spotykaja sie dwie osoby, od razu zaczyna sie narzekanie. Na wszystko i na nic. Wiem, ze zycie w naszym kraju nie nalezy do sielskich, ale….

Dlaczego nie probujemy szukac pozytywow? Dlaczego tak bardzo lubimy sie pograzac w naszych nieszczesciach, wrecz “przescigamy sie” w dowodzeniu, komu z nas MNIEj sie wiedzie w zyciu. Nie zauwazamy, ba!nawet nie probujemy zauwazac !, tych drobnych przyjemnosci, ktore zdarzaja nam sie kazdego dnia.

Wczoraj spotkalam sie z kolezankami – Polkami (wiem, ze brzmi to dziwnie, ale chwilowo mieszkam poza naszym krajem;). Rozmowa zaczela sie oczywscie od narzekan. Wkurzylam sie i powiedzialam, ze albo zmienimy temat albo ja sie urywam. I co? Okazalo sie, ze to jest mozliwe! Nawet nie zmienilysmy tematu rozmowy, tylko zaczelysmy szukac jego pozytwow (moze poczatkowo troche na sile, ale potem nas to niezle wciagnelo :). I smialysmy sie z tak prostych (a potencjalnie nawet przykrych) spraw, jak niespodziewany przyplyw morza, ktory zamoczyl nasze rzeczy pozostawione na plazy.

Wstarczy CHCIEC.

Jak to działa?

Internet to strasznie kaprysne “stworzonko” :). Morze wiedzy i smieci. Czasem szukam jakiejs konkretnej informacji i wyskakuja same bezuzyteczne strony. A przynajmniej dla mnie bezuzyteczne, bo niestety (???) naleze do osob, ktore nie zadowalaja sie zdawkowym komentarzem. Ja potrzebuje informacji szczegolowej i doglebnej ;). I najlepiej ze sprawdzonego (czyt. godnego zaufania) zrodla. Co ciekawe, te najbardziej “wartosciowe” strony odnajduje zazwyczaj przez przypadek. Szukajac czegos kompletnie innego ;). Prawo Murphy’go? 🙂

No to ruszamy…

W koncu kiedys musi byc ten pierwszy raz ;). Tak wiec podjelam decyzje, by zamiescic jakakolwiek notke na tej strone. Na razie to tak tylko tytulem testu, wiec duzo tu nie znajdziecie. Nawet dokladniejszej informacji o mnie, bo dopiero nad tym pracuje :). Ale spoko, co ma byc o bedzie i jesli jest mi to pisane, to w koncu cos splynie z moich paluszkow na klawiature tego nieszczesnego laptopa na ktorym sie wyzywam ;). Aha! Nie mam polskich znakow, wiec prosze o wyrozumialosc. Jak tylko dojde do tego, w jaki sposob je zamontowac, to na pewno to zrobie :).