WSZYSTKO da się zrobić

Jak to jest, ze w jednym kraju wszystko dziala jak nalezy, a w drugim nawet najprostsza rzecz jest sp… Niderlandy a Polska; sprawa: podlaczenie do systemu wodno-kanalizacjnego nowego zbiornika na scieki.

Niderlandy: tydzien przed “akcja”? wszyscy zainteresowani dostaja list od wladz. Z informacja co, kiedy i o ktorej godzinie (gdy dzieciaki sa w szkolach, a wszyscy pracujacy w pracy) sie wydarzy (chodzi przede wszytskim o czasowe odlaczenie wody). Potem dodatkowe informacje. O potrzebie zgromadzenia wody na zaps (na AZ 4 godziny ;), bo tyle czasu zajelo cale przedsiewzicie). O tym, by przez nastepne 4 dni wode do spozycia gotowac. O tym, by nie robic w tym dniu prania, gdyz na ubraniach moga sie osadzic plamki z rdzy. I o tym co zrobic, gdyby jednak ktos pranie zrobil :). Wszystko czego potrzeba plus nr telefonu, gdyby komus to jednak nie wystarczalo.

Polska: dzien przed pojawia sie kartka na drzwiach wejsciowych do budynku, ze w dniu kolejnym wody nie bedzie. Zadnych godzin. Wody wiec nie ma i to w najbardziej “strategicznej”? porze dnia. Zadnych wskazowek. Woda z kranu po calej akcji leci (jesli w ogole) kompletnie zasyfiona….

Czy to takie trudne sprawic by rzeczy sie dzialy tak jak powinny? A nie tak jak sie komus chce? Czy tez raczej nie chce?

Hm…chyba to przekracza polska mentalnosc….;)

Przyjaźń

Wczoraj pozegnalam przyjaciol. “Starsze” malzenstwo, ktore poznalam dzieki ogloszeniu w AH. Zaczelo sie od sprzatania,a skonczylo na prawdziwej przyjazni. No, nie skonczylo, bo oni po prostu pojechali na 5 miesieczne wakacje do Portugalii ;).
Ludzie kompletnie rozni ode mnie; z inna mentalnoscia, inna historia, kultura i jezykiem. A jednak w wielu sprawach tak bardzo bliscy i podobni, ze jestesmy w stanie porozumiewac sie bez slow :). Ludzie, ktorzy zwierzyli mi sie z wielu sekretow, o ktorych nikt inny nie wie. Zaufali mi na tyle, by sie nimi ze mna podzielic.
A dzis…. przypadkiem dowiedzialam sie od mojej siostry (ktora ta wiadomosc rowniez zdobyla pokatna droga przez mame i ciotke), ze mojemu kuzynowi urodzila sie tydzien temu coreczka. Sami rodzice – najprawdopodobniej szczesliwi 😉 – nie zdecydowali sie jakos podzielic ta wiadomoscia na szerszym forum rodzinnym. Dziadkowie (nota bene jedno z nich to moj rodzic chrzestny) tez milcza. Czy to jakis wstyd? Jakas tajemnica, ktora powinna zostac w ukryciu?
Jak to jest, ze “obcy” ludzie potrafia sie podzielic z toba wszystkim: smutkami, radoscia, fantastycznymi czy przerazajacymi wydarzeniami, a WLASNA rodzina milczy w TAKIEJ sprawie.
Eh….

Podejmowanie decyzji

Dlaczego podejmowanie decyzji jest takie trudne? Hm… wlasciwie im wiecej sie nad tym zastanawiam, tym bardziej jestem przekonana, ze inaczej byc nie moze. To wybor miedzy rzeczami, ktore chcemy miec lub ktorych chcemy uniknac. Ale ja mam dodatkowy orzech do zgryzienia. Ja nadal NIE WIEM czego chce!!!

A wlasnie nastal taki czas, kiedy musze sie w koncu okreslic: CZEGO JA tak wlasciwie CHCE od zycia.. I wcale nie jestem z tego powodu najszczesliwsza.

Co dalej? Rok sie prawie konczy i moj pobyt tutaj rowniez. Przynajmniej w takim charakterze, w jakim dotychczas. Fakt, ze bycie au-pair jest “proste, latwe i przyjemne”. Ale… no wlasnie. Jak dlugo mozna w tym “siedziec”? Od jakiegos czasu kielkuje we mnie mysl, ze czas na zmiane (a moze tylko to sobie wmawiam? Moze tak naprawde odpowiada mi taka “stabilizacja”?). Nie podjelam nawet decyzji (wlasnie!!!) czy zostane w tym kraju, ale robiac cos innego, czy tez moze pojade gdzies indziej, na “dzien dobry” jako au-pair, by sie zakotwiczyc, a potem znalezc inna prace.

A moze powinnam zrobic klasyczna tabelke: za i przeciw kazdej opcji? Potem dodac do tego odrobine wlasnych emocji i … rozwiazanie “samo” sie znajdzie?

Hm… chwilowo lepszego pomyslu nie mam, wiec ide po kartke papieru :).

Inni mają ważniejsze problemy…

Postanowilam sie NIE przejmowac. Nie przejmowac tym, ze inni nie robia tego, co powinni. Nie przejmowac tym, ze sa ludzie, ktorzy z usmiechem na twarzy zwalaja na ciebie swoja robote. A potem jeszcze o tym dowcipkuja….
Za kazdym razem, gdy cos takiego mnie spotyka, biore to sobie do serca. Stanowczo za bardzo! Staram sie poprawic czyjes bledy; zalatwic sprawy, ktore nic mnie obchodza, ale dla kogos sa wazne; wykonac zadania, ktore nie naleza do moich obowiazkow, ale ja po prostu nie moge zniesc mysli, ze leza odlogiem.
Dosyc…
Gdyby jeszcze ludzie, ktorych obowiazki przejmuje, doceniali ten fakt, pewnie bym miala do tego inne podejscie. Ale w sytuacji, gdy oni tego nie tylko nie doceniaja, ale nawet nie zauwazaja (a przynajmniej sprawiaja takie wrazenie)….

Ciekawa jestem tylko, czy uda mi sie wytrwac w tym postanowieniu :). Jak to sie mowi mam miekkie serce i zbyt duza potrzebe ladu wokol mnie :).

Pogoda i ja :)

Zabawne jak pogoda na mnie wplywa i jakie skojarzenia nasuwa.

Po kilku dniach solidnych opadow deszczu w koncu sie rozchmurzylo. Ba! nawet slonce sie pokazalo! Jednoczesnie temperatura gwaltownie spadla.
I odrazu poczulam sie jak wczesna jesienia. Przepelnilo mnie poczucie spelnionego lata (ktore wszak jeszcze sie nie skonczylo :), bogatego w najrozmaitsze dziwne i zwyczajne, zabawne i smutasne sytuacje. Koniec czegos waznego, choc trudno uchwytnego. A jednoczesnie zapowiedz czegos nowego, czegos co czai sie “na mnie”, choc jeszcze nie wiem, co to jest :).
Lubie takie dni. Daja mi poczucie dobrze spedzonego czasu, wrazenie, ze nie zmarnowalam tego, co mi ofiarowano. Z drugiej strony napelniaja nadzieja, optymizmem, przynosza blizej niesprecyzowana wizje czegos milego, co mnie wkrotce spotka.
Oby wiecej dni z taka pogoda :).

Do czego ONI są nam potrzebni?

Dzisiejszy dzien, a wlasciwie jego wydarzenia, zmusily mnie do przemyslenia kwestii sensu istnienia gatunku meskiego. Zwlaszcza roli osobnikow plci brzydkiej w zwiazkach damsko – meskich. I doszlam do wniosku, ze…. potrzebni sa oni tylko i wylacznie do sprawiania przyjemnosci kobiecie ;). Do niczego innego sie nie nadaja albo po prostu nie sa potrzebni (wlaczajac prokreacje :).
Nie potrafia (badz tez udaja, ze nie potrafia albo tez nie chca) zajac sie domem, pobawic sie z wlasnymi dziecmi, doradzic (bo albo nie znaja sie na danym temacie albo znaja sie tak bardzo, ze kilka godzin zajmuje im “popisanie sie” swoja “uczonoscia”), o robieniu kilku rzeczy naraz nawet nie wspominajac. Ale co mnie najbardziej smieszy (?) /denerwuje (?) to ich kompletna niemoznosc ulozenia wlasciwej hierarchii priorytetow. Jesli przyjrzec sie dokladnie temu, co wg nich jest najwazniejsze, to okazuje sie, ze licza sie tylko ich przyjemnosci i ich praca. Praca innych jest niedoceniana, a czasem nawet nie dostrzegana. I co jest najmniej w tym wszystkim zabawne istnieja tylko dwa wyjscia – oba radykalne. Walczyc z tym na okraglo (zazwyczaj bezskutecznie) albo pogodzic sie i odwalac nie tylko swoja, ale i jego czesc obowiazkow. Malo optymistyczna perspektywa…

Małe radości są wokół nas :)

Doszlam do wniosku, je jestesmy bardzo nieszczesliwym narodem. A przynajmniej za takowy chcemy uchodzic ;). Gdy tylko spotykaja sie dwie osoby, od razu zaczyna sie narzekanie. Na wszystko i na nic. Wiem, ze zycie w naszym kraju nie nalezy do sielskich, ale….

Dlaczego nie probujemy szukac pozytywow? Dlaczego tak bardzo lubimy sie pograzac w naszych nieszczesciach, wrecz “przescigamy sie” w dowodzeniu, komu z nas MNIEj sie wiedzie w zyciu. Nie zauwazamy, ba!nawet nie probujemy zauwazac !, tych drobnych przyjemnosci, ktore zdarzaja nam sie kazdego dnia.

Wczoraj spotkalam sie z kolezankami – Polkami (wiem, ze brzmi to dziwnie, ale chwilowo mieszkam poza naszym krajem;). Rozmowa zaczela sie oczywscie od narzekan. Wkurzylam sie i powiedzialam, ze albo zmienimy temat albo ja sie urywam. I co? Okazalo sie, ze to jest mozliwe! Nawet nie zmienilysmy tematu rozmowy, tylko zaczelysmy szukac jego pozytwow (moze poczatkowo troche na sile, ale potem nas to niezle wciagnelo :). I smialysmy sie z tak prostych (a potencjalnie nawet przykrych) spraw, jak niespodziewany przyplyw morza, ktory zamoczyl nasze rzeczy pozostawione na plazy.

Wstarczy CHCIEC.