Wołów

Malutkie miasta potrafią zaskakiwać. I bardzo mile rozczarowywać.
W Wołowie znalazłam się przez przypadek. Moja siostra miała do załatwienia sprawy w starostwie, a ja zabrałam się z nią. Półgodzinny spacer uświadomił mi, że niespodziewanie natknęłam się na perełkę.
Przepiękny, odnowiony ratusz gotycki, wielokrotnie przebudowywany. Z naczółkami ozdobionymi olbrzymimi wolutami i niesamowitym kamiennym herbarzem na ścianie frontowej.

herb.jpg

Budynek sądu rejonowego z wiekowymi drewnianymi drzwiami o żelaznych okuciach i z kołatką!

kolatka.jpg

Wrocławskie krasnale

Gdzie można znaleźć wrocławskie krasnale?

krasnale.jpg

Skąd się wzięły krasnale we Wrocławiu? Historia jest dłuuuga, co potwierdza choćby ulotka rorzucana w mieście przed 1 czerwca 1987 roku:
spioch.jpgKrasnoludek w historii świata odegrał dużą rolę. Jest istotą żyjącą w lasach, książkach, żywiącą się mchami, grzybkami i poziomkami, i jest nieznanym stworzeniem. Trudno obecnie definitywnie stwierdzić, czy mamy do czynienia z ssakami, czy o krasnoludkach można mówić jak o wielkich humanistach. Krasnoludki są pracowite. syzyfki.jpgWładają też wszystkimi językami świata. Ani >Encyklopedia Britannica<, ani inne wielkie pozycje światowej wiedzy nie mówią inaczej o krasnoludkach jak o skrzatach kręcących się na leśnych duktach. Z ludzi, którzy mieli kontakt z krasnoludkami, znani są bracia Grimm, Tolkien, sierotka Marysia, królewna Śnieżka. Również Polska pod względem kontaktów z krasnoludkami należy do światowej czołówki, np. Brzechwa w okresie międzywojennym spotkał krasnala Hałabałę. wiezien.JPGKrasnoludek pracujący w kopalni, przy wyrębie lasu, opiekujący się królewnami to autentyczny roboczy ludek. Krasnoludek, krasnal znaczy czerwony albo inaczej ludek chodzący w czerwonych czapkach. Socjalizm w pełni docenił ideę krasnoludków, toteż w czasie Wielkiej Rewolucji Październikowej część Armii Czerwonej, szczególnie konnica Budionnego, przebierała się w czerwone czapki. Niektórzy dzięki nowej ideologii uwierzyli, że są krasnoludkami.nurek.jpgPomyłka została należycie naprawiona w Polsce. Czapki budionnówki są krótsze i bez pomponów. W PRL krasnoludki pojawiają się coraz częściej i prawdopodobnie będą widziane na ulicy Świdnickiej około 15, pod zegarem przy przejściu podziemnym. Krasnoludek może okazać się wielkim przyjacielem II etapu reformy w PRL. Fachowcy twierdzą nawet, że krasnoludek może być efektem tej reformy. Wydatna pomoc może okazać się owocna.
Continue reading Wrocławskie krasnale

Dzika satysfakcja z pracy

Znowu 😉 weekend we Wrocławiu. No może nie cały weekend tylko niedziela. A to przede wszystkim z powodu imienin teściowej mojej siostry. No ale wiadomo, że nie pojadę do Wrocka li tylko i wyłącznie się objadać ;). Postanowiłam zrealizować w końcu plan, na który czaiłam się od jakiegoś czasu, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Otóż wybrałam się z siostrą na cmentarz żydowski przy ul. Lotniczej, by pomóc w jego oczyszczaniu. To niesamowite miejsce, strasznie zapuszczone, które Wrocławska Gmina Żydowska (właściwie już nie istniejąca) ma w głębokiej pogardzie…
A moja siostra rozpoczęła walkę z wiatrakami o jego uratowanie. Stąd miedzy innymi idea jej cotygodniowych niedzielnych wypraw tamże, by kawałek po kawałku, wyrywać to miejsce wszechobecnej przyrodzie. A dziś i ja miałam w tym swój udział :).
To było niesamowite. Wycinanie drzewek, krzaków, bluszczu; wyrzucanie tego zielstwa. Oczyszczanie pomników, odkopywanie tablic, a nawet ustawianie ich do pionu. Kiedy widzę efekty, a w tym przypadku widać je bardzo szybko, aż chce mi się pracować więcej i dłużej. Jeszcze jedna kępa krzaków, jeszcze jedna tabliczka, a co kryje się pod tym pagórkiem bluszczu? A jeszcze większa radość sprawiał mi fakt, że robię to dla własnej satysfakcji. Nie na pokaz, nie dla pieniędzy, po prostu kierując się poczuciem – bo ja wiem – odpowiedzialności (?) za nasze wspólne dobro kulturalne, może jakiegoś poczucia winy (?), z powodu bezduszności właściwego urzędu…
W każdym bądź razie mam nadzieję, że na jednej akcji się nie skończy i będę jeszcze miałą sposobność się tam powyżywać.

Pałac w Brauchitschdorf

Piękny dzień wczoraj był. Pierwszy prawdziwie wiosenny: ze słońcem, cieplutkim wietrzykiem i niebem w tym niesamowitym kolorze, który po prostu zmusza do wyjścia na zewnątrz. Wzięłam więc rower i pojechałam na małe fotograficzne safari do Chróstnika.
Jest tam pałac, a właściwie jego ruiny, który wybudowano w latach 1723 – 1728. Nie był pewnie arcydziełem architektury, ale na pewno przyjemny dla oka i nie budzący obrzydzenia u estety. Ale czasy się zmieniły.
Po drugiej wojnie światowej tereny te przeszły z rąk niemieckich w polskie. Przesiedlono tu ludzi zza Buga. I choć jeszcze w początkach lat 70-tych był w świetnym stanie, to dziś wygląda jak obiekt przeznaczony do wyburzenia. I nie dlatego, że przyroda się upomina o swoje… Większość dewastacji wygląda na dokonane w ostatnich kilkunastu latach. Nawet w czasie mojej tam bytności pojawiła się grupka młodzieży z pobliskiego technikum, która „popisywała się”? rozbijaniem cegieł i fragmentów murów…
Strasznie mi przykro, że miejsce to praktycznie nie ma szans na ratunek. Przykro, że za taki stan odpowiadają tylko i wyłącznie ludzie pozbawieni poczucia szacunku, prymitywni…

Zezwierzęcony ;) weekend we Wrocławiu

Wrocław to miasto naj… pod wieloma względami (choć nie czas i miejsce, by o tym tu pisać). Wybrałyśmy się z siostra na małe „foto – polowanie” na detale architektoniczne okolic rynku. Ulica Rzeźnicza, jatki oraz kościół św. Elżbiety. I właśnie przy tym ostatnim spotkała nas niesamowita niespodzianka; na kamiennym obramieniu jednego z bocznych portali wejściowych do kościoła spał sobie…. nietoperz! Prawdziwy, futrzasty i tak słodziutki, ze aż chciało się go przytulić ;). Nie wiem, jak to się stało, bo choć nietoperze często mieszkają na kościelnych wieżach, to temu najwyraźniej coś się pomyliło i zasnął w miejscu nie bardzo bezpiecznym. Dlatego po dokładnym obfotografowaniu naszego odkrycia szybko się zmyłyśmy, by nie przyciągnąć doń uwagi ludzi, których stosunek do fruwających ssaków mógł być odmienny od naszego.

W niedzielę za to wybraliśmy się z siostrą i szwagrem do Wojnowic, gdzie znajduję się gotycko – renesansowy zamek na wodzie. Położony w zalesionej okolicy poprzecinanej ścieżkami spacerowymi i szlakami turystycznymi. Odnowiony po zniszczeniach dokonanych w latach powojennych mieści hotel, restaurację i dom pracy twórczej. Jednakże niepodzielnymi jego właścicielami wydaje się gromadka kotów okupujących przedzamcze…