Dzika satysfakcja z pracy

Znowu 😉 weekend we Wrocławiu. No może nie cały weekend tylko niedziela. A to przede wszystkim z powodu imienin teściowej mojej siostry. No ale wiadomo, że nie pojadę do Wrocka li tylko i wyłącznie się objadać ;). Postanowiłam zrealizować w końcu plan, na który czaiłam się od jakiegoś czasu, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Otóż wybrałam się z siostrą na cmentarz żydowski przy ul. Lotniczej, by pomóc w jego oczyszczaniu. To niesamowite miejsce, strasznie zapuszczone, które Wrocławska Gmina Żydowska (właściwie już nie istniejąca) ma w głębokiej pogardzie…
A moja siostra rozpoczęła walkę z wiatrakami o jego uratowanie. Stąd miedzy innymi idea jej cotygodniowych niedzielnych wypraw tamże, by kawałek po kawałku, wyrywać to miejsce wszechobecnej przyrodzie. A dziś i ja miałam w tym swój udział :).
To było niesamowite. Wycinanie drzewek, krzaków, bluszczu; wyrzucanie tego zielstwa. Oczyszczanie pomników, odkopywanie tablic, a nawet ustawianie ich do pionu. Kiedy widzę efekty, a w tym przypadku widać je bardzo szybko, aż chce mi się pracować więcej i dłużej. Jeszcze jedna kępa krzaków, jeszcze jedna tabliczka, a co kryje się pod tym pagórkiem bluszczu? A jeszcze większa radość sprawiał mi fakt, że robię to dla własnej satysfakcji. Nie na pokaz, nie dla pieniędzy, po prostu kierując się poczuciem – bo ja wiem – odpowiedzialności (?) za nasze wspólne dobro kulturalne, może jakiegoś poczucia winy (?), z powodu bezduszności właściwego urzędu…
W każdym bądź razie mam nadzieję, że na jednej akcji się nie skończy i będę jeszcze miałą sposobność się tam powyżywać.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *