Architektura Leiden

W poprzednim wpisie skupiłam się na głównych powodach, dla których Leiden jest znane na świecie i godne odwiedzenia. Tym razem napiszę o równie trwałym, aczkolwiek mniej ‘żywym” jego elemencie, czyli architekturze.
Pierwotnie miasto było fortecą, o czym świadczy świetnie widoczny z lotu ptaka układ przestrzenny. Można zobaczyć centrum otoczone niegdyś murami (nie zachowane) z licznymi bastionami i niezliczoną ilością kanałów zarówno je otaczających, jak i przecinających we wszystkich możliwych kierunkach. Pośród najbardziej interesujących obiektów znajdują się Stadhuis, Burcht i Koornbrug. Stadhuis (czyli Ratusz Miejski) to budynek z monumentalną renesansową fasadą, która powstała w 1597 roku. Symbolizuje ona boom ekonomiczny jakiego doświadczyło miasto po wyzwoleniu spod oblężenia hiszpańskiego. Dwie figury dzieci na dole schodów symbolizują Czas i Wieczność, natomiast postaci kobiece to personifikacje Sprawiedliwości i Pokoju. Wnętrze ratusza utrzymane jest w zaskakująco nowoczesnym stylu. To *efekt* pożaru z 1929 roku, kiedy to calutki budynek (oprócz fasady) wypalił się do fundamentów. Nowa budowla została zaprojektowana przez harlemskiego architekta Blaauw, a autorem drewnianych mozaik jest Escher. leiden_koornbrug.jpgNiedaleko ratusza znajduje się Koornbrug (w wolnym tłumaczeniu Most Kukurydziany), jako że już od XV wieku handlowano tu kukurydzą. Obecna budowla z trzema arkadami pochodzi z XVII wieku i zastąpiła pierwotną, dwieście lat młodszą. W XIX wieku most przykryto neoklasycystycznym dachem. Natomiast w centralnej (geograficznie) części miasta znajduje się wzniesienie, a na jego szczycie Burcht (cytadela). Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstała pierwsza budowla, ale obecna już w XV wieku straciła swe obronne, militarne znaczenie wchłonięta przez rozwijające się miasto. Dwieście lat później została przekształcona na swego rodzaju park miejski, z ogrodami i labiryntem. Do dziś pozostaje ulubionym miejscem spacerów, choćby dlatego, że z jej szczytu roztacza się bardzo przyjemny widok na całe miasto.
Continue reading Architektura Leiden

Leiden

Leiden (Lejda) to moje ulubione miasto w Holandii. Położone przy głównej linii kolejowej jest oddalone o 10 minut jazdy pociągiem od Hagi i 40 minut od Amsterdamu. Znane z uniwersytetu, ogrodu botanicznego, Rembrandta i hutspot.
Ma ok. 120 tys. mieszkańców, z czego lwia część to studenci jednego z najstarszych holenderskich uniwersytetów. Ufundował go w 1575 roku Wilhelma I Orańskiego w dowód uznania za wytrwałość mieszkańców w czasie trwającego rok hiszpańskiego oblężenia. Lejdejczycy bronili się skutecznie do 3 października 1574 roku kiedy to Wilhelm przebił się przez zapory wodne otaczające miasto i przypłynął statkami na ratunek. Uczelnia powiązana jest oczywiście z holenderską rodziną królewską; studiowały tu królowa Juliana i królowa Beatrix, a także następca tronu – książę Willem-Alexander. Ponad to kształciło się tu również wielu Polaków, a wśród nich m.in. Jan Heweliusz, Bogusław i Janusz Radziwiłłowie, Jakub Sobieski (ojciec króla Jana), Jerzy Lubomirski, Józef Wybicki, Jan Śniadecki.
leiden_hutspot.JPGWspomniane wcześniej wyzwolenie Leiden upamiętnia także coroczny jarmark z pokazami sztucznych ogni. Tradycyjnie jada się wtedy dwie potrawy: śledzie z białym chlebem (w historycznym dniu dostarczyła je wygłodzonym mieszkańcom flota Wilhelma) i hutspot, jednogarnkowe danie z ziemniaków, marchwi, cebuli i mięsa, który znaleziono jeszcze ciepły w kotle w opuszczonym obozie Hiszpanów. Ten oryginalny (?) garnek jest do dziś przechowywany w Stedeliijk Museum de Lakenhal.
Kolejny powód do odwiedzenia tego miasta to ogród botaniczny. Hortus Botanicus – najstarszy tego typu obiekt w Holandii – został założony w 1587 roku. Jego pierwszym dyrektorem był słynny botanik Carolus Clusius ‘odpowiedzialny’ m.in. za spopularyzowanie cebulek tulipanów w Europie. Continue reading Leiden

Delft

Delft to niewielkie urocze miasteczko położone na południe od Hagi, a właściwie to nawet z nią graniczące. Znane jest – nie tylko w Holandii – z trzech powodów:

  • porcelany (Delft Blue)
  • jako rodzinne miasto Johannesa Vermeera
  • miejsce gdzie ‘narodziła’ się dynastia orańska (House of Orange)

O porcelanie z Delft słyszał chyba każdy. I prawdopodobnie nie ma turysty, który opuszczałby Holandię bez jakiejś drobnej pamiątki „w stylu” Delft Blue. Uściślając produkty z Delt nie są wykonane z prawdziwej porcelany, jako że tą wytwarza się z kaolinu. Natomiast Delftware jest jej imitacją wykonaną z mieszanki gliny, którą po wyciągnięciu z formy pokrywa się specjalna glazurą.
db_poreclain.JPGPomiędzy rokiem 1600 a 1800 Delft było najważniejszym producentem ceramiki w Europie. Produkty trafiły „pod strzechy”, a niebieski barwnik używany do dekoracji (ciekawostka: de facto barwnik ten jest czarny, dopiero w procesie wypalania naczynia kolor zmienia się na niebieski) stał się jej znakiem rozpoznawalnym. Rosnąca konkurencja spowodowała spadek jakości i eliminację mniejszych producentów. W połowie XIX w. w Delft działała już tylko De Porceleyne Fles, która zresztą funkcjonuje po dziś dzień. W fabryce organizowane są wycieczki, w czasie których można obejrzeć cały proces produkcji, a na koniec dokonać zakupu w firmowym sklepie. Hmm.. tylko dla bogaczy ;).

Continue reading Delft

Haga

Dwa lata, które spędziłam w Holandii mieszkałam w Hadze lub prawie w Hadze ;). Poznałam ją więc całkiem dobrze. A moje najsilniejsze wspomnienie wiąże się z nauką poprawnej wymowy nazwy miasta w języku niderlandzkim (den Haag). W języku holenderskim ‘g’ czytane jest zasadniczo jako szorstkie, chropowate ‘ch’ (jak to dosadnie stwierdziła koleżanka „tak jakbyś chciała charknąć i splunąć” :laugh_tb:. Problem w tym, że obcokrajowcy mają tendencję do przesadnej interpretacji i to ‘ch’ wymawiają, jak by im poderżnięto gardło i ostatkiem sił próbowali wydobyć z siebie jakiś dźwięk. Prawidłowo mówi się to „den hach”, a drugie ‘ch’ powinno brzmieć jakbyśmy delikatnie chcieli powiedzieć jednocześnie ‘r’ :). [jeśli ktoś chce to usłyszeć ‘live’ odsyłam do pliku dźwiękowego w Wikipedii.
Samo miasto – hmm… właściwie w świetle prawa Haga jest nadal wioską! Była miastem za czasów Napoleońskich, ale potem straciła ten status. Nie przeszkadza to jej być administracyjną stolicą Holandii oraz siedzibą wszystkich najważniejszych instytucji i urzędów państwowych. Tu mieszka (w Paleis Huis ten Bosch) i urzęduje (w Paleis Noordeinde) królowa Beatrix.
Haga jest również siedzibą wielu organizacji, m.in. Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, Międzynarodowego Trybunału Karnego, Międzynarodowego Trybunału Karnego do spraw byłej Jugosławii, Organizacji przeciw Rozpowszechnianiu Broni Chemicznej, Stałego Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego czy Europolu. Najsłynniejsza to oczywiście ta pierwsza, zwana w skrócie Trybunałem Haskim. Jej siedzibą jest Vredespaleis (Pałac Pokoju). Na ironię zakrawa fakt, że gdy budowano ten pałac z inicjatywy cara Mikołaja II (który był również pomysłodawcą I Haskiej Konferencji Pokojowej) dowódcy wojsk europejskich szykowali się do I wojny światowej. Jako że pałac miał uzewnętrzniać najszlachetniejsze idee, nie szczędzono pieniędzy na jego budowę i wyposażenie. My (Polacy) też możemy się czymś pochwalić. Jan Zawiejski, twórca Teatru Słowackiego w Krakowie, znalazł się w ścisłym finale konkursu na projekt budowli. Jednakże zwycięzcą został Francuz Louis M. Cordonnier. Muszę przyznać, że wnętrza są imponujące. Zazwyczaj nie można ich ot tak oglądać, ale raz w roku – w weekend zabytków (Monumenten Dag) – są one otwarte dla publiczności. Nie tylko więc mogłam zobaczyć wnętrza i ogrody, ale udało mi się nawet zrobić zdjęcie na podium, z którego przemawiają obrońcy i oskarżeni biorący udział w procesach przed Trybunałem Haskim :).
Continue reading Haga