Edmund – najlepszy kompan w podróży

Spędziłam dobrych kilka godzin przeglądając moje zdjęcia z Holandii i wybierając te, które wykorzystam później jako ilustrację do serii postów, o której wspomniałam ostatnim razem. Nie było to łatwe, bo po pierwsze samych zdjęć jest baaardzo dużo ;), a po drugie zależało mi, by najlepiej oddawały one specyfikę danego miejsca, a jednocześnie były jak najbardziej oryginalne.
Zorientowałam się, że przy okazji uzbierała mi się dosyć liczna seria fotek mojego najwierniejszego towarzysza wszystkich podróży.
kasztanowy_edmund.JPGTo najlepszy facet i przyjaciel, o jakim można marzyć :smile_tb:. Nazywa się Edmund i jesteśmy razem już 6 albo 7 lat. Nigdy nie narzeka, gdy trzeba wstać o 4.30, w sobotę (!), by zdążyć na autobus o 5.35 i pojechać w góry. Nie marudzi „Co? Znowu chcesz iść do muzeum?” albo „Ile jeszcze będziesz się przymierzać do zrobienia tego zdjęcia?”. Nie przeszkadza mu sucha bagietka z pasztetem i kubeczek kefiru na obiad. Może spać w śpiworze na podłodze (choć nie wiedzieć czemu woli w butach). Nie straszne mu słońce, wiatr (byle był mocno przywiązany) czy śnieg (ma zresztą ‘kurteczkę’). Jedynie wody nie lubi; myślę, że to uraz po tym, jak wpadł do fontanny, przy której robiłam mu zdjęcie.
Poza tym niezły z niego dowcipniś – tutaj udawał kasztanowego rycerza. Uwielbia dzieci. A może to one go lubią? W każdym bądź razie kilka razy ‘uratował życie’ grupie przypadkowych współpodróżnych – udało mu się własną osobą zaintrygować dzieciaka na tyle, że przestał płakać i narzekać (pomyślcie: 2 godziny spokojnej , cichej jazdy autobusem..) Bywa prowodyrem gorących dyskusji (zazwyczaj zaczynających się od kwestii: czy to jest lampart czy jaguar?). I tylko szkoda, że jest taki małomówny…
A poniżej ‘dokumentacja’ kilku ubiegłorocznych wycieczek Edmunda.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *