Indonezyjska duszona wołowina

Dnia: 28. October 2007 | Tags: , ,

Trochę długo nie pisałam o kuchni indonezyjskiej, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że ostatnimi czasy gotowałam dania, o których już tu pisałam. Ale wczoraj postanowiłam przyrządzić coś innego a mianowicie Rendang Daging Sapi (a po polsku będzie curry z wołowiny – mniej więcej :happy_tb: ).
Rendang jest wyjątkową potrawą, więc kilka uwag tytułem wprowadzenia:
– przede wszystkim potrawa wymaga długiego czasu gotowania – 3 godziny na przygotowanie to niezbędne minimum
– wygodniej jest użyć szeroki i płaski rondel niż wysoki, ale węższy garnek – płyn łatwiej będzie mógł odparować
– proces gotowania jest dokładnym przeciwieństwem typowego dla polskiej kuchni duszenia mięsa; wołowina jest najpierw ‘duszona’ (BEZ przykrycia), a potem dopiero obsmażana w resztkach mleka kokosowego i tłuszczu
– mięso musi być naprawdę dobre gatunkowo; nie przerośnięte, niezbyt otłuszczone; inaczej po 3 godzinach nadal będzie twarde ;)

No to do dzieła. Składniki na 4 porcje:
Na pastę smakową:

  • 1 cała gałka muszkatołowa zgnieciona dziadkiem do orzechów
  • 5 całych goździków
  • 6 szalotek pokrojonych na kawałki
  • 3 ząbki czosnku również pokrojone
  • 5 do 20 czerwonych papryczek chili, wypestkowanych i pokrojonych (lubię ostre potrawy, ale nigdy nie odważyłam się użyć więcej niż 6 – 7 papryczek ;)
  • 1 ½ łyżeczki kurkumy
  • 5 cm kawałek świeżego imbiru obranego i pokrojonego w poprzek na cieniutkie plasterki
  • 5 cm kawałek świeżego lub rozmrożonego galangal obranego i pokrojonego w poprzek na cieniutkie kawałki (ten składnik jest opcjonalny i nie ma substytutu; jeśli nie mamy korzenia, to w ogóle nie używamy)
  • 5 kemiri noten (candlenut) [nie wiem czy polska nazwa w ogóle istnieje ;) ]; można je zastąpić niesolonymi orzechami macademia

Na danie:rendang_przed.JPG

  • ok. 1 kg pięknej wołowiny bez kości pokrojonej w kostkę o boku ok. 3 cm
  • 625 ml mleka kokosowego
  • 3 trawy cytrynowe, każda związana w węzeł
  • 10 cm kawałek cynamonu
  • 7 świeżych lub rozmrożonych liści kaffir lime
  • łyżeczka soli koszernej (ewent. morskiej)

Czytaj dalej »

2 komentarzy

Muzea Hagi

Dnia: 27. October 2007 | Tags: ,

Tak, tak. Muzea :happy_tb: . Niezaprzeczalnym faktem jest, że mam słabość do muzeów i jeśli tylko czas i finanse pozwalają, to nie odpuszczę. Żadnemu. No prawie żadnemu ;).
Holenderskie muzea to w ogóle odrębny ‘gatunek’, jakże nie podobny do polskich instytucji. Ale o tym napiszę innym razem, bo teraz chciałabym przedstawić, gdzie warto zajrzeć w czasie pobytu w Hadze.
h3_vermeer.JPGNajważniejsze muzeum to Mauritshuis. Znajduje się w stosunkowo niewielkim pałacyku położonym tuż przy Binnenhof. Można by go nawet przegapić, gdyby nie wielkie ‘proporce’ na fasadzie informujące zazwyczaj o aktualnej wystawie czasowej. A to jedna z najlepszych w Europie galerii malarstwa flamandzkiego i holenderskiego z okresu od XV do XVIII wieku. W skład kolekcji wchodzi około 800 obrazów i 50 miniatur takich artystów jak Hans Memling, Jan Brueghel starszy, Peter Paul Rubens, Carel Fabritius, Rembrandt (m.in. „Lekcja anatomii doktora Tulpa”), Jan Steen czy Johannes Vermeer. Co DOKŁADNIE można zobaczyć dowiecie się ze strony muzeum (dostępna również w wersji anglojęzycznej). Ja zaś wymienię tych kilka obrazów, przy których zatrzymywałam się podczas każdej mojej wizyty (a bywałam tam średnio raz na dwa miesiące).

  • Johannes Vermeer „Dziewczyna z perłowym kolczykiem” i niezwykle intrygującym spojrzeniem; nie da się jednoznacznie powiedzieć czy właśnie odwraca głowę w stronę widza czy też od widza oraz „Widok Delft” odrobinę rozmijający się z rzeczywistością, ale z impresjonistycznym (!) podejściem do światła i koloru
  • Jan Davidsz de Heem „Wazon z kwiatami” tak dokładny i prawdziwy, że gdyby nie fakt, iż przedstawione kwiaty nie kwitną w tym samym czasie, to mielibyśmy wrażenie, że patrzymy na realny bukiet
  • Frans van Mieris starszy „Scena w burdelu” trochę wulgarna, niewątpliwie dosadna z wieloma drobnymi elementami utwierdzającymi nas w przekonaniu, że jesteśmy w burdelu ;)

Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Haga"

1 komentarz

Zadowolonym być na co dzień

Dnia: 26. October 2007 | Tags:

Jak być szczęśliwym na co dzień? Czy można się nauczyć cieszyć się życiem?
Spokojnie! Nie będą to żadne filozoficzne/psychologiczne rozważania. Daleko mi do tego :happy_tb: . Chodzi o artykuł, który przeczytałam w najnowszym dodatku „Pomocnik Psychologiczny” do tygodnika „Polityka”. To już 5. dodatek z tej serii i przyznam, że bardzo je sobie cenię. Przede wszystkim dlatego, że są napisane przez psychologów i innych specjalistów, ale językiem zrozumiałym dla osoby wykształconej, choć nie koniecznie w tym kierunku ;). No i poruszają tematy interesujące dla ‘szerokiego kręgu odbiorców’ a nie garstki specjalistów. Jak np. artykuł pana Krzysztofa Szymborskiego „Z łopatą po szczęście. Czy człowieka można nauczyć radości z życia?”. Okazuje się bowiem, że nie jest to takie trudne (wykluczając ludzi chorych psychicznie) i wymaga ‘jedynie’ odrobiny samozaparcia.
A oto 10 zasad udanego życia:

1. nie unikaj seksu – intymna bliskość z drugim człowiekiem podnosi nasze poczucie własnej wartości. 2. wyłącz telewizor. 3. uśmiechaj się – nawet wymuszony uśmiech poprawia samopoczucie. 4. zadzwoń do przyjaciela. 5. delektuj się miłymi chwilami. 6. przespaceruj 2 km szybkim krokiem – umiarkowany wysiłek fizyczny sprzyja poczuciu euforii. 7. wybierz zawód, który lubisz, a czasie wolnym angażuj się w działalność społeczną – wstąp do chóru lub posadź drzewko na publicznym skwerze. 8. ciesz się z tego, co masz. 9. codziennie spraw sobie jakąś nagrodę i daj sobie czas naprawdę się nią nacieszyć. 10. każdego dnia postaraj się zrobić dla kogoś coś dobrego.

Prawda, że proste? Wystarczy pozwolić sobie na odrobinę radości i zadowolenia każdego dnia, bezinteresownie pomóc innym (czyż największa satysfakcja nie wynika właśnie z działań, które sprawiają radość drugiej istocie i za które nie dostajemy nagrody?; poza tym każda akcja wywołuje reakcję – dziś ja pomogę Tobie a jutro Ty mi pomożesz) i wyzbyć się prymitywnej zawiści. Prymitywnej tzn. takiej, która nas zatruwa ponieważ nie jest konstruktywna (np. dlaczego ja nie mogę mieć 1,75 m wzrostu tak jak ona?) ; bywają bowiem też zawiści motywujące do działania, do pracy nad sobą :).
A Wy? Myślicie, że ‘przestrzeganie’ tych zasad pozwoli Wam być bardziej szczęśliwymi? Wszelakie komentarze mile widziane. A tymczasem lecę na forum ‘wybawiać’ ludzi z opresji, tudzież pokazywać leniom, jak bardzo są leniwi :wink_tb: .

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Kamienne pomniki

Dnia: 24. October 2007 | Tags: , ,

I znowu bardzo pracowity niedzielny poranek ;). I znowu wybrałyśmy się z siostrą na kirkut przy ul. Lotniczej we Wrocławiu, by dokonać ‘inwentaryzacji’ pola dziecięcego (dla nie wtajemniczonych – pole dziecięce, to specjalna kwatera na której chowano dzieci powyżej pierwszego roku życia). Ostatnimi czasy został całkowicie uprzątnięta, co pozwoliło na zobaczenie nagrobków, o których istnieniu świadczyły li tylko i wyłącznie zapiski w księgach pochówków.
kl_nagrobek.JPGNa tej kwaterze nie byłam od marca (zresztą pisałam o tym) i .. to, co teraz ujrzałam, kompletnie mnie zaskoczyło. Okazało się np. że wolne miejsce między dwoma rzędami nagrobków to bynajmniej nie jakaś tam pustka, ale alejka! Pewnie nawet brukowana, ale ponieważ w tym miejscu nadal zalega spora warstwa ziemi więc nie udało nam się tego ustalić z całą pewnością ;). W każdym bądź razie nie zważając na niskie temperatury i siąpiący deszcz sfotografowałyśmy wszystkie nagrobki, by – po pierwsze – udokumentować ich obecny stan, a po drugie stworzyć w miarę kompletną listę danych. Na szczęście tylko kilka nagrobków ma wyłącznie hebrajskie inskrypcje, więc z pomocą ‘biegłych’ przyjaciół powinno udać się je rozszyfrować (niestety moja ‘znajomość’ hebrajskiego ogranicza się do odczytywania dat i przeliczania ich na kalendarz gregoriański :). kl_inicjal.JPG Wątpliwości budzą też niektóre niemieckojęzyczne napisy ponieważ są pisane gotykiem i to bardzo ozdobnym. Np. jaka to literka tu na zdjęciu obok? Ale damy radę – odrobina wyobraźni, dziesiątki przejrzanych zdjęć i grafik, kilka dokumentów i dojdziemy do tego :wink_tb: .
O tym, że sztuka cmentarna potrafi być piękna wie (chyba) każdy. Spośród ‘masowych wyrobów’ wyłaniają się małe dzieła i arcydzieła, które nie tylko są wyrazem miłości bliskich chcących w ten sposób ‘uzewnętrznić’ ogrom swego uczucia i/lub straty, ale również (a może nawet przede wszystkim) pokazem kunsztu kamieniarzy. Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Górniczy (?) Wałbrzych

Dnia: 20. October 2007 | Tags: , , ,

Z pewnością takie skojarzenie przychodzi na myśl większości ludzi, gdy usłyszą nazwę Wałbrzych. Ale miasto nie jest już związane z górnictwem, a przynajmniej nie w sposób czynny. Nadal bowiem w krajobrazie widoczne są szyby i hałdy kopalniane, kominy fabryczne. Nie ma już jednak wszechobecnego pyłu unoszącego się w powietrzu ani ‘zapachów’ z pracujących non-stop koksowni. Powolutku miasto wychodzi z kryzysu ekonomicznego, jaki nastąpił po zamknięciu kopalni, rozwijając między innymi branżę ceramiczną, której początki sięgają lat dwudziestych XIX wieku.
Ale mnie osobiście najbardziej zaskoczyła architektura Wałbrzycha. Przyznam, że miałam wizję miasta o brudnych, odrapanych budynkach, kamienicach ledwo stojących w pionie, a wszystko pokryte pyłem i sadzą.. (co za ‘czarna wizja ;). Szczęśliwie w znacznym stopniu się myliłam. Również w tej kwestii oblicze miasta ulega sukcesywnej zmianie. Na pewno jeszcze wiele wody upłynie zanim wszystko będzie eleganckie i odnowione, a przynajmniej porządnie oczyszczone, ale.. potencjał jest niesamowity. Może nawet dobrze, że dotychczas nie było finansowych możliwości, bo proces ‘restauracji’ polegałby pewnie na wyburzeniu wszystkiego co brzydkie i/lub w fatalnym stanie technicznym. A tak powoli będzie to po prostu doprowadzane do pierwotnego stanu.
Czytaj dalej »

1 komentarz

Góry Wałbrzyskie

Dnia: 19. October 2007 | Tags: , ,

Miałam szczęście ;). Udało mi się skorzystać z ostatniego (chociaż mam nadzieję, że jednak to nie był ostatni) dnia złotej jesieni. Fantastyczna pogoda – słońce, czyste niebo, lekki wiaterek, dosyć ciepło. Wskoczyłam więc w autobus i o 10.00 byłam w Wałbrzychu (wiem, wiem, że późno, ale nie ma fizycznej możliwości by być tam wcześniej, jeśli jest się skazanym na transport publiczny). Cel – Chełmiec (851 m n.p.m.), do niedawno uważany za najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich, ale stracił ten status na rzecz Borowej (853 m n.p.m.) położonej po przeciwnej stronie kotliny wałbrzyskiej.
A oto mapka sytuacyjna (czerwonymi kropkami zaznaczyłam trasę mojej wycieczki).

gw_mapa.JPG

Tak więc najpierw przez stary Wałbrzych i złocisto-pomarańczową aleją na zboczu Wzgórza Giedymina do Szczawna Zdroju. Potem przez osiedle Konradów w kierunku Chełmca. Po drodze minęłam przepięknie usytuowany cmentarz – na skraju osiedla, na wzniesieniu, otoczony pierścieniem topoli. A na samym ‘cypelku’ lekko wybijającym się ponad zboczem – kaplica cmentarna. Nie lubię rozmyślać o takich rzeczach, ale stwierdziłam, że to jedno z najpiękniej zlokalizowanych miejsc ostatniego spoczynku, jakie widziałam. Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Atrakcje Hagi

Dnia: 17. October 2007 | Tags: ,

Mam nadzieję, że czujecie już odrobinę klimat Hagi. Ale to, o czym pisałam poprzednio to nie wszystko. Ponieważ Haga leży nad Morzem Północnym posiada oczywiście plaże. I to jakie!
h2_plaza.JPGDwie najważniejsze to Kijkduin w zachodniej części miasta i Scheveningen we wschodniej. Ta ostatnia jeszcze sto lat temu była wioską rybacką, ale szybko przekształciła się w dość ekskluzywny, a z całą pewnością modny, kurort wczasowy. Jej dwie główne osie to ciągnące się wzdłuż plaż bulwary i górujący nad nimi Kurhaus oraz wybiegające dość daleko w morze zadaszone molo z restauracją, kasynem i wieżą do skoków bungee. To taki odpowiednik naszego Sopotu, choć podejrzewam, że dzieje się tu znacznie więcej. Mnóstwo całorocznych knajp i klubów (co bym dała by pobawić się znowu w Crazy Pianos..), a w sezonie drugie tyle (tzw. beachpavillons) rozsiada się na plaży, wzdłuż bulwaru. Ileż pieniędzy ja tam przepił.. przepuściłam :drunk_tb: . Poza tym co roku organizowane są tu m.in. Illuminada – wyjątkowy pokaz światła i dźwięku na wodzie, Vlaggetjesdag – festiwal w stylu ‘staro- holenderskim’ organizowany w dniu, w którym po raz pierwszy w roku kutry wracają z połowów śledzi, Sand Sculptures Festival – niesamowite zawody rzeźb z piasku; co roku zmienia się motyw przewodni, np. 2006 był to Mozart, Internationaal Vuurwerkfestival – czyli festiwal sztucznych ogni: trzy dni (a właściwie wieczory) wypełnione niesamowitymi spektaklami czy Vliegerfeest – pokaz latawców; ale jakich latawców! Nie ma szans na nudę. A jeśli ktoś ma ochotę na ciszę – również znajdzie swój kawałek piasku ;). Wystarczy przejechać rowerem niecałe 10 minut na wschód od Scheveningen, by znaleźć się na plaży, gdzie jedynym hałasem będą okrzyki zagrzewających się nawzajem do gry siatkarzy (średnia wieku 50-55 lat, w 9 przypadkach na 10 nudyści ;). Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Haga"

2 komentarzy

Haga

Dnia: 15. October 2007 | Tags: , ,

Dwa lata, które spędziłam w Holandii mieszkałam w Hadze lub prawie w Hadze ;). Poznałam ją więc całkiem dobrze. A moje najsilniejsze wspomnienie wiąże się z nauką poprawnej wymowy nazwy miasta w języku niderlandzkim (den Haag). W języku holenderskim ‘g’ czytane jest zasadniczo jako szorstkie, chropowate ‘ch’ (jak to dosadnie stwierdziła koleżanka „tak jakbyś chciała charknąć i splunąć” :laugh_tb: . Problem w tym, że obcokrajowcy mają tendencję do przesadnej interpretacji i to ‘ch’ wymawiają, jak by im poderżnięto gardło i ostatkiem sił próbowali wydobyć z siebie jakiś dźwięk. Prawidłowo mówi się to „den hach”, a drugie ‘ch’ powinno brzmieć jakbyśmy delikatnie chcieli powiedzieć jednocześnie ‘r’ :). [jeśli ktoś chce to usłyszeć ‘live’ odsyłam do pliku dźwiękowego w Wikipedii.
Samo miasto – hmm… właściwie w świetle prawa Haga jest nadal wioską! Była miastem za czasów Napoleońskich, ale potem straciła ten status. Nie przeszkadza to jej być administracyjną stolicą Holandii oraz siedzibą wszystkich najważniejszych instytucji i urzędów państwowych. Tu mieszka (w Paleis Huis ten Bosch) i urzęduje (w Paleis Noordeinde) królowa Beatrix.
Haga jest również siedzibą wielu organizacji, m.in. Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, Międzynarodowego Trybunału Karnego, Międzynarodowego Trybunału Karnego do spraw byłej Jugosławii, Organizacji przeciw Rozpowszechnianiu Broni Chemicznej, Stałego Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego czy Europolu. Najsłynniejsza to oczywiście ta pierwsza, zwana w skrócie Trybunałem Haskim. Jej siedzibą jest Vredespaleis (Pałac Pokoju). Na ironię zakrawa fakt, że gdy budowano ten pałac z inicjatywy cara Mikołaja II (który był również pomysłodawcą I Haskiej Konferencji Pokojowej) dowódcy wojsk europejskich szykowali się do I wojny światowej. Jako że pałac miał uzewnętrzniać najszlachetniejsze idee, nie szczędzono pieniędzy na jego budowę i wyposażenie. My (Polacy) też możemy się czymś pochwalić. Jan Zawiejski, twórca Teatru Słowackiego w Krakowie, znalazł się w ścisłym finale konkursu na projekt budowli. Jednakże zwycięzcą został Francuz Louis M. Cordonnier. Muszę przyznać, że wnętrza są imponujące. Zazwyczaj nie można ich ot tak oglądać, ale raz w roku – w weekend zabytków (Monumenten Dag) – są one otwarte dla publiczności. Nie tylko więc mogłam zobaczyć wnętrza i ogrody, ale udało mi się nawet zrobić zdjęcie na podium, z którego przemawiają obrońcy i oskarżeni biorący udział w procesach przed Trybunałem Haskim :).
Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Haga"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Edmund – najlepszy kompan w podróży

Dnia: 14. October 2007 | Tags: , ,

Spędziłam dobrych kilka godzin przeglądając moje zdjęcia z Holandii i wybierając te, które wykorzystam później jako ilustrację do serii postów, o której wspomniałam ostatnim razem. Nie było to łatwe, bo po pierwsze samych zdjęć jest baaardzo dużo ;), a po drugie zależało mi, by najlepiej oddawały one specyfikę danego miejsca, a jednocześnie były jak najbardziej oryginalne.
Zorientowałam się, że przy okazji uzbierała mi się dosyć liczna seria fotek mojego najwierniejszego towarzysza wszystkich podróży.
kasztanowy_edmund.JPGTo najlepszy facet i przyjaciel, o jakim można marzyć :smile_tb: . Nazywa się Edmund i jesteśmy razem już 6 albo 7 lat. Nigdy nie narzeka, gdy trzeba wstać o 4.30, w sobotę (!), by zdążyć na autobus o 5.35 i pojechać w góry. Nie marudzi „Co? Znowu chcesz iść do muzeum?” albo „Ile jeszcze będziesz się przymierzać do zrobienia tego zdjęcia?”. Nie przeszkadza mu sucha bagietka z pasztetem i kubeczek kefiru na obiad. Może spać w śpiworze na podłodze (choć nie wiedzieć czemu woli w butach). Nie straszne mu słońce, wiatr (byle był mocno przywiązany) czy śnieg (ma zresztą ‘kurteczkę’). Jedynie wody nie lubi; myślę, że to uraz po tym, jak wpadł do fontanny, przy której robiłam mu zdjęcie.
Poza tym niezły z niego dowcipniś – tutaj udawał kasztanowego rycerza. Uwielbia dzieci. Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Dwa lata w Holandii

Dnia: 11. October 2007 | Tags: , ,

Mam (a właściwie to miałam) pewien dylemat. Na tej stronie piszę bowiem m.in. o moich podróżach, wycieczkach. Jak dotychczas notatki zamieszczałam na bieżąco, tzn. dzień, dwa po powrocie z wyjazdu. Ale.. dwa lata mieszkałam w Holandii, przez ostatnie pół roku mojego pobytu tamże miałam już tą stronę, a de facto nic nie pisałam o tym niskim kraju. Nie wiem, jak to się stało, ale tak po prostu wyszło.
Przez ostatnie parę dni zastanawiałam się czy opublikować tu moje wrażenia, spostrzeżenia z tych ostatnich dwóch lat zapobiegliwie i drobiazgowo spisane, choć tradycyjnie, na papierze. W końcu doszłam do wniosku, że dlaczego nie?

  1. będę miała materiał na następny rok pisania :happy_tb:
  2. będę mogła pokazać parę ciekawych zdjęć [hmm… właściwie to mam ponad 2000 zdjęć zrobionych klasyczną lustrzanką plus kilka (-naście??) tysięcy sztuk zrobionych aparatem cyfrowym]
  3. NAJWAŻNIEJSZE: będę mogła Wam pokazać co ciekawego można zobaczyć, dowiedzieć się, nauczyć się w czasie pobytu w Niderlandach; bo Holandia to nie tylko Amsterdam, wiatraki i tulipany :annoyed_tb:

Postaram się skupić na moich osobistych doświadczeniach i przemyśleniach, tak więc będzie to raczej subiektywny obraz. Nie obejdzie się jednak bez obiektywnych faktów, bo cierpię na drobną przypadłość – nie popadać w skrajności! Spróbuje zaprezentować różne (choć niekoniecznie przeciwne) punkty widzenia.
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »