Do przemyślenia ;)

Dnia: 13. czerwiec 2007 | Tags:

(…) Przed upływem tych sześciu miesięcy może się wydarzyć milion rzeczy. (…) Kwestie boskie pozostaw Bogu, karma to karma. Dziś jesteś tu i nic tego nie zmieni. (…) Popatrz na to zachodzące słońce, czyż nie jest piękne? Ono jest. A jutra nie ma. Jest tylko obecna chwila. Popatrz, proszę. Ten zachód słońca jest taki piękny i już nigdy się nie powtórzy, już nigdy w całej wieczności.

James Clavell “Shogun”

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Wołów

Dnia: 08. czerwiec 2007 | Tags: ,

Malutkie miasta potrafią zaskakiwać. I bardzo mile rozczarowywać.
W Wołowie znalazłam się przez przypadek. Moja siostra miała do załatwienia sprawy w starostwie, a ja zabrałam się z nią. Półgodzinny spacer uświadomił mi, że niespodziewanie natknęłam się na perełkę.
Przepiękny, odnowiony ratusz gotycki, wielokrotnie przebudowywany. Z naczółkami ozdobionymi olbrzymimi wolutami i niesamowitym kamiennym herbarzem na ścianie frontowej.

herb.jpg

Budynek sądu rejonowego z wiekowymi drewnianymi drzwiami o żelaznych okuciach i z kołatką!

kolatka.jpg

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Zawiść

Dnia: 07. czerwiec 2007 | Tags:

Dlaczego ludzie są zawistni? I to najczęściej w bardzo złośliwy i przykry sposób?

Rozumiem, że każdy z nas od czasu do czasu odczuwa zawiść; zawiść? A może po prostu żal, że moje marzenia nie spełniły się, że nie mogę sobie pozwolić na to , co mój sąsiad/przyjaciel. To akurat wydaje mi się całkiem „zdrowe”. Pozwala krytycznie spojrzeć na siebie, swoje osiągnięcia i możliwości. Pobudza do działania, sprawia, że człowiek z biernego staje się aktywny, bo „jeśli jemu się udało, to może i ja przy odrobinie wysiłku do czegoś dojdę”.

Ale oprócz tego istnieje też bardzo destrukcyjna zawiść. Destrukcyjna zarówno dla osoby, która ja odczuwa, jak również dla tego, przeciw komu jest skierowana.
Najgorsze w niej jest to, że opiera się ona na zasadzie „ja nie mam, to i ty nie będziesz miał”. Zastanawiam się z czego to wynika? Pewnie to jakiś zakamuflowany sposób negowania własnej słabości ;). No bo jeśli ja nie jestem na tyle mądry/sprytny/aktywny by coś osiągnąć, to dlaczego niby tobie ma się to udać? A ja na to nie pozwolę… I zaczyna się obmawianie za plecami, drobne (czasem to nawet konkretne ;) złośliwości, szkalowanie opinii.

Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Niedoinformowanie jest zagrożeniem

Dnia: 29. maj 2007 | Tags:

NIEDOINFORMOWANIE to największe zagrożenie dla ludzi. Zarówno całych grup społecznych, jak i jej poszczególnych jednostek, czyli nas - zwykłych ludzi.
Wszystkie największe pomyłki, nieszczęścia (poza tymi wywołanymi przez nieprzewidywalne siły natury) są spowodowane brakiem wiedzy. Ale nie o tym chcę pisać.
Dla mnie istotny jest bardziej osobisty wymiar tego stwierdzenia.
Ponad miesiąc temu straciłam bardzo bliską mi osobę. Przyczyną śmierci okazał się być rak. Ale ponad miesiąc trzeba było czekać na wyniki określające jaki to dokładnie typ. Przez cały ten czas po głowie krążyła jedna myśl: oby to nie miało podłoża genetycznego! Wtedy zagrożone byłyby jeszcze dwie osoby. W końcu się dowiedziałam. To Lymphoma (nie mam pojęcia jak to jest po polsku ;). Czynniki ryzyka? Cała lista, ale żaden specyficzny ponieważ jeszcze takiego nie określono! Objawy? Trochę krótsza lista, ale… są to zasadniczo typowe objawy grypy…
Niby można się „cieszyć”, że brak podłoża genetycznego nie zwiększa ryzyka zachorowania u C. i L. , ale…. u A. też takowego nie było…
I znowu trzeba czekać kilka tygodni, aż (jeśli w ogóle) zostanie określony czynnik ryzyka dla tego konkretnego przypadku.
A ja wiem, że dopóki się tego nie dowiem będę chodziła podenerwowana, będę miała problemy ze spaniem.
Niedoinformowanie stanowi zagrożenie nie tylko dla zdrowia fizycznego, ale też (a może przede wszystkim ?) dla psychiki. I niech mi żaden psycholog nie wmawia, że mając tą wiedzę – zwłaszcza jeśli okaże się ona być bardzo pesymistyczna – wcale nie poczuję się lepiej…
Najcięższa bowiem jest walka z wrogiem , którego nie znamy…

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Wielka prawda w fantasy

Dnia: 13. maj 2007 | Tags: ,

Ostatnio namiętnie czytam Pratchetta, a konkretniej jego książki z serii „Świat dysku”. Moja najnowsza lektura to „Panowie i damy” („Lord and Ladies”). Znalazłam tam bardzo ciekawą wypowiedź babci Weatherwax:

(…) Nie wolno mówić: Gdyby to się nie stało, to tamto by się spełniło, bo przecież nie wiesz wszystkiego, co mogło się stać. Może ci się wydawać, że cos było dobre, ale to dobre może się przecież obrócić na gorsze. Nie mów „Gdybym tylko…”, bo nie wiadomo, do czego by to doprowadziło. Chodzi o to, że nigdy nie wiesz na pewno. Chwila przeminęła. Nie warto już o tym myśleć. Więc nie myśl.

A wydarzenia ostatnich tygodni skłaniały mnie do właśnie takich myśli: „Co by było gdyby..?”
Zabawne, że tak zwykła (?!) książka pozwoliła mi spojrzeć na to trochę innym okiem. Dotarło do mnie, że tego co się stało nie można już odwrócić; że to co zostało powiedziane, nie może być cofnięte… Przestałam (no prawie ;) spędzać dwie godziny przed zaśnięciem na roztrząsaniu kwestii typu „a gdyby…”. Gdybanie ma sens, ale PRZED podjęciem decyzji, PRZED zrobieniem czegoś, PRZED powiedzeniem kilku słów. Nie po…

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Ciężko mi…

Dnia: 06. maj 2007 | Tags: ,

To już ponad dwa tygodnie. A wydaje się jak by wydarzyło się to wieki temu…. Albo wczoraj. Czas płata figle.

Ale boli tak samo. Myślałam, że jak wrócę do Polski będzie łatwiej/lżej. I było -> przez pierwsze dwa-trzy dni; póki naprawdę nie wróciłam do domu (po drodze „zaliczyłam” bowiem noclegi w Warszawie i Wrocławiu u przyjaciół, których sama obecność dużo dla mnie znaczy). Ale gdy opadło napięcie związane z podróżą wszystko wróciło. Jeszcze mocniej i dotkliwiej. Bo nie ma mnie tam, z nimi. Bo nie mogę im pomóc, wesprzeć. Bo już nigdy nie pojadę z Alexandrem „to the three windmills where we had picnic”. Bo już nigdy nie usłyszę o ósmej rano w sobotę „let’s make pancakes!”….

alex.jpg

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Adrspach

Dnia: 01. maj 2007 | Tags: ,

Pomysł jednodniowego wypadu do Adrspach omal nie zakończył się fiaskiem, po tym jak tuż przed wyjazdem odkryłam, że nie mam przy sobie żadnego dowodu tożsamości ;). Na szczęście mam kochana siostrę i szwagra, którzy zgodzili się nadrobić kilkadziesiąt kilometrów, bym mogła wziąć z domu paszport.
Okazało się, że nie tylko my wpadliśmy na podobny pomysł. Właściwe to mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że 80% turystów w Adrspach to byli Polacy :). Choć spotkaliśmy tez holenderską rodzinkę.
Adrspach to czeskie miasteczko położone tuż przy granicy z Polską. Od niego swą nazwę przyjęły rozciągające się na południe skały. Przez wieki służyły one jako miejsce schronienia dla okolicznej ludności. Ale już w XVIII wieku zaczęli sie tu pojawiać pierwsi turyści -> niezwykle mobilni Niemcy ze Śląska :). W 1824 trwający kilka tygodni pożar lasu zniszczył prawie wszystkie drzewa. Paradoksalnie przyczyniło się to do zwiększenia dostępności labiryntów skalnych, przedsiębiorczy właściciele ziemscy zaczęli wyznaczać pierwsze szlaki turystyczne.
My postanowiliśmy przejść się tzw. Wielka pętlą długości około 3,5 km. Podobno potrzeba na to poświęcić ok. 3 godziny… Hmm… Nie wiem jak ; ) nam się udało w tempie żółwiowym, z licznymi postojami pokonać go w AŻ 2 godziny.
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

19. kwietnia 2007

Dnia: 29. kwiecień 2007 | Tags:

Tears In Heaven
by Eric Clapton and Will Jennings

Would you know my name
If I saw you in heaven?
Would it be the same
If I saw you in heaven?
.
Time can bring you down,
Time can bend your knees.
Time can break your heart,
Have you begging please, begging please.
.
I must be strong
And carry on,
‘Cause I know I don’t belong
Here in heaven.
.
Beyond the door,
There’s peace I’m sure,
And I know there’ll be no more
Tears in heaven.
.
Would you hold my hand
If I saw you in heaven?
Would you help me stand
If I saw you in heaven?
.
Would you know my name
If I saw you in heaven?
Would it be the same
If I saw you in heaven?
.
I’ll find my way
Through night and day,
‘Cause I know I just can’t stay
Here in heaven.
I must be strong
And carry on,
‘Cause I know I don’t belong
Here in heaven.

A., dla mnie zawsze pozostaniesz ulubionym, wiecznie o wszystko pytającym,  „chef assistant” :).

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Zwierzęta i/a ludzie

Dnia: 10. kwiecień 2007 | Tags: ,

Do szału doprowadza mnie stosunek ludzi do zwierząt. Szczególnie brak jakiegokolwiek szacunku i poszanowania życia innych istot , które nie tylko żyją i czują, ale też myślą. I to czasem wydają się być inteligentniejsze od niejednego homo sapiens.
Najbardziej denerwujące jest przedmiotowe traktowanie zwierząt; jako czegoś, co ma „służyć” do zabawy, a później, gdy już się znudzi, można wyrzucić. Chodzi mi przede wszystkim o podwórkowe koty. Nie te, które żyją sobie w piwnicach ot tak i czasem się rozmnażają. Ale te, które zostały wykopane (często dosłownie) za drzwi, bo… z uroczego kociaka wyrósł duży kot; bo uroczy kociak łazi po zasłonach; bo kiciuś ostrzy pazurki na skórzanej kanapie; bo nikomu nie chce się pamiętać o karmieniu czy czyszczeniu kuwety…
U mnie w bloku też jest taki jeden… Znudził się komuś, więc fora ze dwora. Póki było zimno inni lokatorzy jeszcze się nad nim litowali i go podkarmiali. Ale wraz z wiosenna aurą kotu jest coraz ciężej. Niestety nie potrafi sam zdobywać pożywienia. A wzrost temperatury wpływa odwrotnie proporcjonalnie na ludzkie poczucie krzywdy. Czasem, aż mnie tak w środku ściska, gdy widzę jak kiciuś rzuca się na jedzenie, które mu przynoszę… Ciekawe, jaki będzie jego los…

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Wrocławskie krasnale

Dnia: 02. kwiecień 2007 | Tags: ,

Gdzie można znaleźć wrocławskie krasnale?

krasnale.jpg

Skąd się wzięły krasnale we Wrocławiu? Historia jest dłuuuga, co potwierdza choćby ulotka rorzucana w mieście przed 1 czerwca 1987 roku:
spioch.jpgKrasnoludek w historii świata odegrał dużą rolę. Jest istotą żyjącą w lasach, książkach, żywiącą się mchami, grzybkami i poziomkami, i jest nieznanym stworzeniem. Trudno obecnie definitywnie stwierdzić, czy mamy do czynienia z ssakami, czy o krasnoludkach można mówić jak o wielkich humanistach. Krasnoludki są pracowite. syzyfki.jpgWładają też wszystkimi językami świata. Ani >Encyklopedia Britannica<, ani inne wielkie pozycje światowej wiedzy nie mówią inaczej o krasnoludkach jak o skrzatach kręcących się na leśnych duktach. Z ludzi, którzy mieli kontakt z krasnoludkami, znani są bracia Grimm, Tolkien, sierotka Marysia, królewna Śnieżka. Również Polska pod względem kontaktów z krasnoludkami należy do światowej czołówki, np. Brzechwa w okresie międzywojennym spotkał krasnala Hałabałę. wiezien.JPGKrasnoludek pracujący w kopalni, przy wyrębie lasu, opiekujący się królewnami to autentyczny roboczy ludek. Krasnoludek, krasnal znaczy czerwony albo inaczej ludek chodzący w czerwonych czapkach. Socjalizm w pełni docenił ideę krasnoludków, toteż w czasie Wielkiej Rewolucji Październikowej część Armii Czerwonej, szczególnie konnica Budionnego, przebierała się w czerwone czapki. Niektórzy dzięki nowej ideologii uwierzyli, że są krasnoludkami.nurek.jpgPomyłka została należycie naprawiona w Polsce. Czapki budionnówki są krótsze i bez pomponów. W PRL krasnoludki pojawiają się coraz częściej i prawdopodobnie będą widziane na ulicy Świdnickiej około 15, pod zegarem przy przejściu podziemnym. Krasnoludek może okazać się wielkim przyjacielem II etapu reformy w PRL. Fachowcy twierdzą nawet, że krasnoludek może być efektem tej reformy. Wydatna pomoc może okazać się owocna.
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Problem z priorytetami ;)

Dnia: 22. marzec 2007 | Tags:

Nie chodzi o te najwyższe ;). Raczej takie typu: powinnam napisać coś nowego na tej stronie czy pomajstrować przy jej wyglądzie? Opisać wycieczkę do Drezna czy opracować w końcu podstrony? Wrrr…
Postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i jeśli kogoś interesuje moja wizyta w stolicy Saksonii, to wystarczy jak zerknie na… poprzedni post ;) .

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Drezno

Dnia: 16. marzec 2007 | Tags: ,

Stolica Dolnej Saksonii. Miasto, które dzięki Wettinom stało się perła baroku. A dokładniej dzięki Augustowi Mocnemu – temu samemu, który królował w Polsce od roku 1679. To na jego zlecenie powstały wspaniałe budowle, dzięki którym miasto stało się stolicą na najwyższym poziomie europejskim.
A potem (dość długo potem) była II wojna światowa, która przyniosła miastu zagładę. Zagładę bezsensowną, pozbawiona jakiegokolwiek znaczenia strategicznego. Ot… zwyczajna zemsta aliantów. Świetnie opisał to Norman Davis w swojej książce „Europa”:

(…) Altmarkt [stary rynek Drezna] wybrano jako centralny punkt terenu rażenia najbardziej niszczycielskiego nalotu bombowego w dziejach Europy. (…) Drezno zostało wybrane jako obiekt głównego zmasowanego nalotu w odpowiedzi na prośbę Sowietów o aliancką pomoc z powietrza. Miasto było ośrodkiem, w którym zbierały się setki tysięcy uchodźców, wypieranych prze posuwające się naprzód wojska sowieckie, oraz oddziały pomocnicze, złożone przede wszystkim z młodych kobiet.
Dziesięć minut po zrzuceniu potężnej flary [miało to miejsce 13 lutego 1945, o godz. 22.00] z południowego zachodu nadciągnęła pierwsza fala bombowców, złożona z 529 lancasterów (…) zrzuciły śmiercionośny koktajl potężnych bomb burzących i wiązek bomb zapalających. W ciągu 45 minut w mieście rozszalała się burza ognia. Stare serce Drezna, wraz ze wszystkimi mieszkańcami, pochłonęły płomienie. (…) Rano nadleciała druga fala złożona z 450 latających fortec (…).
W ocenach strat istnieją znaczne rozbieżności. Według raportu brytyjskiego, całkowitemu zniszczeniu uległa powierzchnia 6.8 km2. Powojenny drezdeński raport w sprawie planowana podaje liczbę 12,7 km2 zniszczonych w 75%.
(…) znaczenie strategiczne nalotu było niewielkie. Po dwóch dniach przez Drezno zaczęły przejeżdżać pociągi. Fabryki o istotnym dla działań wojennych znaczeniu – na przykład zakłady elektroniczne w Dresden-Neusiedlitz – nie zostały uszkodzone.
(…) Według doniesienia Associated Press, później odwołanego, >dowódcy lotnictwa aliantów podjęli długo wyczekiwaną decyzję o celowych bombardowaniach mających zastraszyć niemieckie skupiska ludności<.

Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Dzika satysfakcja z pracy

Dnia: 11. marzec 2007 | Tags: ,

Znowu ;) weekend we Wrocławiu. No może nie cały weekend tylko niedziela. A to przede wszystkim z powodu imienin teściowej mojej siostry. No ale wiadomo, że nie pojadę do Wrocka li tylko i wyłącznie się objadać ;). Postanowiłam zrealizować w końcu plan, na który czaiłam się od jakiegoś czasu, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Otóż wybrałam się z siostrą na cmentarz żydowski przy ul. Lotniczej, by pomóc w jego oczyszczaniu. To niesamowite miejsce, strasznie zapuszczone, które Wrocławska Gmina Żydowska (właściwie już nie istniejąca) ma w głębokiej pogardzie…
A moja siostra rozpoczęła walkę z wiatrakami o jego uratowanie. Stąd miedzy innymi idea jej cotygodniowych niedzielnych wypraw tamże, by kawałek po kawałku, wyrywać to miejsce wszechobecnej przyrodzie. A dziś i ja miałam w tym swój udział :).
To było niesamowite. Wycinanie drzewek, krzaków, bluszczu; wyrzucanie tego zielstwa. Oczyszczanie pomników, odkopywanie tablic, a nawet ustawianie ich do pionu. Kiedy widzę efekty, a w tym przypadku widać je bardzo szybko, aż chce mi się pracować więcej i dłużej. Jeszcze jedna kępa krzaków, jeszcze jedna tabliczka, a co kryje się pod tym pagórkiem bluszczu? A jeszcze większa radość sprawiał mi fakt, że robię to dla własnej satysfakcji. Nie na pokaz, nie dla pieniędzy, po prostu kierując się poczuciem - bo ja wiem - odpowiedzialności (?) za nasze wspólne dobro kulturalne, może jakiegoś poczucia winy (?), z powodu bezduszności właściwego urzędu…
W każdym bądź razie mam nadzieję, że na jednej akcji się nie skończy i będę jeszcze miałą sposobność się tam powyżywać.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Pałac w Brauchitschdorf

Dnia: 08. marzec 2007 | Tags: , ,

Piękny dzień wczoraj był. Pierwszy prawdziwie wiosenny: ze słońcem, cieplutkim wietrzykiem i niebem w tym niesamowitym kolorze, który po prostu zmusza do wyjścia na zewnątrz. Wzięłam więc rower i pojechałam na małe fotograficzne safari do Chróstnika.
Jest tam pałac, a właściwie jego ruiny, który wybudowano w latach 1723 – 1728. Nie był pewnie arcydziełem architektury, ale na pewno przyjemny dla oka i nie budzący obrzydzenia u estety. Ale czasy się zmieniły.
Po drugiej wojnie światowej tereny te przeszły z rąk niemieckich w polskie. Przesiedlono tu ludzi zza Buga. I choć jeszcze w początkach lat 70-tych był w świetnym stanie, to dziś wygląda jak obiekt przeznaczony do wyburzenia. I nie dlatego, że przyroda się upomina o swoje… Większość dewastacji wygląda na dokonane w ostatnich kilkunastu latach. Nawet w czasie mojej tam bytności pojawiła się grupka młodzieży z pobliskiego technikum, która „popisywała się”? rozbijaniem cegieł i fragmentów murów…
Strasznie mi przykro, że miejsce to praktycznie nie ma szans na ratunek. Przykro, że za taki stan odpowiadają tylko i wyłącznie ludzie pozbawieni poczucia szacunku, prymitywni…

2 komentarzy

Zezwierzęcony ;) weekend we Wrocławiu

Dnia: 04. marzec 2007 | Tags: , ,

Wrocław to miasto naj… pod wieloma względami (choć nie czas i miejsce, by o tym tu pisać). Wybrałyśmy się z siostra na małe „foto - polowanie” na detale architektoniczne okolic rynku. Ulica Rzeźnicza, jatki oraz kościół św. Elżbiety. I właśnie przy tym ostatnim spotkała nas niesamowita niespodzianka; na kamiennym obramieniu jednego z bocznych portali wejściowych do kościoła spał sobie…. nietoperz! Prawdziwy, futrzasty i tak słodziutki, ze aż chciało się go przytulić ;). Nie wiem, jak to się stało, bo choć nietoperze często mieszkają na kościelnych wieżach, to temu najwyraźniej coś się pomyliło i zasnął w miejscu nie bardzo bezpiecznym. Dlatego po dokładnym obfotografowaniu naszego odkrycia szybko się zmyłyśmy, by nie przyciągnąć doń uwagi ludzi, których stosunek do fruwających ssaków mógł być odmienny od naszego.

W niedzielę za to wybraliśmy się z siostrą i szwagrem do Wojnowic, gdzie znajduję się gotycko – renesansowy zamek na wodzie. Położony w zalesionej okolicy poprzecinanej ścieżkami spacerowymi i szlakami turystycznymi. Odnowiony po zniszczeniach dokonanych w latach powojennych mieści hotel, restaurację i dom pracy twórczej. Jednakże niepodzielnymi jego właścicielami wydaje się gromadka kotów okupujących przedzamcze…

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »