31. grudnia

Dnia: 31. December 2007 | Tags:

Ostatni dzień roku. Taka symboliczna data, pod którą powinnam zamieścić podsumowanie roku ubiegłego i plany na przyszły. Nic z tego! Podsumowanie musiałoby uwzględniać wydarzenia, o których nie mam ochoty/zamiaru pisać. A plany …? Hmm.. ostatnio nie jestem w stanie planować dalej niż 24 godziny naprzód (zbyt duża zależność między moimi planami, a planami osób ‘trzecich’), więc co do dopiero mówić o całym roku.
Lepiej być przygotowanym na różne scenariusze i elastycznie na nie reagować – dostosowując się, bądź też zmieniając je tak, by pasowały do moich potrzeb. To jest znacznie ciekawsze – wymaga mnóstwa pomysłowości, pozwala zgłębić ‘tajniki’ dyplomacji i kompromisu, fantastycznie usprawnia proces podejmowania decyzji (nie mam dwóch dni na zastanowienie się), a w efekcie daje satysfakcję jakiej nie osiągnęłabym realizując plany wytyczone kilka miesięcy wcześniej. gotta.PNGSame zalety :).
Jest jeszcze jedna sprawa – bywam zabobonna ;). Jeśli będę wszystkim opowiadała o moich planach, to je zapeszę i nic z nich nie wyjdzie. A tak.. po cichutku będę sobie kombinować i działać, a na koniec: taaadaam! Przedstawię rezultaty.
A na razie życzę bezpiecznych powrotów do domu. Z tych mniej i więcej zakrapianych imprezek sylwestrowych.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Cejlońskie curry z wołowiną

Dnia: 26. December 2007 | Tags: ,

Jak szaleć to szaleć :happy_tb: .
Nie tylko warzywa smażone metodą stir-fry są typowe dla południowo- wschodniej Azji, ale również curry na bazie mleka kokosowego z mięsem. Próbowałam już kilku różnych z kuchni indonezyjskiej, ale tym razem postanowiłam przyrządzić curry wg przepisu (znowu dylemat; państwo nazywa się Sri Lanka i jest położone na wyspie Cejlon; jaki będzie wyglądał przymiotnik? srilankański??? yyy.. może jednak cejloński? brzmi jakoś tak przystępniej ;) cejlońskiego.
Sposób przyrządzania różni się jednak nieco od indonezyjskiego – podobnie jak w kuchni europejskiej mięso jest najpierw podsmażane, a dopiero potem duszone (choć bez przykrycia). I używa się zwyklej cebuli a nie szalotki. Ale efekt jest ‘ten sam’ – fantastyczna wołowinka o niesamowitym smaku :).

Curry z wołowiną po cejlońsku

  • ok. ½ kg ładnej wołowiny
  • 1 łyżka oleju roślinnego
  • 10 świeżych lub rozmrożonych liści curry
  • 1 zielona papryczka chilli, drobno pokrojona
  • 1 duża cebula drobno pokrojona
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 łyżeczka soli koszernej (ewent. morskiej)
  • ok. 150 ml mleka kokosowego
  • 1 łyżka pulpy tamaryndowca
  • 75 ml gorącej wody
  • 750 ml wody

Czytaj dalej »

1 komentarz

Oszronione święta

Dnia: 23. December 2007 | Tags:

szron.JPGNo i mamy przynajmniej namiastkę świątecznej aury ;). Przykra sprawa, ale w moim mieście śniegu nie ma. Mimo, że jest położone niecałe 120 km od Śnieżki, gdzie jest jego półtora metra.
Ale.. temperatura spadła poniżej zera, przez dwa dni utrzymywały się mgły, które nasyciły powietrze wilgocią i w efekcie wszystkie roślinki pokryły się bajecznymi igiełkami szronu. Niektóre miały długość nawet to 4 cm!
Wyposażona w dwie pary rękawiczek (moje palce zamarzają w tempie ekspresowym), dwa komplety akumulatorków (przy takiej temperaturze wyczerpują się stanowczo zbyt szybko) pojeździłam sobie (rowerem; a co ;) po okolicy w poszukiwaniu celów dla obiektywu mojego aparatu.
Po godzinie miałam kilkadziesiąt zdjęć na liczniku, drugi zestaw akumulatorków na granicy rozładownia i palce pozbawione czucia :). Ale warto było. Co prawda wybór kilku zaledwie zdjęć do publikacji był trudny, ale mam nadzieję, że będą Wam się podobać.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Smażona bok choy po bengalsku

Dnia: 22. December 2007 | Tags: ,

Tak więc mając do dyspozycji typową azjatycką zieleninę postanowiłam przyrządzić z niej coś pysznego. ‘Problem’ polega na tym, że akurat bok choy używa się zasadniczo jako dodatek (lub główny składnik) potraw przygotowywanych w technice stir-fry, a różnice pomiędzy jej poszczególnymi wersjami sprowadzają się właściwie do rodzaju użytych przypraw (tja.. uwierzcie mi, że nigdy nie smakuje to tak samo).
Doszłam więc do wniosku, że tym razem odejdę od kuchni indonezyjskiej i spróbuję czegoś z kuchni bengalskiej (niegdyś niezależne królestwo Bengalu, obecnie podzielone pomiędzy dwa państwa: Bangladesz i Indie). Użyta tu mieszanka przypraw zwie się „panch phoron” czyli „pięć przypraw” :). Pyszności…

Zielenina smażona po bengalsku

  • ok. ½ kg liściastych warzyw (bok choy, baby bok choy; można też użyć ładnej kapusty pekińskiej)
  • 3 łyżki oleju roślinnegopanch_phoron
  • 1 łyżeczka bengalskiej mieszanki pięciu przypraw [przepis poniżej]
  • ½ łyżeczki drobno pokrojonej czerwonej papryki lub papryki Cayenne
  • 2 łyżeczki zmiażdżonego czosnku
  • 2 średnie cebule drobno pokrojone
  • ½ łyżeczki cukru
  • 1 łyżeczka soli koszernej (ewent. morskiej)

Zieleninę dokładnie umyć, osuszyć, pokroić na paski szerokości ok. 2 cm i odłożyć.
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Bok choy i kiełki fasolki mung

Dnia: 21. December 2007 | Tags:

Hurra! Udało mi sie nabyć piękną azjatycką zieleninkę :). Oczywiście nie w Polsce.. Tak więc kilka słów o bok choy i kiełkach fasolki mung.

Bok Choy (Brassica rapa)

bok_choy_1.JPGBok choy (z tego co mi wiadomo to warzywko nie doczekało się jeszcze polskiej nazwy i pewnie szybko jej nie uzyska ;) jest jednym z podstawowych warzyw w kuchni indonezyjskiej, ale również chińskiej i innych krajów tego regionu. Należy do rodziny kapustnych. Ma jasnokremowe, długie i wąskie chrupiące łodygi zakończone wielkimi żywo-zielonymi liśćmi. W odróżnieniu od kapust znanych w kuchni europejskiej jej głowa jest mniej zwarta i właściwie ‘pusta’ w środku. Widoczne na zdjęciu liście to wszystko – wewnątrz nie ukrywają się żadne małe łodyżki ;).
Świeża jest bardzo podobna w smaku do kapusty pekińskiej (takiej o zielonych, ani już pożółkłych liściach), ale znacznie ostrzejsza. Po podsmażeniu robi się lekko słodkawa.

Dutch – paksoi
English – bok choy, Chinese white cabbage, Chinese mustard cabbage ( i jeszcze kilka innych nazw)
Indonesian – pak choy, baak choi

Kiełki fasolki mung (Vigna radiata)

Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Przedświątecznie ;)

Dnia: 19. December 2007 | Tags: , ,

Święta to ZAWSZE dodatkowa robota: gruntowne porządki [w moim przypadku oznacza to m.in. dokładne odkurzenie około 1,5 tysiąca książek (!)], wykonanie drobnych zadań odkładanych od ‘wieków’ na później, co by z czystym sumieniem zakończyć rok. Zresztą takie wielkie porządki bardzo temu sprzyjają; w lśniącym czystością pokoju wysuszone przyprawy i zioła powinny powędrować do pudełek i słoiczków, stos przepisów powinien zostać posegregowany i powkładany do odpowiednich segregatorów, zdjęcia w albumach powinny dostać podpisy, a storczyk w końcu powinien dostać większą doniczkę ;).
kartkaOczywiście świąteczne przygotowania obejmują również ‘zajęcia’ w kuchni. Interesujące.. ja naprawdę uwielbiam gotować i przyrządzać nowe potrawy. Właśnie – NOWE! A to oznacza, że nie pałam nadmiernym entuzjazmem do przygotowywania tradycyjnych bożonarodzeniowych specjałów. Zostawiam to mojej mamie ;). Ja w zamian przejmuję pałeczkę w kwestii codziennych posiłków. Biedacy.. za tydzień będą mieli po dziurki w nosie kuchni indonezyjskiej ;) (zdobyłam kilka ciekawych składników i mam zamiar poeksperymentować).
Jest też ‘dziedzina’ świątecznych przygotowań, która sprawia mi ogromną radość i satysfakcję – świąteczne dekoracje oraz ręcznie wykonane kartki z życzeniami. Uhaa.. tu dopiero mogę poszaleć i popuścić wodze wyobraźni. Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Holenderskie muzea

Dnia: 16. December 2007 | Tags: , ,

Pisząc o muzeach wartych odwiedzenia w czasie pobytu w Hadze wspomniałam, że tego typu holenderskie obiekty to kompletnie inny świat w porównaniu z tym, co możemy zobaczyć w Polsce. Tym razem mam zamiar ‘rozjaśnić’ nieco tą kwestię.
Większość muzeów jest subsydiowana przez państwo, ale każde z nich ma zazwyczaj kilku bardzo prężnych sponsorów (głównie duże firmy i koncerny międzynarodowe, ale również prywatne osoby i instytucje). To sprawia, że te placówki nie muszą się borykać z brakiem pieniędzy na utrzymanie, inwestycje i organizowanie nowych wystaw (zazwyczaj przy okazji specjalnych wystaw czasowych ‘pojawiają’ się dodatkowi sponsorzy, którzy chcą by ich nazwę/markę kojarzono również ze światem sztuki przez duże ‘S’ ). Poza tym istnieją też całkowicie prywatne muzea z dziełami sztuki powalającymi na kolana (jak np. Kroller-Muller Museum z drugą największą na świecie – po amsterdamskim Van Gogh Museum – kolekcją dzieł tego artysty).
Jeśli chodzi o rodzaje tych obiektów, to jest w czy wybierać. Lista holenderskich muzeów jest dostępna na stronie ich stowarzyszenia oraz na oficjalnej stronie dla turystów odwiedzających ten kraj. Mówi się, że Amsterdam ma największą na świecie liczbę muzeów na metr kwadratowy powierzchni :happy_tb: .
Oczywiście króluje malarstwo choćby z tego powodu, że Niderlandy ‘spłodziły’ kilku wielkich mistrzów (Bosch, Breugel, van Dyck, Escher, van Eyck, van Gogh, Hals, Rembrandt, Rubens, Vermeer). Poza tym na uwagę zasługują wszelakie muzea historyczne, ponieważ ten niewielki powierzchniowo kraik nie ustępuje bogactwem swej przeszłości np. Polsce. Dalej są muzea techniczne i etnograficzne; te ostatnie z całą pewnością będę ciekawe, jako że prezentują jakże inną od naszej kulturę. Ponad to zazwyczaj mieszczą się w bardzo zabytkowych obiektach – kamienicach sprzed kilkuset lat, młynach i wiatrakach, wioskach rybackich sprzed wieków, czy pierwotnych siedzibach wielkich i powszechnie znanych obecnie firm.
m_dla-dzieci.JPGAle co mnie najbardziej zafascynowało, to cechy bardziej ‘praktyczne’ rzekłabym. Nawet największe i najbogatsze kolekcje są zaaranżowane i udostępnione publiczności w taki sposób, że człowiek może spędzić w muzeum kilka godzin i nie nudzić się, nie narzekać (hmm.. kolejna sala z porcelaną z któregoś tam wieku..). O atrakcjach dla dzieci mogłabym napisać chyba rozprawę doktorską. Właściwie każdy obiekt oferuje specjalną trasę i przewodnik dla najmłodszych, tak że wyprawa do muzeum staje się dla nich wielką przygodą, ‘gonitwą’ od jednej do drugiej sali w poszukiwaniu konkretnego obrazu (np. z widokiem stołu zastawionego do śniadania), liczeniu ile jest obrazów z ptactwem domowym, odnajdywaniu obrazu z największą liczbą różnorodnych insektów, szukaniem portretu rodziców z synem i psem. Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Wir pracy

Dnia: 12. December 2007 | Tags: ,

Znowu wpadłam w wir rozmaitych obowiązków, zobowiązań i projektów do wykonania. Przyznam szczerzę, że uwielbiam takie okresy, choć zazwyczaj potrzebuje 2-3 tygodni by dopasować się do tego szaleńczego rytmu.
dz_tulipcie.JPGUstawić rozkład dnia i tygodnia tak, by znaleźć czas nie tylko na obowiązki, ale też przyjemności i odpoczynek. By mimo napiętego planu wygospodarować odrobinę wolnego czasu na „wszelki wypadek”, gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego. By nie tylko wypełniać zobowiązania, ale również mieć chwilkę na czerpanie satysfakcji z osiągniętych wyników/efektów. By znaleźć czas dla przyjaciół i najbliższych. By móc pójść na targ i kupić takie piękne tulipany ;) .
A to wszystko wrzucić pomiędzy: poszukiwania nowej pracy dla istoty anglojęzycznej w środowisku niderlandzkojęzycznym, opiekę nad dwójką małych dzieci, przeprowadzkę, gotowanie, opracowywanie projektów stron www i instalowanie WP, tłumaczenie polskich tekstów na angielski i angielskich na polski, moderowanie forów i.. poranne bieganie. Uff.. grunt do dobra (hmm.. perfekcyjna?) organizacja i świetna podzielność uwagi.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Peryferia Hagi

Dnia: 30. November 2007 | Tags: ,

Miałam mały orzech do zgryzienia przymierzając się do napisania tego posta. Jest to bowiem setny wpis, czyli taki mały jubileusz ;). Po namyśle doszłam jednak do wniosku, że nie bardzo widzę sens w tworzeniu jakiegoś podsumowania, wysuwaniu wniosków z przeszłości odnośnie przyszłości. W końcu cała ta strona ma po prostu (?) prezentować moje zainteresowania, pasje, to co mnie ‘kręci’ i rusza. Tak więc ten wpis będzie li tylko i wyłącznie kolejną odsłoną ;). A jednocześnie ostatnim z cyklu ‘Haga’.
Właściwie to nie Haga dokładnie, ale jej najbliższe okolice: Voorburg, Leidschendam, wydmy. Pierwsze dwa graniczą z Hagą od południa i wspólnie tworzą gminę, natomiast wydmy rozciągają się na południowym-zachodzie i północnym-wschodzie, przy czym ten drugi obszar jest znacznie rozleglejszy.
ph_wiatraki.JPGO Voorburgu można powiedzieć, że jest bardzo starożytny, jako że już w II w. n.e. istniała na tym terenie rzymska osada. W XVII w. mieszkał tu w posiadłości Hofwijck pisarz i poeta Constantijn Huygens oraz jego syn Christiaan Huygens – znany astronom i matematyk. Sam dom zachował się po dziś dzień, choć większość posiadłości została zajęta przez… holenderskie koleje :). A szkoda bo cały ten teren został bardzo szczegółowo i przemyślnie zaprojektowany, by odzwierciedlać idee humanizmu, czyli wyższości ludzkiego rozumu. Przez jakiś czas mieszkał tu również Spinoza (tak, TEN Spinoza). Cała zabudowa Voorburga to zazwyczaj dwupiętrowe domki, w centralnej części dosyć stare (około 100-letnie), raczej niewielkie i przeurocze :).
Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Haga"

1 komentarz

Ludzie są sympatyczni :)

Dnia: 28. November 2007 | Tags:

Są takie drobne wydarzenia dnia codziennego, które sprawiają że człowiek sam się do siebie uśmiecha i stwierdza, że ludzie wokół niego są jednak mili i życzliwi ;).
Mam drobną słabość do malutkich pluszowych zwierzaczków, które można przywiesić do plecaka, torebki czy klucza. O Edmundzie już kiedyś pisałam. W mojej ‘kolekcji’ jest jednak również kucyk strzegący kluczy i łoś przy ulubionej brązowej torebce.
los_z_jedna_lapka.JPGPędziłam sobie dziś rowerem, z torbą i dyndającym łosiem na przednim siedzeniu, gdy w pewnym momencie jakiś facet na rowerze za mną krzyczy: „ Jij hebt een pootje van je dingetje verloren!” (co znaczy mniej więcej: Zgubiłaś łapkę od zwierzaczka!) Moja reakcja była natychmiastowa: stop i o jej! Łoś nie ma jednej łapki! :(. Ale facet mówi, żebym się wróciła, bo powinna leżeć na ścieżce. Podziękowałam mu za zwrócenie uwagi i podreptałam z powrotem wypatrując pośród pożółkłych liści maleńkiej łosiowej łapki. Znalazłam ją po kilkudziesięciu metrach. Co za ulga! :) Będę musiała ją przyszyć, bo w tej chwili zwierzak wygląda odrobinę nieszczęśliwie.
Zabawne, ale spędziłam kolejnych kilkadziesiąt minut jazdy rowerem na roztrząsaniu tego wydarzenia. Facet przecież mógł sobie to odpuścić. Stwierdzić, że to nie jego sprawa, więc po co zwracać mi na to uwagę. Albo pomyśleć, że to przecież tak mało istotna rzecz, iż nie ma po co zawracać sobie tym głowy. A jednak zrobił inaczej. Nie tylko zwrócił mi uwagę na sam fakt, ale też podpowiedział by poszukać zagubionej części ‘ciała’. Założę się, że po prostu stwierdził iż mój łoś jest tak sympatyczny, że należą mu się dwie łapki :).

1 komentarz