Smażona ‘azjatycka zielenina’ z czosnkiem i chili
Można śmiało powiedzieć, że zielone warzywa są tak samo podstawą indonezyjskiej kuchni, jak ryż. Żaden posiłek nie może się bez nich obyć. Niestety próba zakupienia w Polsce bok choy, baby bok choy, water spinach (szpinak wodny) czy choy sum graniczy z cudem; chociaż doszły mnie plotki, że pod stadionem 10-lecia są stoiska z azjatyckimi warzywami.. szkoda tylko, że do Warszawy mam trochę daleko
.
Ale od czego kreatywność. Zwłaszcza w kuchni :). W końcu kapusta pekińska nie ma takiej nazwy tylko dlatego, że brzmi egzotycznie. Jedynym problemem może być znalezienie odpowiedniej kapusty pekińskiej; odpowiedniej znaczy dużej, z niepołamanymi liśćmi i przede wszystkim o liściach zielonych, a nie pożółkłych. Jak np. ta na zdjęciu obok.
A oto przepis na Tumis Sayur (bo tak się to danie zwie w Indonezji ).
Składniki na 4 osoby:
- duża główka kapusty pekińskiej
- 3 łyżki oleju z orzechów arachidowych
- 4 ząbki czosnku zgniecione płaską stroną noża, a następnie pokrojone na 4 kawałeczki (każdy ząbek)
- ¼ łyżeczki soli koszernej (ewent. morskiej)
- 1 lub 2 czerwone papryczki chilli, wypestkowane i pokrojone w bardzo cieniutkie skośne paseczki
).
.
. Poza tym co roku organizowane są tu m.in. Illuminada – wyjątkowy pokaz światła i dźwięku na wodzie, Vlaggetjesdag – festiwal w stylu ‘staro- holenderskim’ organizowany w dniu, w którym po raz pierwszy w roku kutry wracają z połowów śledzi, Sand Sculptures Festival – niesamowite zawody rzeźb z piasku; co roku zmienia się motyw przewodni, np. 2006 był to Mozart, Internationaal Vuurwerkfestival – czyli festiwal sztucznych ogni: trzy dni (a właściwie wieczory) wypełnione niesamowitymi spektaklami czy Vliegerfeest – pokaz latawców; ale jakich latawców! Nie ma szans na nudę. A jeśli ktoś ma ochotę na ciszę – również znajdzie swój kawałek piasku ;). Wystarczy przejechać rowerem niecałe 10 minut na wschód od Scheveningen, by znaleźć się na plaży, gdzie jedynym hałasem będą okrzyki zagrzewających się nawzajem do gry siatkarzy (średnia wieku 50-55 lat, w 9 przypadkach na 10 nudyści ;).
. Problem w tym, że obcokrajowcy mają tendencję do przesadnej interpretacji i to ‘ch’ wymawiają, jak by im poderżnięto gardło i ostatkiem sił próbowali wydobyć z siebie jakiś dźwięk. Prawidłowo mówi się to „den hach”, a drugie ‘ch’ powinno brzmieć jakbyśmy delikatnie chcieli powiedzieć jednocześnie ‘r’ :). [jeśli ktoś chce to usłyszeć ‘live’ odsyłam do
. Nazywa się Edmund i jesteśmy razem już 6 albo 7 lat. Nigdy nie narzeka, gdy trzeba wstać o 4.30, w sobotę (!), by zdążyć na autobus o 5.35 i pojechać w góry. Nie marudzi „Co? Znowu chcesz iść do muzeum?” albo „Ile jeszcze będziesz się przymierzać do zrobienia tego zdjęcia?”. Nie przeszkadza mu sucha bagietka z pasztetem i kubeczek kefiru na obiad. Może spać w śpiworze na podłodze (choć nie wiedzieć czemu woli w butach). Nie straszne mu słońce, wiatr (byle był mocno przywiązany) czy śnieg (ma zresztą ‘kurteczkę’). Jedynie wody nie lubi; myślę, że to uraz po tym, jak wpadł do fontanny, przy której robiłam mu zdjęcie.
.