Górniczy (?) Wałbrzych

Dnia: 20. październik 2007 | Tags: , , ,

Z pewnością takie skojarzenie przychodzi na myśl większości ludzi, gdy usłyszą nazwę Wałbrzych. Ale miasto nie jest już związane z górnictwem, a przynajmniej nie w sposób czynny. Nadal bowiem w krajobrazie widoczne są szyby i hałdy kopalniane, kominy fabryczne. Nie ma już jednak wszechobecnego pyłu unoszącego się w powietrzu ani ‘zapachów’ z pracujących non-stop koksowni. Powolutku miasto wychodzi z kryzysu ekonomicznego, jaki nastąpił po zamknięciu kopalni, rozwijając między innymi branżę ceramiczną, której początki sięgają lat dwudziestych XIX wieku.
Ale mnie osobiście najbardziej zaskoczyła architektura Wałbrzycha. Przyznam, że miałam wizję miasta o brudnych, odrapanych budynkach, kamienicach ledwo stojących w pionie, a wszystko pokryte pyłem i sadzą.. (co za ‘czarna wizja ;). Szczęśliwie w znacznym stopniu się myliłam. Również w tej kwestii oblicze miasta ulega sukcesywnej zmianie. Na pewno jeszcze wiele wody upłynie zanim wszystko będzie eleganckie i odnowione, a przynajmniej porządnie oczyszczone, ale.. potencjał jest niesamowity. Może nawet dobrze, że dotychczas nie było finansowych możliwości, bo proces ‘restauracji’ polegałby pewnie na wyburzeniu wszystkiego co brzydkie i/lub w fatalnym stanie technicznym. A tak powoli będzie to po prostu doprowadzane do pierwotnego stanu.
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Góry Wałbrzyskie

Dnia: 19. październik 2007 | Tags: , ,

Miałam szczęście ;). Udało mi się skorzystać z ostatniego (chociaż mam nadzieję, że jednak to nie był ostatni) dnia złotej jesieni. Fantastyczna pogoda – słońce, czyste niebo, lekki wiaterek, dosyć ciepło. Wskoczyłam więc w autobus i o 10.00 byłam w Wałbrzychu (wiem, wiem, że późno, ale nie ma fizycznej możliwości by być tam wcześniej, jeśli jest się skazanym na transport publiczny). Cel – Chełmiec (851 m n.p.m.), do niedawno uważany za najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich, ale stracił ten status na rzecz Borowej (853 m n.p.m.) położonej po przeciwnej stronie kotliny wałbrzyskiej.
A oto mapka sytuacyjna (czerwonymi kropkami zaznaczyłam trasę mojej wycieczki).

gw_mapa.JPG

Tak więc najpierw przez stary Wałbrzych i złocisto-pomarańczową aleją na zboczu Wzgórza Giedymina do Szczawna Zdroju. Potem przez osiedle Konradów w kierunku Chełmca. Po drodze minęłam przepięknie usytuowany cmentarz – na skraju osiedla, na wzniesieniu, otoczony pierścieniem topoli. A na samym ‘cypelku’ lekko wybijającym się ponad zboczem – kaplica cmentarna. Nie lubię rozmyślać o takich rzeczach, ale stwierdziłam, że to jedno z najpiękniej zlokalizowanych miejsc ostatniego spoczynku, jakie widziałam. Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Atrakcje Hagi

Dnia: 17. październik 2007 | Tags: ,

Mam nadzieję, że czujecie już odrobinę klimat Hagi. Ale to, o czym pisałam poprzednio to nie wszystko. Ponieważ Haga leży nad Morzem Północnym posiada oczywiście plaże. I to jakie!
h2_plaza.JPGDwie najważniejsze to Kijkduin w zachodniej części miasta i Scheveningen we wschodniej. Ta ostatnia jeszcze sto lat temu była wioską rybacką, ale szybko przekształciła się w dość ekskluzywny, a z całą pewnością modny, kurort wczasowy. Jej dwie główne osie to ciągnące się wzdłuż plaż bulwary i górujący nad nimi Kurhaus oraz wybiegające dość daleko w morze zadaszone molo z restauracją, kasynem i wieżą do skoków bungee. To taki odpowiednik naszego Sopotu, choć podejrzewam, że dzieje się tu znacznie więcej. Mnóstwo całorocznych knajp i klubów (co bym dała by pobawić się znowu w Crazy Pianos..), a w sezonie drugie tyle (tzw. beachpavillons) rozsiada się na plaży, wzdłuż bulwaru. Ileż pieniędzy ja tam przepił.. przepuściłam :drunk_tb: . Poza tym co roku organizowane są tu m.in. Illuminada – wyjątkowy pokaz światła i dźwięku na wodzie, Vlaggetjesdag – festiwal w stylu ‘staro- holenderskim’ organizowany w dniu, w którym po raz pierwszy w roku kutry wracają z połowów śledzi, Sand Sculptures Festival – niesamowite zawody rzeźb z piasku; co roku zmienia się motyw przewodni, np. 2006 był to Mozart, Internationaal Vuurwerkfestival – czyli festiwal sztucznych ogni: trzy dni (a właściwie wieczory) wypełnione niesamowitymi spektaklami czy Vliegerfeest – pokaz latawców; ale jakich latawców! Nie ma szans na nudę. A jeśli ktoś ma ochotę na ciszę – również znajdzie swój kawałek piasku ;). Wystarczy przejechać rowerem niecałe 10 minut na wschód od Scheveningen, by znaleźć się na plaży, gdzie jedynym hałasem będą okrzyki zagrzewających się nawzajem do gry siatkarzy (średnia wieku 50-55 lat, w 9 przypadkach na 10 nudyści ;). Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Haga"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Haga

Dnia: 15. październik 2007 | Tags: , ,

Dwa lata, które spędziłam w Holandii mieszkałam w Hadze lub prawie w Hadze ;). Poznałam ją więc całkiem dobrze. A moje najsilniejsze wspomnienie wiąże się z nauką poprawnej wymowy nazwy miasta w języku niderlandzkim (den Haag). W języku holenderskim ‘g’ czytane jest zasadniczo jako szorstkie, chropowate ‘ch’ (jak to dosadnie stwierdziła koleżanka „tak jakbyś chciała charknąć i splunąć” :laugh_tb: . Problem w tym, że obcokrajowcy mają tendencję do przesadnej interpretacji i to ‘ch’ wymawiają, jak by im poderżnięto gardło i ostatkiem sił próbowali wydobyć z siebie jakiś dźwięk. Prawidłowo mówi się to „den hach”, a drugie ‘ch’ powinno brzmieć jakbyśmy delikatnie chcieli powiedzieć jednocześnie ‘r’ :). [jeśli ktoś chce to usłyszeć ‘live’ odsyłam do pliku dźwiękowego w Wikipedii.
Samo miasto – hmm… właściwie w świetle prawa Haga jest nadal wioską! Była miastem za czasów Napoleońskich, ale potem straciła ten status. Nie przeszkadza to jej być administracyjną stolicą Holandii oraz siedzibą wszystkich najważniejszych instytucji i urzędów państwowych. Tu mieszka (w Paleis Huis ten Bosch) i urzęduje (w Paleis Noordeinde) królowa Beatrix.
Haga jest również siedzibą wielu organizacji, m.in. Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, Międzynarodowego Trybunału Karnego, Międzynarodowego Trybunału Karnego do spraw byłej Jugosławii, Organizacji przeciw Rozpowszechnianiu Broni Chemicznej, Stałego Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego czy Europolu. Najsłynniejsza to oczywiście ta pierwsza, zwana w skrócie Trybunałem Haskim. Jej siedzibą jest Vredespaleis (Pałac Pokoju). Na ironię zakrawa fakt, że gdy budowano ten pałac z inicjatywy cara Mikołaja II (który był również pomysłodawcą I Haskiej Konferencji Pokojowej) dowódcy wojsk europejskich szykowali się do I wojny światowej. Jako że pałac miał uzewnętrzniać najszlachetniejsze idee, nie szczędzono pieniędzy na jego budowę i wyposażenie. My (Polacy) też możemy się czymś pochwalić. Jan Zawiejski, twórca Teatru Słowackiego w Krakowie, znalazł się w ścisłym finale konkursu na projekt budowli. Jednakże zwycięzcą został Francuz Louis M. Cordonnier. Muszę przyznać, że wnętrza są imponujące. Zazwyczaj nie można ich ot tak oglądać, ale raz w roku – w weekend zabytków (Monumenten Dag) – są one otwarte dla publiczności. Nie tylko więc mogłam zobaczyć wnętrza i ogrody, ale udało mi się nawet zrobić zdjęcie na podium, z którego przemawiają obrońcy i oskarżeni biorący udział w procesach przed Trybunałem Haskim :).
Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Haga"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Edmund – najlepszy kompan w podróży

Dnia: 14. październik 2007 | Tags: , ,

Spędziłam dobrych kilka godzin przeglądając moje zdjęcia z Holandii i wybierając te, które wykorzystam później jako ilustrację do serii postów, o której wspomniałam ostatnim razem. Nie było to łatwe, bo po pierwsze samych zdjęć jest baaardzo dużo ;), a po drugie zależało mi, by najlepiej oddawały one specyfikę danego miejsca, a jednocześnie były jak najbardziej oryginalne.
Zorientowałam się, że przy okazji uzbierała mi się dosyć liczna seria fotek mojego najwierniejszego towarzysza wszystkich podróży.
kasztanowy_edmund.JPGTo najlepszy facet i przyjaciel, o jakim można marzyć :smile_tb: . Nazywa się Edmund i jesteśmy razem już 6 albo 7 lat. Nigdy nie narzeka, gdy trzeba wstać o 4.30, w sobotę (!), by zdążyć na autobus o 5.35 i pojechać w góry. Nie marudzi „Co? Znowu chcesz iść do muzeum?” albo „Ile jeszcze będziesz się przymierzać do zrobienia tego zdjęcia?”. Nie przeszkadza mu sucha bagietka z pasztetem i kubeczek kefiru na obiad. Może spać w śpiworze na podłodze (choć nie wiedzieć czemu woli w butach). Nie straszne mu słońce, wiatr (byle był mocno przywiązany) czy śnieg (ma zresztą ‘kurteczkę’). Jedynie wody nie lubi; myślę, że to uraz po tym, jak wpadł do fontanny, przy której robiłam mu zdjęcie.
Poza tym niezły z niego dowcipniś – tutaj udawał kasztanowego rycerza. Uwielbia dzieci. Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Dwa lata w Holandii

Dnia: 11. październik 2007 | Tags: , ,

Mam (a właściwie to miałam) pewien dylemat. Na tej stronie piszę bowiem m.in. o moich podróżach, wycieczkach. Jak dotychczas notatki zamieszczałam na bieżąco, tzn. dzień, dwa po powrocie z wyjazdu. Ale.. dwa lata mieszkałam w Holandii, przez ostatnie pół roku mojego pobytu tamże miałam już tą stronę, a de facto nic nie pisałam o tym niskim kraju. Nie wiem, jak to się stało, ale tak po prostu wyszło.
Przez ostatnie parę dni zastanawiałam się czy opublikować tu moje wrażenia, spostrzeżenia z tych ostatnich dwóch lat zapobiegliwie i drobiazgowo spisane, choć tradycyjnie, na papierze. W końcu doszłam do wniosku, że dlaczego nie?

  1. będę miała materiał na następny rok pisania :happy_tb:
  2. będę mogła pokazać parę ciekawych zdjęć [hmm… właściwie to mam ponad 2000 zdjęć zrobionych klasyczną lustrzanką plus kilka (-naście??) tysięcy sztuk zrobionych aparatem cyfrowym]
  3. NAJWAŻNIEJSZE: będę mogła Wam pokazać co ciekawego można zobaczyć, dowiedzieć się, nauczyć się w czasie pobytu w Niderlandach; bo Holandia to nie tylko Amsterdam, wiatraki i tulipany :annoyed_tb:

Postaram się skupić na moich osobistych doświadczeniach i przemyśleniach, tak więc będzie to raczej subiektywny obraz. Nie obejdzie się jednak bez obiektywnych faktów, bo cierpię na drobną przypadłość – nie popadać w skrajności! Spróbuje zaprezentować różne (choć niekoniecznie przeciwne) punkty widzenia.
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Bieżące lektury ;)

Dnia: 08. październik 2007 | Tags:

Wczoraj szukałam w sieci jakiejś informacji. I jak to zwykle bywa zanim dotarłam do porządnego źródła musiałam przebić się przez kilka fałszywych tropów. Wpadł mi w oko taki wpis na czyimś blogu (nie pamiętam czyim, tym bardziej, że jest to zabawa krążąca po sieci już od jakiegoś czasu).
1. Złap najbliższą książkę.
2. Otwórz ją na 123 stronie.
3. Znajdź piąte zdanie.
4. Opublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.
5. Nie szukaj najfajniejszej książki jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.
Zazwyczaj nie biorę ‘udziału’ w tego typu grach, ani tym bardziej nie publikuję ich wyników, ale… tym razem zrobiłam wyjątek. Przede wszystkim dlatego, że zwykle mam 2-3 książki przy łóżku do czytania wieczorami plus 1-2 książki na biurku, z których korzystam w danej chwili.
A oto , co w nich znalazłam:

Zachował się gotycki, XIV-wieczny kościół św. św. Piotra i Pawła (od XVI w. ewangelicki) z wieżą, portalem i z dobudowana renesansową kaplicą.

Przewodnik. Dolny Śląsk Jan Czerwiński

Wiedział, że skoro Portugalczycy i Hiszpanie popadli w niełaskę, a personel placówki holenderskiej jest nie dość liczny, trudno o lepszy moment, aby Anglicy z Bantamu spróbowali szczęścia w Japonii.

Samuraj William Giles Milton

Dinner tonight is for an Italian coupe, their baby, and our compatriot writers.

Under the Tuscan Sun. At home in Italy Frances Mayes

Wartością atrybutu src może być ciąg testowy nazwy pliku znajdującego się na tym samym serwerze, na którym znajduje się dokument lub adres URl pliku graficznego przechowywanego na innym serwerze WWW.

HTML, XHTML i CSS. Biblia Bryan Pfaffenberger, Steve M. Schafer, Chuck White, Bill Karow
A co Ty byś znalazł w swoich ‘podręcznych’ książkach?

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Kościół Pokoju w Świdnicy

Dnia: 06. październik 2007 | Tags: , ,

dzwonnica_kp_s.JPGKościół Pokoju w Świdnicy to jeden z dwóch, obok Jaworskiego, tego typu obiektów na Dolnym Śląsku. O historii i warunkach, w jakich powstały te świątynie już pisałam, tak więc tu skupię się na cechach specyficznych dla tej konkretnej budowli.
Pierwsze nabożeństwo w świdnickiej świątyni miało miejsce w połowie 1657 r., w 10 miesięcy po rozpoczęciu budowy. Autorem projektu był Albrecht von Sabisch.
Kościół ten założono na planie zbliżonym do krzyża greckiego z trójnawowym bazylikowym korpusem i również trójnawowym bazylikowym transeptem. Świątynia ma 44 m długości i 30,5 m szerokości. Od wschodu dobudowano pięcioboczna zakrystię, przez którą obecnie wchodzi się do wnętrza. W późniejszych latach dobudowano również od zachodu Halę Zmarłych, od południa Halę Ślubów i od północy Halę Polową.
Na łącznej powierzchni 1090 m2 mogło się zmieścić 7500 osób (!) (z czego 3000 na miejscach siedzących). Było to możliwe dzięki dwóm poziomom empor, między emporom oraz lożom dla wybitnych rodów śląskich i cechów świdnickich. Najpiękniejsza loża należała do rodziny Hochbergów (hrabia Hans Heinrich I von Hochberg ofiarował ze swoich lasów 2 tysiące dębów jako materiał budulcowy dla kościoła) i znajduje się tuż nad Halą Ślubów. Jej okna są przeszklone a na balustradzie znajdują się herby Hochbergów i Reussów oraz tablica pamiątkowa.
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Świdnica

Dnia: 05. październik 2007 | Tags: , , ,

Od jakiegoś czasu ( a dokładniej od mojej ostatniej wizyty w Kościele Pokoju w Jaworze ) planowałam wyjazd do Świdnicy. Chciałam bowiem zobaczyć w jakim stanie znajduje się obecnie drugi z dwóch zachowanych kościołów Pokoju. I tak jakoś nie mogłam się wybrać (to niecałe 80 km od mojego miejsca zamieszkania).
Ale na początku tego tygodnia dostałam wiadomość od mojego kolegi ze studiów – Grześka Ziemiańskiego – w której ‘doniósł’ mi o swoim sukcesie w dwóch konkursach fotograficznych, z których jeden był organizowany przez Świdnicki Ośrodek Kultury. Postanowiłam więc upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu :happy_tb: .
I tak wskoczyłam wczoraj w autobus, potem w szynobus i pokonawszy 57 km w imponującym (jak na PKP) czasie 1 godz. 42 min. dotarłam do Świdnicy.
To niewielkie obecnie miasto było kiedyś stolicą Księstwa Świdnicko – Jaworskiego. W średniowieczu znane było nadto w CAŁEJ Europie, a to dzięki słynnemu piwu świdnickiemu. s_portal.JPG Nie tylko Środa Śląska, Wrocław, Kraków czy Toruń, ale również Praga, Buda (zanim powstał Budapeszt), Heidelberg czy Piza miały specjalne „Piwnice Świdnickie”, w których serwowano piwo importowane właśnie z tego miasta. Dzięki temu miasto mogło sobie ‘pozwolić’ na posiadanie własnej mennicy, budowę kościoła z najwyższą na Dolnym Śląsku wieża, potężne mury obronne, liczne warsztaty rzemieślnicze i piękne kamienice mieszczańskie. Niestety, jak praktycznie wszystkie miasta śląskie, podupadło w okresie wojny trzydziestoletniej. Nigdy już nie wróciło do poprzedniej chwały, ale… coś niecoś się zachowało.
Czytaj dalej »

2 komentarzy

Moja kicia - Ziutek

Dnia: 03. październik 2007 | Tags:

O tym, że mam kota na punkcie kota wiedzą wszyscy. Ale o tym, że mam kota w domu już nie… dziwne… Pewnie dlatego, iż wyciągnęłam błędny wniosek logiczny: ktoś ma bzika na punkcie kotów = ma w domu futrzaka :blush_tb: .
z_na_biurku.JPGTrzeba sprostować to nieporozumienie. Ogłaszam więc wszem i wobec, że od 16 (!) lat mieszka z nami rudy kocurek imieniem Ziutek. To nietypowe imię, a oddziedziczył je po… kotce – Ziutce, ulubienicy mojej siostry z dzieciństwa i wakacji spędzanych u ciotki na wsi.
Kotek trafił do nas przez przypadek, zgarnięty z wiejskiego podwórka, i od razu wiedział, że najbardziej musi się przymilać do największego oportunisty – mojego taty, któremu idea posiadania kota wcale się nie podobała. Ale kotek został i dziś mogę powiedzieć, że to właśnie mój tato jest jego największym wielbicielem i to on jest odpowiedzialny za jego rozpieszczanie :happy_tb: .
Czytaj dalej »

1 komentarz

Mleko kokosowe; indonezyjski sos sojowy

Dnia: 02. październik 2007 | Tags: ,

Dziś napiszę o dwóch płynnych :happy_tb: składnikach, które mają bardzo częste zastosowanie przy przyrządzaniu potraw kuchni indonezyjskiej.

Mleko kokosowe

coconut-milk.JPGNajpierw chciałabym wyjaśnić pewne istotne nieporozumienie, co do tego czym jest i jak wygląda mleko kokosowe. Płyn, który można znaleźć wewnątrz orzecha kokosowego (przeźroczysty, o intensywnym kokosowym smaku) to woda kokosowa. Natomiast mleko kokosowe powstaje po wymieszaniu bardzo drobniutko zmielonej kopry (miąższu orzecha kokosowego) z ciepłą wodą. I dlatego prawdziwe mleko kokosowe wygląda dokładnie tak, jak na zdjęciu obok :) – bielutkie, gęste, o kremowej konsystencji.
W kuchni indonezyjskiej mleko kokosowe jest podstawa dla wszelakiego rodzaju curries (mięsnych i warzywnych), dodawane jest do ryżu, sosów i deserów.
Obecnie mleko kokosowe jest powszechnie dostępne i to zazwyczaj można wybierać spośród kilku marek. Na co więc zwrócić uwagę przy zakupie?

  • jak najmniej dodatków konserwujących (co oznacza niestety droższe marki)
  • po otwarciu puszki na wierzchu powinien być gruby kremowy kożuch, a pod nim chudsze mleko

Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Tamarynd i trassi

Dnia: 01. październik 2007 | Tags: ,

Kolejne dwa ‘dodatki’ często używane w kuchni indonezyjskiej. Pierwszy z nich – tamarynd – można już dostać w Polsce. Trudno osiągalny jest natomiast drugi ze składników, a jest on niezbędny w wielu przepisach i nie ma możliwości zastąpienia go żadnym innym produktem.

Tamarynd (Tamarindus indica)

tamarind.JPGDrzewo tamaryndowca, chociaż pochodzi z Afryki Wschodniej, jest powszechnie uprawiane w Indonezji i Malezji. Jego arabska nazwa tamr hindi znaczy indyjski daktyl mimo, że rośliny te nie są ze sobą spokrewnione. Owoce tamaryndowca to szaro-brazowe długie nasiona wypełnione ciemno-brązową papką (niezbyt apetycznie wyglądającą :tongue2_tb: ). Papka ta ma słodko-kwaśny smak z nutą karmelu. Miesza się ją z bardzo gorącą wodą by otrzymać jasno-brązowy, gęsty ekstrakt, który dodaje się do curries, potrawek czy zup.

Dutch – Tamarinde
English - Tamarind
Indonesian – Asam Jawa

Trassi/Pasta z suszonych krewetek

Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Pożegnanie lata

Dnia: 29. wrzesień 2007 | Tags: ,

grill.JPGTydzień temu urządziliśmy sobie w ogrodzie pożegnanie lata. Z sukcesem :happy_tb: przetestowałam nowe przepisy na filety z kurczaka, marynowane plastry ananasa i pieczarki z serem pieczone na grillu, a zaimprowizowany sos z musztardą Dijon i ziołami prowansalskimi okazał się przebojem.
Ale najpiękniejszym akcentem był spektakularny pokaz, jaki zagwarantowały nam chmury przepływające po intensywnie błękitnym niebie. Przypomniały mi się wyuczone tyle lat temu słowa M. Kopernika:

Cóż piękniejszego nad niebo, które przecież ogarnia wszystko co piękne.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Niezwykłe spotkanie na kirkucie we Wrocławiu

Dnia: 26. wrzesień 2007 | Tags: ,

Od czego by tu zacząć? Hmm… jakiś czas temu, zainspirowana działaniami mojej siostry, czynnie zaangażowałam się w porządkowanie żydowskiego cmentarza przy ul. Lotniczej we Wrocławiu. Kiedyś już zresztą o tym wspominałam :ponder_tb: .
W maju tego roku na cmentarzu pracowała grupa nastolatków z Detroit (dziwne, że lokalna młodzież nie ma na to ochoty.. a może w ogóle o tym nie wiedzą? ); wykonali naprawdę olbrzymią robotę ‘odkopując’ m.in. pole urnowe. To miejsce unikatowe, jako że Żydzi zasadniczo nie kremują swoich zmarłych, zgodnie z zasadą o nienaruszalności ciała. Postanowiłyśmy więc z siostrą, że fotografie z tego miejsca umieścimy w mojej galerii.
W połowie sierpnia dostałam e-mail od pana Y. G. z Hajfy, który na jednym ze zdjęć rozpoznał nagrobek swojego przodka. Okazało się, że nikt z jego rodziny nie miał pojęcia iż Herbert M. został pochowany we Wrocławiu, a nie w Arozie (Szwajcaria), gdzie zmarł. I tak zaczęła się intensywna wymiana wiadomości, maili, której częstotliwość rosła w miarę przybliżania się daty przyjazdu izraelskiej grupy do Polski (na grupę tą złożyły się 24 osoby w różnym wieku, należące do potomków Marie i Ludwig M.).
Spotkaliśmy się w poniedziałek, w hotelu Sofitel i stamtąd wyruszyliśmy na cmentarz. Tuż przed opuszczeniem hotelu wielka wpadka – przedstawiciel wrocławskiej gminy żydowskiej i jednocześnie oficjalny opiekun cmentarza, spotkanie z którym zostało ustalone kilka tygodni temu, nagle odwołał swoją obecność!!! Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Sos z orzechów arachidowych/ziemnych

Dnia: 24. wrzesień 2007 | Tags: , ,

Nigdy nie przepadałam i nadal nie lubię orzechów arachidowych. Wizja kanapki z masłem orzechowym mnie przeraża. Ale sos z tychże… całkiem inna sprawa.
Jest przepyszny, z dominującym smakiem orzechów, ale wyczuwalnymi również papryczkami, a przy tym ‘gładki’ dzięki mleku kokosowemu. Nic dodać, nic ująć.
Sos z orzechów arachidowych używany jest jako swego rodzaju dressing do Gado-Gado (o którym pisałam w poprzednim poście), jak również jako dip dla szaszłyków z wołowiny czy kurczaka.
Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by resztki sosu zjeść po prostu z ryżem i fasolką szparagową.

  • 250 g niesolonych (!) orzechów arachidowych(= ziemnych) bez łupiny
  • 1 ½ łyżeczki trassi
  • 1 świeża papryczka chilli lub 2 małe suszone, poszatkowane
  • 2 ząbki czosnku, pokrojone na małe kawałki
  • 3 – 4 łyżki cukru palmowego lub ciemno-brązowego
  • 175 ml mleka kokosowego
  • 1 łyżka octu jabłkowego lub ryżowego
  • ¾ łyżeczki soli koszernej (ewentualnie morskiej)
  • 175 ml wody

Rozgrzać rondel o średnicy ok. 30 cm (najlepiej użyć teflonowego, ponieważ ten sos ma tendencje do ‘przyklejania się’ ). Gdy będzie gorący dodać orzechy i smażyć 3 do 6 minut aż pojawią się apetyczne złote plamki, cały czas mieszając. Przenieść orzechy do miski i pozwolić im ostygnąć. Następnie przełożyć do dużego (pojemnościowo) robota kuchennego i mielić, aż będą miały konsystencje piasku. Uwaga! Nie wolno ‘przedobrzyć’ bo w efekcie będziemy mieli masło orzechowe :tongue_tb: .
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »