Konkurencja na horyzoncie

Dnia: 06. May 2009 | Tags: , ,

Po cichutku, nie trąbiąc na prawo i lewo, zaczęła rosnąć konkurencja. Przez pierwsze kilka miesięcy było spokojnie. Później pojawiła się w domu ekscytacja i podniecenie, z którego Plamek i Pyszczek nic właściwie sobie nie robili. Pyszczek oburzył się tylko, gdy leżąc na jej brzuchu dostał czyjąś nogą w żebro. Najdziwniejsze było, że nogi sprawcy nie tylko nie złapał, ale nawet jej nie widział! Plamek nadal pakował się na kolana, nie zauważając (albo przynajmniej udając, że nie widzi) zmniejszającej się przestrzeni.
konkurencja rosnieTrochę zaskoczył ich fakt, że teraz nie tylko oni pojawiają się na zdjęciach. Ktoś zaczął używać samowyzwalacza, by dokumentować zmieniające się kształty.
Dopiero, gdy w domu zaczęły pojawiać się nowe meble i przedmioty coś ich ruszyło. I nie był to niepokój. To było zainteresowanie, z którego wyrosło nieograniczone uwielbienie.
Na pierwszy ogień poszło łóżeczko. Z miękkim materacem, perfekcyjnie ustawione w słonecznej plamie. Na podwyższeniu, tak że nie grozi nadepnięcie/potrącenie przez jakiegoś nieuważnego człowieka. Raj na ziemi, z którego trudno będzie im zrezygnować (właściwie, to nie wiadomo czy w ogóle z tego zrezygnują – czy ktoś ma pomysł jak w jednym łóżeczku zmieścić niemowlę i dwa koty?).


Potem pojawił się materacyk do przewijania i wózek. Materacyk trochę mniejszy od łóżeczka, ale jeden kot się zmieści ;-). Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Who is Alice?

Dnia: 28. March 2009 | Tags: ,

Michael SchumacherPraca w Shell-u ma swoje plusy. Czasami ;-).
W ubiegły poniedziałek mieliśmy w Head Quarters sesje pytań i odpowiedzi (oczywiście żadnych tam spontanicznych; wszystko zostało zawczasu przygotowane i zatwierdzone) z Michaelem Schumacherem. Ha! Na samej sesji niestety nie byłam (ktoś musi pracować ;-) ale mistrza Formuły 1 widziałam. Nie pytajcie dlaczego akurat w poniedziałek nie miałam ze sobą aparatu. Nie wiem. Ale fotki mam z Shellowskiego źródła.
aliceOprócz Michaela w budynku pojawiły się też pojazdy – dwa samochody i dwa motory. A ponieważ te zostały na cały tydzień miałam szanse je obfotografować. Oglądając Ferrari zobaczyłam napis Alice. Piękne imię. Tylko co robi na masce samochodu wyścigowego? No cóż, jestem laikiem jeśli chodzi o Formułę 1. W 2006 roku Alice – włoska firma dostarczająca Internet szerokopasmowy – podpisała trzyletni kontrakt z Ferrari (jako sponsor oczywiście). Oh! Mighty Google :-).
Poniżej Scuderia Ferrari F60, Audi R10 i motory Ducati. Obydwa autka zasilane Shell V-Power

2 komentarzy

Wiosna? Ach to Ty!

Dnia: 26. March 2009 | Tags: , ,

Wiosna pełną gębą :-). Tak wyglądała Haga jeszcze w ubiegłym tygodniu. Teraz krokusy już przekwitły, a władanie obejmują narcyzy i żonkile (chyba nigdy nie pojmę różnicy między tymi dwoma). Dużo słońca, trochę odradzającego deszczu.. Chce się żyć! (jeszcze tylko przydałoby się odrobinę mniej stresu w pracy).

Krokusy z poziomu żaby :-)

I jeszcze kilka wiosennie świeżych widoków.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Godzina dla Ziemi

Dnia: 09. March 2009 | Tags:

Godzina dla ZiemiEarth Hour to inicjatywa zapoczątkowana w 2007 roku, w Sydney, kiedy to 2,2 miliona ludzi wyłączyło światła w swoich domach na jedną godzinę. Rok później w akcji wzięło udział już 50 milionów ludzi i instytucji, a ciemności okryły nawet tak znane obiekty jak Golden Bridge w San Francisco, rzymskie Koloseum czy Operę w Sydney.
Tegorocznym celem jest zmobilizowanie 1 biliona ludzi by wzięli udział w bardzo nietypowym głosowaniu: Ziemia kontra Globalne Ocieplenie. Wynik tej akcji będzie zaprezentowany światowym przywódcom, którzy zgromadzą się na UN Climate Change Conference (Konferencja odnośnie Zmian Klimatu pod egidą ONZ), która odbędzie się pomiędzy 7 a 18 grudnia 2009 w Kopenhadze.
Udział w tym głosowaniu nie wymaga żadnych przygotowań, „wycieczek” do urn, czy logowania na stronach internetowych (chociaż, by odnotować rekordowy 1 bilion uczestników dobrze by było zostawić swój ślad na stronie Earth Hour). Wystarczy wyłączyć światło na jedną godzinę.

W sobotę 28 marca, między 20.30 a 21.30.

Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Color challenge

Dnia: 07. March 2009 | Tags: ,

Po raz pierwszy postanowiłam wziąć udział w „wyzwaniu” w robieniu kartek.
Regularnie odwiedzam kilka blogów poświęconych ręcznie robionym kartkom, scrapbooking i szeroko pojętym „paper-crafts”. Jeden z nich to kwernerdesignblog.
Co tydzień Kristina Werner publikuje zestaw kolorów, który ma służyć jako baza do projektu kartki (Color Inspiration Challenage). Poniżej zestaw z tego tygodnia.

Colours challenage #44

Największy problem miałam z dobraniem kolorów. Odcienie są dobierane na podstawie kart kolorów Stampin’ Up!. Jest to amerykańska firma i jej produkty ciężko jest nabyć w Europie, nawet w Holandii. A zamawianie w USA jest kosztowne.
Czytaj dalej »

2 komentarzy

Świąteczny żółty ryż

Dnia: 30. September 2008 | Tags: , ,

Mam powody do świętowania, ale nie mam na to czasu ;). Jakież to pokręcone. Tak więc o szczegółach będzie w weekend (wtedy powinnam też mieć fotki), natomiast teraz specjalny przepis.
Cechą charakterystyczną Nasi Kuning, czyli świątecznego żółtego ryżu jest żółty kolor, który pochodzi od kurkumy oraz cytrynowy aromat będący efektem użycia trawy cytrynowej i liści kaffir lime. Gotowany na mleku kokosowym jest daniem specjalnym, serwowanym z okazji urodzin, ślubów, rocznic i innych świąt.

  • 400 g ryżu jaśminowego
  • 375 ml wody
  • 1 ½ łyżeczki kurkumy
  • 250 ml mleka kokosowego
  • 1 łyżeczka soli koszernej (lub morskiej)
  • 2 trawy cytrynowe zawiązane w węzeł
  • 3 świeże lub rozmrożone liście kaffir lime
  • 4 świeże lub rozmrożone liście daun pandan, zawiązane w węzeł i rozdarte wzdłuż na pół (opcjonalnie)
  • 4 liście daun salam (opcjonalnie)

Ryż włożyć do 2 litrowego garnka i napełnić go do połowy zimną wodą. Delikatnie (tak, by nie połamać ziaren) przebierać ryż palcami, by go oczyścić. Odlać wodę i czynność powtórzyć dwukrotnie, aż woda będzie tylko nieznacznie zanieczyszczona. Zostawić ryż w garnku.
Czytaj dalej »

1 komentarz

Madryt

Dnia: 07. September 2008 | Tags: , ,

Madryt – stolica Hiszpanii, położna praktycznie w centrum tego kraju. Mogłabym napisać coś o jej historii, ale.. nie powaliła mnie na kolana, więc zainteresowanych odsyłam do wikipedii (na przykład). Nie będę też po kolei opisywać, co warto zobaczyć. Wymienię tylko parę miejsc, które widziałam i które mi się spodobały (kolejność jest całkowicie przypadkowa).
Przede wszystkim trzymajcie głowy zadarte do góry :). Duuużo interesujących rzeczy znajduje się powyżej linii oczu.

  • Palacio Real czyli pałac królewski; mówi się, że ma więcej pomieszczeń niż jakikolwiek inny pałac w Europie. Rodzina królewska przebywa tam tylko z okazji specjalnych wydarzeń tudzież wizyt zagranicznych głów państwa /monarchów. Ciężko mi powiedzieć, który z pokoi najbardziej mi się podobał, ponieważ urządzone są one w różnych stylach, a każdy z nich zawiera w sobie coś specjalnego. W oko na pewno wpadają główna klatka schodowa, Pokój Porcelanowy, którego ściany wyłożone są porcelanowymi płytkami i obwieszone wykonanymi z tego samego materiału dekoracjami, Pokój Chiński czy Sala Tronowa.
  • Museo del Prado; obowiązkowe miejsce, choć powinno być zastrzeżone dla ludzi, którzy są tym naprawdę zainteresowani, a masowi turyści zaliczający atrakcje nie powinni być wpuszczani. The Garden of the Earthly DelightsUtrudniają tylko życie ;).
    To jedna z najstarszych i najlepszych kolekcji sztuki na świecie. Dla mnie to przede wszystkim świetna kolekcja dzieł Hieronima Boscha m.in. „The Extraction of the Stone of Madness”, „The Tabletop of the Seven Deadly Sins and the Four Last Things” i „The Garden of the Earthly Delights”. Zwłaszcza ten ostatni – jeden z najbardziej niesamowitych i tajemniczych obrazów w historii malarstwa, pełen ukrytych i nie koniecznie zrozumiałych znaczeń. Poza tym można tu zobaczyć „Maję nagą” i „Maję ubraną” oraz „Rozstrzelanie Powstańców Madryckich” Francisco Goya, „Adama i Ewę” Albrechta Durera, „Panny dworskie” Diego Velázqueza oraz całe mnóstwo innych arcydzieł.
  • Centro de Arte Sofia mieszczące galerię współczesnego malarstwa hiszpańskiego. Wśród arcydzieł kolekcji znajduje się „Guernica” Pablo Picasso, surrealistyczne dzieła Salvadora Dalí i Joan Miró.

Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Hiszpania i Portugalia"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Hiszpania i Portugalia

Dnia: 01. September 2008 | Tags:

wakacjePierwszy raz od jakiś pięciu lat byłam na prawdziwych wakacjach. Nie długi weekend, nie wizyta w Polsce, w czasie której trzeba załatwić dwa miliony spraw, ale fantastyczne 11 dni w Hiszpanii i Portugalii.
Zwiedziłyśmy Madryt, Kordobę, Sewillę i Lizbonę. Każde z nich inne, z niepowtarzalną atmosferą, unikalnym dziedzictwem kulturowym, przynoszące inne doznania. Spróbuję Wam pokazać niezwykły urok tych miejsc..

Mapa pochodzi z serwisu Google Maps.

Pozostałe posty z serii "Hiszpania i Portugalia"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Ziutek 1991-2008

Dnia: 16. August 2008 | Tags:

Ziutek

2 komentarzy

Wiatraki Schiedam

Dnia: 29. June 2008 | Tags: ,

Długo, długo (za długo ;) nie byłam w stanie wybrać się na dłuższą wycieczkę rowerową. A to pogoda do bani, a to za dużo roboty, a to zbyt zmęczona.. W końcu jednak się przemogłam i kierowana poniekąd zazdrością (jedna koleżanka pojechała na tydzień do Hiszpanii, a inni znajomi do Austrii) wybrałam się rowerem do Schiedam, na przedmieściach Rotterdamu.
To około 20 km w jedną stronę zasadniczo przez *pola*. Oczywiście żadna tam dzika droga, tylko pięknie oznakowana ścieżka rowerowa (nawet w dwóch wariantach! – uwielbiam Holandię :). Po drodze nisko latające samoloty (lotnisko w odległości jakiś 2 km).
Kanał w centrum SchiedamSchiedam to miasteczko u progu Rotterdamu (zresztą wchodzi w skład tego zespołu miejskiego) sięgające swą przeszłością do połowy XIII w. Swą obecną popularność zawdzięcza niezwykle uroczemu centrum poprzecinanemu licznymi kanałami, produkcji narodowego trunku jenever (tradycyjny likier o dużej zawartości alkoholu; z niego wywodzi się gin) i pięciu najwyższym na świecie wiatrakom (gwoli ścisłości – między Schiedam a Rotterdam jest jeden wyższy wiatrak – De Nolet – 43 m, ale został on wybudowany dopiero w roku 2006 li tylko i wyłącznie w celach komercyjnych ;).
Wspomniane wiatraki zaczęto stawiać w XVII wieku. Służyły one przede wszystkim do mielenia ziarna, z którego później produkowano jenever. Ponieważ były usytuowane w mieście, musiały być bardzo wysokie, by móc *złapać* w skrzydła odpowiednią ilość wiatru. W okresie największej popularności było ich ponad 20. Po dziś dzień zachowało się zaledwie pięć:
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Holandia vs. Włochy

Dnia: 10. June 2008 | Tags:

CO?
Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Nie jestem fanem tego sportu (zwłaszcza w polskim wykonaniu), ale są takie specjalne okazje, kiedy pewnych meczy po prostu nie odpuszczam ;)
GDZIE?
Skoro już jestem w Holandii, to mecz holenderskiej reprezentacji najlepiej oglądać w klubie/barze. I mimo, że był to poniedziałkowy wieczór frekwencja była niesamowita.
Z KIM?
Jak to z kim? Wszystkimi pomarańczowymi fanami piłki nożnej! W całym klubie – pośród kilkuset gości pojawiło się tylko kilka niebieskich koszulek (=Włosi). Na szczęście poza wygwizdaniem ich po przegranym meczu, obyło się bez incydentów [policja była zresztą przygotowana i przy każdym większym klubie/barze w centrum, w którym oglądano mecz, czekała kilkuosobowa grupka prewencyjna. Just in case ;)]. Zabawa była fantastyczna – akcja ani na chwilę nie zwalniała tempa, woda i piwo lały się strumieniami (przede wszystkim dlatego, że temperatura osiągnęła poziom wrzenia). Jedyny minus to wszechobecny dym papierosowy, bleee.. Moje pomarańczowe ciuszki do piątku (do następnego meczu) będą wisiały na dworze, by wywietrzeć.
nlvsit_1.JPGnlvsit_2.JPGnlvsit_3.JPG
[zdjęcia nie są najlepszej jakości, ale i warunki w jakich powstały nie bardzo temu sprzyjały ;)]

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Sobotni wieczór

Dnia: 08. June 2008 | Tags: ,

Ten konkretny (7 czerwca) był specjalny. Podwójna premiera! Najpierw przedpremierowy pokaz „Sex and the City” a później mecz Portugalia – Turcja (pierwszy dzień, drugi mecz Mistrzostw Europy).
sex_and_the_city.jpgBilety na ten specjalny seans (oficjalna premiera jest bowiem dopiero w przyszły czwartek) wraz z popcornem i napojami ;) dostaliśmy od naszego pracodawcy. Chyba chciał nam zrekompensować te wszystkie niedociągnięcia, które ostatnimi czasy się zdarzyły.
Film to kontynuacja historii z serialu, a nie osobny wątek (czego się obawiałam). Nie będę opowiadać szczegółów, bo nie chcę tego zepsuć. W każdym bądź razie zachwyty nad filmem, nie są bynajmniej na wyrost. To JEST dobry film. I nie tylko dla miłośników serialu „Sex and the City”, Nowego Jorku czy mody. To po prostu niebanalne opowiadanie o prawdziwej (z naciskiem na prawdziwość) przyjaźni między czterema kobietami. [zdjęcie plakatu pochodzi z The Internet Movie Database]
Po filmie przeniosłyśmy się do baru, by obejrzeć mecz Portugalia – Turcja. Nie dlatego, że akurat ten zapowiadał się fantastycznie, ale dlatego że głupio skończyć sobotni wieczór o 21 ;). Miejsce zostało wybrane ze względu na klientelę – przeważnie Portugalczycy, co miało gwarantować świetną atmosferę. Dwa ale..

  1. z powodu filmu praktycznie straciłyśmy pierwsza połowę;
  2. bar ewidentnie nie był przystosowany do oglądania meczu.

Tylko stojąc można było zobaczyć coś więcej niż głowy ludzi. Ale nic to.. wieczór był udany, a to dopiero początek! Dziś Polska – Niemcy (telewizja u znajomych), jutro Holandia – Włochy. To dopiero będzie ;). Ekwipunek przygotowany (pomarańczowe ubrania, farby do twarzy kolorach Holandii, *holenderski* kapelusz z dzwoneczkami), bar wytypowany (sprawdzone – ekran znajduje się w miejscu, które będzie dobrze widoczne nawet jeśli klienci będą stali tuż przed nim), towarzystwo powiadomione i tylko szkoda, że następnego dnia trzeba iść do pracy..

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Czyżby lato?

Dnia: 14. May 2008 | Tags:

in_the_lake1.JPGPrawie, prawie. 12 maja to w Holandii święto – 2de Pinksterdag (Zielone Świątki), dzięki któremu weekend trwa trzy dni. A że od ponad tygodnia temperatura nie spada poniżej 20 stopni C, a słoneczko świeci, więc kto żyw ucieka nad morze lub jezioro. W niedzielę byłyśmy na plaży po dziesiątej rano, ale dwie godziny później było już tak gorąco, że czym prędzej stamtąd uciekłam (woda w Morzu Północnym jest nadal lodowata). A w poniedziałek wybrałyśmy się nad jeziora. Zielona trawka, słoneczko i woda. Stosunkowo ciepła. Na tyle przynajmniej, że odważyłyśmy się popływać. Chyba pierwszy raz w życiu pływałam w otwartym zbiorniku wodnym tak wcześnie! Toż to pierwsza połowa maja! A ja jestem w Holandii a nie nad Morzem Śródziemnym ;).
Ale nie to jest przyczyną mojej bardzo nieregularnej i jeszcze rzadszej obecności na blogu ostatnimi czasy. Nowa praca :) to niestety (?) nowe obowiązki, nowe zadania, nowy rozkład dnia, nowi znajomi itd. Wszystko jest wspaniałe poza faktem, że tzw. czas wolny uległ drastycznemu ograniczeniu. W ciągu tygodnia to nie więcej niż dwie godziny dziennie, a z kolei weekendy przeznaczam na załatwianie spraw, których w ciągu tygodnia nie mam kiedy załatwić albo na bliższe i dalsze wycieczki (w końcu nie samymi obowiązkami człowiek żyje ;). I choć od pomysłów na wpisy moja głowa prawie pęka, to czasu po prostu brak. Ale coś jeszcze wykombinuje..

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Architektura Leiden

Dnia: 24. March 2008 | Tags: , ,

W poprzednim wpisie skupiłam się na głównych powodach, dla których Leiden jest znane na świecie i godne odwiedzenia. Tym razem napiszę o równie trwałym, aczkolwiek mniej ‘żywym” jego elemencie, czyli architekturze.
Pierwotnie miasto było fortecą, o czym świadczy świetnie widoczny z lotu ptaka układ przestrzenny. Można zobaczyć centrum otoczone niegdyś murami (nie zachowane) z licznymi bastionami i niezliczoną ilością kanałów zarówno je otaczających, jak i przecinających we wszystkich możliwych kierunkach. Pośród najbardziej interesujących obiektów znajdują się Stadhuis, Burcht i Koornbrug. Stadhuis (czyli Ratusz Miejski) to budynek z monumentalną renesansową fasadą, która powstała w 1597 roku. Symbolizuje ona boom ekonomiczny jakiego doświadczyło miasto po wyzwoleniu spod oblężenia hiszpańskiego. Dwie figury dzieci na dole schodów symbolizują Czas i Wieczność, natomiast postaci kobiece to personifikacje Sprawiedliwości i Pokoju. Wnętrze ratusza utrzymane jest w zaskakująco nowoczesnym stylu. To *efekt* pożaru z 1929 roku, kiedy to calutki budynek (oprócz fasady) wypalił się do fundamentów. Nowa budowla została zaprojektowana przez harlemskiego architekta Blaauw, a autorem drewnianych mozaik jest Escher. leiden_koornbrug.jpgNiedaleko ratusza znajduje się Koornbrug (w wolnym tłumaczeniu Most Kukurydziany), jako że już od XV wieku handlowano tu kukurydzą. Obecna budowla z trzema arkadami pochodzi z XVII wieku i zastąpiła pierwotną, dwieście lat młodszą. W XIX wieku most przykryto neoklasycystycznym dachem. Natomiast w centralnej (geograficznie) części miasta znajduje się wzniesienie, a na jego szczycie Burcht (cytadela). Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstała pierwsza budowla, ale obecna już w XV wieku straciła swe obronne, militarne znaczenie wchłonięta przez rozwijające się miasto. Dwieście lat później została przekształcona na swego rodzaju park miejski, z ogrodami i labiryntem. Do dziś pozostaje ulubionym miejscem spacerów, choćby dlatego, że z jej szczytu roztacza się bardzo przyjemny widok na całe miasto.
Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Leiden (Lejda)"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Są takie dni..

Dnia: 11. March 2008 | Tags: ,

… kiedy wszystko wydaje się piękne, wszystko układa się po Twojej myśli, a życie serwuje Ci cała masę drobnych, aczkolwiek bardzo przyjemnych, niespodzianek. I tak też było wczoraj.

  • C. zgodził się, by jego maskotka – pingwin został w torbie ze strojem sportowym, a nie w pudełku z zabawkami-które-dzieciaki-przynoszą w klasie
  • NIE muszę mieć odpisu aktu urodzenia (wystawionego nie dawniej niż 6 miesięcy temu), przetłumaczonego przez tłumacza przysięgłego, potwierdzonego przez Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i przez tutejszy urząd imigracyjny, by zarejestrować się w Urzędzie Miasta (huuura!)
  • spotkanie w sprawie rejestracji wyznaczono mi na dzień następny
  • zaczęło lać dopiero, gdy wróciłyśmy z L. z zakupów
  • L. spała 4 godziny!!!
  • spłynęła na mnie muza i w ciągu godziny zaprojektowałam trzy kartki
  • zapiekanka z oberżyną i ziemniakami okazała się być hitem
  • C. zjadł 4 (cztery!) kawałki brokułu

Ale najlepszy był wpis do *Książki przyjaciół*. Pamiętacie coś takiego jak *Złote myśli*? Zeszyt z pytaniami, który dawało się przyjaciołom i kolegom, by się doń wpisali. Tutaj ma go praktycznie każde dziecko, które chodzi do szkoły, czyli od czwartego roku życia. Dzisiaj C. przyniósł nowy wpis, od jego szkolnego kolegi, którego poznałam dwa tygodnie temu, gdy bawił się w naszym domu.
Ostatnie pytanie to:

„Het leukste wat jij en ik ooit samen gedaan hebben is”

(w wolnym tłumaczeniu: najfajniejsza rzecz, którą kiedykolwiek razem robiliśmy).
Odpowiedź:

“Voetballen (met de oppas en jou) bij jouw voor de deur”

(gra w piłkę nożną z Twoją operką [czyli mną ;) ] i Tobą, na chodniku przed domem).
Dzieciaki są rozbrajające :laugh_tb: .

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »