Madryt

Dnia: 07. September 2008 | Tags: , ,

Madryt – stolica Hiszpanii, położna praktycznie w centrum tego kraju. Mogłabym napisać coś o jej historii, ale.. nie powaliła mnie na kolana, więc zainteresowanych odsyłam do wikipedii (na przykład). Nie będę też po kolei opisywać, co warto zobaczyć. Wymienię tylko parę miejsc, które widziałam i które mi się spodobały (kolejność jest całkowicie przypadkowa).
Przede wszystkim trzymajcie głowy zadarte do góry :). Duuużo interesujących rzeczy znajduje się powyżej linii oczu.

  • Palacio Real czyli pałac królewski; mówi się, że ma więcej pomieszczeń niż jakikolwiek inny pałac w Europie. Rodzina królewska przebywa tam tylko z okazji specjalnych wydarzeń tudzież wizyt zagranicznych głów państwa /monarchów. Ciężko mi powiedzieć, który z pokoi najbardziej mi się podobał, ponieważ urządzone są one w różnych stylach, a każdy z nich zawiera w sobie coś specjalnego. W oko na pewno wpadają główna klatka schodowa, Pokój Porcelanowy, którego ściany wyłożone są porcelanowymi płytkami i obwieszone wykonanymi z tego samego materiału dekoracjami, Pokój Chiński czy Sala Tronowa.
  • Museo del Prado; obowiązkowe miejsce, choć powinno być zastrzeżone dla ludzi, którzy są tym naprawdę zainteresowani, a masowi turyści zaliczający atrakcje nie powinni być wpuszczani. The Garden of the Earthly DelightsUtrudniają tylko życie ;).
    To jedna z najstarszych i najlepszych kolekcji sztuki na świecie. Dla mnie to przede wszystkim świetna kolekcja dzieł Hieronima Boscha m.in. „The Extraction of the Stone of Madness”, „The Tabletop of the Seven Deadly Sins and the Four Last Things” i „The Garden of the Earthly Delights”. Zwłaszcza ten ostatni – jeden z najbardziej niesamowitych i tajemniczych obrazów w historii malarstwa, pełen ukrytych i nie koniecznie zrozumiałych znaczeń. Poza tym można tu zobaczyć „Maję nagą” i „Maję ubraną” oraz „Rozstrzelanie Powstańców Madryckich” Francisco Goya, „Adama i Ewę” Albrechta Durera, „Panny dworskie” Diego Velázqueza oraz całe mnóstwo innych arcydzieł.
  • Centro de Arte Sofia mieszczące galerię współczesnego malarstwa hiszpańskiego. Wśród arcydzieł kolekcji znajduje się „Guernica” Pablo Picasso, surrealistyczne dzieła Salvadora Dalí i Joan Miró.

Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Hiszpania i Portugalia"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Hiszpania i Portugalia

Dnia: 01. September 2008 | Tags:

wakacjePierwszy raz od jakiś pięciu lat byłam na prawdziwych wakacjach. Nie długi weekend, nie wizyta w Polsce, w czasie której trzeba załatwić dwa miliony spraw, ale fantastyczne 11 dni w Hiszpanii i Portugalii.
Zwiedziłyśmy Madryt, Kordobę, Sewillę i Lizbonę. Każde z nich inne, z niepowtarzalną atmosferą, unikalnym dziedzictwem kulturowym, przynoszące inne doznania. Spróbuję Wam pokazać niezwykły urok tych miejsc..

Mapa pochodzi z serwisu Google Maps.

Pozostałe posty z serii "Hiszpania i Portugalia"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Ziutek 1991-2008

Dnia: 16. August 2008 | Tags:

Ziutek

2 komentarzy

Wiatraki Schiedam

Dnia: 29. June 2008 | Tags: ,

Długo, długo (za długo ;) nie byłam w stanie wybrać się na dłuższą wycieczkę rowerową. A to pogoda do bani, a to za dużo roboty, a to zbyt zmęczona.. W końcu jednak się przemogłam i kierowana poniekąd zazdrością (jedna koleżanka pojechała na tydzień do Hiszpanii, a inni znajomi do Austrii) wybrałam się rowerem do Schiedam, na przedmieściach Rotterdamu.
To około 20 km w jedną stronę zasadniczo przez *pola*. Oczywiście żadna tam dzika droga, tylko pięknie oznakowana ścieżka rowerowa (nawet w dwóch wariantach! – uwielbiam Holandię :). Po drodze nisko latające samoloty (lotnisko w odległości jakiś 2 km).
Kanał w centrum SchiedamSchiedam to miasteczko u progu Rotterdamu (zresztą wchodzi w skład tego zespołu miejskiego) sięgające swą przeszłością do połowy XIII w. Swą obecną popularność zawdzięcza niezwykle uroczemu centrum poprzecinanemu licznymi kanałami, produkcji narodowego trunku jenever (tradycyjny likier o dużej zawartości alkoholu; z niego wywodzi się gin) i pięciu najwyższym na świecie wiatrakom (gwoli ścisłości – między Schiedam a Rotterdam jest jeden wyższy wiatrak – De Nolet – 43 m, ale został on wybudowany dopiero w roku 2006 li tylko i wyłącznie w celach komercyjnych ;).
Wspomniane wiatraki zaczęto stawiać w XVII wieku. Służyły one przede wszystkim do mielenia ziarna, z którego później produkowano jenever. Ponieważ były usytuowane w mieście, musiały być bardzo wysokie, by móc *złapać* w skrzydła odpowiednią ilość wiatru. W okresie największej popularności było ich ponad 20. Po dziś dzień zachowało się zaledwie pięć:
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Holandia vs. Włochy

Dnia: 10. June 2008 | Tags:

CO?
Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Nie jestem fanem tego sportu (zwłaszcza w polskim wykonaniu), ale są takie specjalne okazje, kiedy pewnych meczy po prostu nie odpuszczam ;)
GDZIE?
Skoro już jestem w Holandii, to mecz holenderskiej reprezentacji najlepiej oglądać w klubie/barze. I mimo, że był to poniedziałkowy wieczór frekwencja była niesamowita.
Z KIM?
Jak to z kim? Wszystkimi pomarańczowymi fanami piłki nożnej! W całym klubie – pośród kilkuset gości pojawiło się tylko kilka niebieskich koszulek (=Włosi). Na szczęście poza wygwizdaniem ich po przegranym meczu, obyło się bez incydentów [policja była zresztą przygotowana i przy każdym większym klubie/barze w centrum, w którym oglądano mecz, czekała kilkuosobowa grupka prewencyjna. Just in case ;)]. Zabawa była fantastyczna – akcja ani na chwilę nie zwalniała tempa, woda i piwo lały się strumieniami (przede wszystkim dlatego, że temperatura osiągnęła poziom wrzenia). Jedyny minus to wszechobecny dym papierosowy, bleee.. Moje pomarańczowe ciuszki do piątku (do następnego meczu) będą wisiały na dworze, by wywietrzeć.
nlvsit_1.JPGnlvsit_2.JPGnlvsit_3.JPG
[zdjęcia nie są najlepszej jakości, ale i warunki w jakich powstały nie bardzo temu sprzyjały ;)]

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Sobotni wieczór

Dnia: 08. June 2008 | Tags: ,

Ten konkretny (7 czerwca) był specjalny. Podwójna premiera! Najpierw przedpremierowy pokaz „Sex and the City” a później mecz Portugalia – Turcja (pierwszy dzień, drugi mecz Mistrzostw Europy).
sex_and_the_city.jpgBilety na ten specjalny seans (oficjalna premiera jest bowiem dopiero w przyszły czwartek) wraz z popcornem i napojami ;) dostaliśmy od naszego pracodawcy. Chyba chciał nam zrekompensować te wszystkie niedociągnięcia, które ostatnimi czasy się zdarzyły.
Film to kontynuacja historii z serialu, a nie osobny wątek (czego się obawiałam). Nie będę opowiadać szczegółów, bo nie chcę tego zepsuć. W każdym bądź razie zachwyty nad filmem, nie są bynajmniej na wyrost. To JEST dobry film. I nie tylko dla miłośników serialu „Sex and the City”, Nowego Jorku czy mody. To po prostu niebanalne opowiadanie o prawdziwej (z naciskiem na prawdziwość) przyjaźni między czterema kobietami. [zdjęcie plakatu pochodzi z The Internet Movie Database]
Po filmie przeniosłyśmy się do baru, by obejrzeć mecz Portugalia – Turcja. Nie dlatego, że akurat ten zapowiadał się fantastycznie, ale dlatego że głupio skończyć sobotni wieczór o 21 ;). Miejsce zostało wybrane ze względu na klientelę – przeważnie Portugalczycy, co miało gwarantować świetną atmosferę. Dwa ale..

  1. z powodu filmu praktycznie straciłyśmy pierwsza połowę;
  2. bar ewidentnie nie był przystosowany do oglądania meczu.

Tylko stojąc można było zobaczyć coś więcej niż głowy ludzi. Ale nic to.. wieczór był udany, a to dopiero początek! Dziś Polska – Niemcy (telewizja u znajomych), jutro Holandia – Włochy. To dopiero będzie ;). Ekwipunek przygotowany (pomarańczowe ubrania, farby do twarzy kolorach Holandii, *holenderski* kapelusz z dzwoneczkami), bar wytypowany (sprawdzone – ekran znajduje się w miejscu, które będzie dobrze widoczne nawet jeśli klienci będą stali tuż przed nim), towarzystwo powiadomione i tylko szkoda, że następnego dnia trzeba iść do pracy..

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Czyżby lato?

Dnia: 14. May 2008 | Tags:

in_the_lake1.JPGPrawie, prawie. 12 maja to w Holandii święto – 2de Pinksterdag (Zielone Świątki), dzięki któremu weekend trwa trzy dni. A że od ponad tygodnia temperatura nie spada poniżej 20 stopni C, a słoneczko świeci, więc kto żyw ucieka nad morze lub jezioro. W niedzielę byłyśmy na plaży po dziesiątej rano, ale dwie godziny później było już tak gorąco, że czym prędzej stamtąd uciekłam (woda w Morzu Północnym jest nadal lodowata). A w poniedziałek wybrałyśmy się nad jeziora. Zielona trawka, słoneczko i woda. Stosunkowo ciepła. Na tyle przynajmniej, że odważyłyśmy się popływać. Chyba pierwszy raz w życiu pływałam w otwartym zbiorniku wodnym tak wcześnie! Toż to pierwsza połowa maja! A ja jestem w Holandii a nie nad Morzem Śródziemnym ;).
Ale nie to jest przyczyną mojej bardzo nieregularnej i jeszcze rzadszej obecności na blogu ostatnimi czasy. Nowa praca :) to niestety (?) nowe obowiązki, nowe zadania, nowy rozkład dnia, nowi znajomi itd. Wszystko jest wspaniałe poza faktem, że tzw. czas wolny uległ drastycznemu ograniczeniu. W ciągu tygodnia to nie więcej niż dwie godziny dziennie, a z kolei weekendy przeznaczam na załatwianie spraw, których w ciągu tygodnia nie mam kiedy załatwić albo na bliższe i dalsze wycieczki (w końcu nie samymi obowiązkami człowiek żyje ;). I choć od pomysłów na wpisy moja głowa prawie pęka, to czasu po prostu brak. Ale coś jeszcze wykombinuje..

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Architektura Leiden

Dnia: 24. March 2008 | Tags: , ,

W poprzednim wpisie skupiłam się na głównych powodach, dla których Leiden jest znane na świecie i godne odwiedzenia. Tym razem napiszę o równie trwałym, aczkolwiek mniej ‘żywym” jego elemencie, czyli architekturze.
Pierwotnie miasto było fortecą, o czym świadczy świetnie widoczny z lotu ptaka układ przestrzenny. Można zobaczyć centrum otoczone niegdyś murami (nie zachowane) z licznymi bastionami i niezliczoną ilością kanałów zarówno je otaczających, jak i przecinających we wszystkich możliwych kierunkach. Pośród najbardziej interesujących obiektów znajdują się Stadhuis, Burcht i Koornbrug. Stadhuis (czyli Ratusz Miejski) to budynek z monumentalną renesansową fasadą, która powstała w 1597 roku. Symbolizuje ona boom ekonomiczny jakiego doświadczyło miasto po wyzwoleniu spod oblężenia hiszpańskiego. Dwie figury dzieci na dole schodów symbolizują Czas i Wieczność, natomiast postaci kobiece to personifikacje Sprawiedliwości i Pokoju. Wnętrze ratusza utrzymane jest w zaskakująco nowoczesnym stylu. To *efekt* pożaru z 1929 roku, kiedy to calutki budynek (oprócz fasady) wypalił się do fundamentów. Nowa budowla została zaprojektowana przez harlemskiego architekta Blaauw, a autorem drewnianych mozaik jest Escher. leiden_koornbrug.jpgNiedaleko ratusza znajduje się Koornbrug (w wolnym tłumaczeniu Most Kukurydziany), jako że już od XV wieku handlowano tu kukurydzą. Obecna budowla z trzema arkadami pochodzi z XVII wieku i zastąpiła pierwotną, dwieście lat młodszą. W XIX wieku most przykryto neoklasycystycznym dachem. Natomiast w centralnej (geograficznie) części miasta znajduje się wzniesienie, a na jego szczycie Burcht (cytadela). Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstała pierwsza budowla, ale obecna już w XV wieku straciła swe obronne, militarne znaczenie wchłonięta przez rozwijające się miasto. Dwieście lat później została przekształcona na swego rodzaju park miejski, z ogrodami i labiryntem. Do dziś pozostaje ulubionym miejscem spacerów, choćby dlatego, że z jej szczytu roztacza się bardzo przyjemny widok na całe miasto.
Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Leiden (Lejda)"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Są takie dni..

Dnia: 11. March 2008 | Tags: ,

… kiedy wszystko wydaje się piękne, wszystko układa się po Twojej myśli, a życie serwuje Ci cała masę drobnych, aczkolwiek bardzo przyjemnych, niespodzianek. I tak też było wczoraj.

  • C. zgodził się, by jego maskotka – pingwin został w torbie ze strojem sportowym, a nie w pudełku z zabawkami-które-dzieciaki-przynoszą w klasie
  • NIE muszę mieć odpisu aktu urodzenia (wystawionego nie dawniej niż 6 miesięcy temu), przetłumaczonego przez tłumacza przysięgłego, potwierdzonego przez Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i przez tutejszy urząd imigracyjny, by zarejestrować się w Urzędzie Miasta (huuura!)
  • spotkanie w sprawie rejestracji wyznaczono mi na dzień następny
  • zaczęło lać dopiero, gdy wróciłyśmy z L. z zakupów
  • L. spała 4 godziny!!!
  • spłynęła na mnie muza i w ciągu godziny zaprojektowałam trzy kartki
  • zapiekanka z oberżyną i ziemniakami okazała się być hitem
  • C. zjadł 4 (cztery!) kawałki brokułu

Ale najlepszy był wpis do *Książki przyjaciół*. Pamiętacie coś takiego jak *Złote myśli*? Zeszyt z pytaniami, który dawało się przyjaciołom i kolegom, by się doń wpisali. Tutaj ma go praktycznie każde dziecko, które chodzi do szkoły, czyli od czwartego roku życia. Dzisiaj C. przyniósł nowy wpis, od jego szkolnego kolegi, którego poznałam dwa tygodnie temu, gdy bawił się w naszym domu.
Ostatnie pytanie to:

„Het leukste wat jij en ik ooit samen gedaan hebben is”

(w wolnym tłumaczeniu: najfajniejsza rzecz, którą kiedykolwiek razem robiliśmy).
Odpowiedź:

“Voetballen (met de oppas en jou) bij jouw voor de deur”

(gra w piłkę nożną z Twoją operką [czyli mną ;) ] i Tobą, na chodniku przed domem).
Dzieciaki są rozbrajające :laugh_tb: .

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Leiden

Dnia: 02. March 2008 | Tags: ,

Leiden (Lejda) to moje ulubione miasto w Holandii. Położone przy głównej linii kolejowej jest oddalone o 10 minut jazdy pociągiem od Hagi i 40 minut od Amsterdamu. Znane z uniwersytetu, ogrodu botanicznego, Rembrandta i hutspot.
Ma ok. 120 tys. mieszkańców, z czego lwia część to studenci jednego z najstarszych holenderskich uniwersytetów. Ufundował go w 1575 roku Wilhelma I Orańskiego w dowód uznania za wytrwałość mieszkańców w czasie trwającego rok hiszpańskiego oblężenia. Lejdejczycy bronili się skutecznie do 3 października 1574 roku kiedy to Wilhelm przebił się przez zapory wodne otaczające miasto i przypłynął statkami na ratunek. Uczelnia powiązana jest oczywiście z holenderską rodziną królewską; studiowały tu królowa Juliana i królowa Beatrix, a także następca tronu – książę Willem-Alexander. Ponad to kształciło się tu również wielu Polaków, a wśród nich m.in. Jan Heweliusz, Bogusław i Janusz Radziwiłłowie, Jakub Sobieski (ojciec króla Jana), Jerzy Lubomirski, Józef Wybicki, Jan Śniadecki.
leiden_hutspot.JPGWspomniane wcześniej wyzwolenie Leiden upamiętnia także coroczny jarmark z pokazami sztucznych ogni. Tradycyjnie jada się wtedy dwie potrawy: śledzie z białym chlebem (w historycznym dniu dostarczyła je wygłodzonym mieszkańcom flota Wilhelma) i hutspot, jednogarnkowe danie z ziemniaków, marchwi, cebuli i mięsa, który znaleziono jeszcze ciepły w kotle w opuszczonym obozie Hiszpanów. Ten oryginalny (?) garnek jest do dziś przechowywany w Stedeliijk Museum de Lakenhal.
Kolejny powód do odwiedzenia tego miasta to ogród botaniczny. Hortus Botanicus – najstarszy tego typu obiekt w Holandii – został założony w 1587 roku. Jego pierwszym dyrektorem był słynny botanik Carolus Clusius ‘odpowiedzialny’ m.in. za spopularyzowanie cebulek tulipanów w Europie. Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Leiden (Lejda)"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Powiew wiosny

Dnia: 19. February 2008 | Tags:

Sisterku! Z okazji Twoich urodzin (które wypadają właśnie dzisiaj) życzę Ci wszystkiego najlepszego!

wiosna.JPG

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Po dłuugim weekendzie

Dnia: 13. February 2008 | Tags:

Cztery dni minęły i muszę przyznać, że po pierwszym dniu moje nastawienie się zmieniło ;). W końcu i tak nie mogłam zmienić sytuacji, wiec lepiej szukać w niej pozytywnych aspektów i plusów, niż narzekać na ujemne strony i pogrążać się w rozpaczy.
Po zaaplikowania paracetamolu mała poczuła się duuużo lepiej, tak więc mogliśmy nawet pójść na spacer do parku i sfotografować nasze (moje i małego) ‘zwierzaczki’ z krokusami. Całkowicie mnie rozbroiła gdy byliśmy nad stawem. Wskazywała na kaczki i mówiła ‘duck’. Pochwaliłam ja wiec mówiąc ‘yes, this is a duck’. Przez następne kilka minut wskazywała kaczki i powtarzała ‘duck’. Nagle wskazał gołębia, mówiąc ‘duck’. Więc jej tłumaczę: ‘this is not a duck, it’s a dove’. A ona na to: ‘buuuu :( ‘. Żebyście słyszeli ten ton zawiedzenia w jej głosie.. To było tak smutne, a jednocześnie tak zabawne, że nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
Z małym szaleliśmy na ulicy grając w piłkę tak głośno, że słyszało nas pół osiedla. Poza tym stanął na wysokości zadania i w weekend ‘pozwolił’ mi spać do 7.30. Za to w poniedziałek wpakował mi się do łóżka o 5 rano. I przez następna godzinę buzia mu się nie zamykała – co 5 minut pytał, jak długo musimy jeszcze spać, ile to jest 1 godzina, 45 minut, 30 minut itd., albo po prostu śpiewał. po_krokus.JPGO 6.20 się poddałam i wstaliśmy, by zjeść śniadanie i pooglądać telewizję przed pójściem do szkoły.
Z babcią miałam fantastyczne rozmowy o „wszystkim i o niczym” – ja mówiłam po holendersku, a ona ćwiczyła angielski. Jeszcze kilka takich weekendów i mój poziom holenderskiego w aspekcie mówienia, dogoni poziom z zakresu rozumienia :).
Dzięki dziadkowi, który przybył z odsieczą w niedzielne popołudnie, miałam część dnia dla siebie. Wow! Popędziłam więc do Huygensmuseum Hofwijck. Połaziłam po tym fantastycznym ogrodzie, ustrzeliłam parę krokusów, pogapiłam się na kanał i wioślarzy równym tempem przecinających jego wody. Życie jest cudowne! (ale następnym razem i tak zastanowię się trochę dłużej, zanim zdecyduje się znowu podjąć takiego zadania ;).

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Tęsknota za zmianami

Dnia: 08. February 2008 | Tags: ,

Są takie dni, gdy zaczynasz się zastanawiać: po co ja to robię? Dlaczego się poświęcam? Dlaczego tak bardzo mi zależy na tym by inni doceniali mój wysiłek?
Zgodziłam się opiekować dwójką dzieci przez 4 dni ( przez dwa dni będzie tu również ich babcia). Babcia ma przyjechać pierwszego dnia, ale nie wiadomo o której („po szkole” – co zostawia przedział czasu od 12.15 do ok. 18.00). A ponieważ nie ma klucza do domu, więc daleko od domu nie odejdziesz. Młodsze dziecko (półtora roku) jest chore – kaszle, jakby miało sobie wypluć płucka, a gorączka nie spada poniżej 40 C. Ale nic to! Przecież gorączka pomaga przezwyciężyć chorobę! Nie zbijamy więc gorączki. Na dodatek ty sam czujesz się nie najlepiej (ten sam wirus, te same objawy, tylko gorączka już za tobą).
tesknota_krokusy.JPGAle ‘najgorsze’ to pogoda. To pierwszy prawdziwy dzień wiosny. Żółte krokusy kwitną jak szalone (reakcja na słońce?), białe i fioletowe jeszcze w pączkach. Cudownie przejrzyste niebieskie niebo, ciepłe słońce. Wiosenny wiatr szepce: „Rusz się! Zmień coś! Nie stój w miejscu!”. A ty chwilowo utknąłeś. Owszem, powietrze wokół ciebie wypełnione jest obietnicami zmian, nadziejami, ale w tym konkretnym momencie nic nie możesz zrobić. Nigdzie nie możesz się ruszyć przywiązany poczuciem obowiązku i obietnicą wypełnienia zobowiązania. A to dopiero pierwszy z czterech dni..
Taka pogoda przynosi wspomnienia. Wycieczek w góry, całodniowych wypadów rowerowych, cudownych poranków, gdy budzi Cię słońce bezceremonialnie przebijające się przez powłokę namiotu. Przed oczami stają widziane miejsca, poznani ludzie, wydarzenia, w których uczestniczyłeś. Tęsknota za tym co nowe, nieznane i przed tobą tylko się nasila.
A ja chwilowo utknęłam. Z dzieciaczkami, które kocham prawie jak swoje, ale których w tym właśnie momencie wołałabym nie mieć pod opieką.
Chromolić babcię – czas brać się za kuskus.
Chromolić holenderskie podejście do zdrowie – dla Ciebie L. paracetamol :)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Kartki w technice 3D

Dnia: 08. February 2008 | Tags: ,

Obiecałam kiedyś napisać/pokazać jak robię kartki. A że ostatnio pracowałam nad kilkoma, znalazł się materiał do publikacji :).
c_card.JPGTa kartka została wykonana w technice 3D (czyli trójwymiarowej). Chodzi tu o złudzenie występowania centralnego (najczęściej) fragmentu kartki w kierunku oglądającego, dzięki naklejeniu jedna na drugą kilku warstw motywu. Poszczególne warstwy są do siebie przyklejane za pomocą dwustronnej taśmy klejącej na grubszej poduszeczce (jej grubość to zazwyczaj 2-3 mm, choć może być nawet 5 mm ;).
Skąd zdobyć motywy? Przyznaję się, że korzystam z dobrodziejstw przebywania w kraju, w którym własnoręczne robienie kartek jest bardzo popularne co pociąga za sobą specjalistyczne sklepy z odpowiednim asortymentem.
Można jednak samodzielnie przygotować taki motyw – przeszukując zasoby Internetu lub domowe zbiory. Następnie wystarczy interesujący nas motyw wydrukować/skserować (zawsze w najwyższej dostępnej jakości!) 5-7 razy (ilość kopii zależy od bogactwa szczegółów i tego, jak bardzo ‘występujący’ chcemy mieć gotowy obrazek. Czytaj dalej »

1 komentarz

Friedhofcosel.info

Dnia: 01. February 2008 | Tags: , ,

friedhofcosel.JPGCicho ostatnio na tej stronce, mało nowych wpisów. A wszystko dlatego, że pochłonął mnie nowy projekt nad którym pracuję razem z siostrą.
Parę razy wspomniałam o cmentarzu żydowskim przy ul. Lotniczej we Wrocławiu. Głównie w kontekście naszych (moich i mojej siostry) prac porządkowych i/lub sesji fotograficznych oraz spotkań z niesamowitymi ludźmi. Kilka miesięcy temu zaczęłyśmy rozważać co by było gdyby.. Gdybyśmy stworzyły własną stronę poświęconą temu cmentarzowi. Chodzi nam przede wszystkim o to, by informacje o tym miejscu udostępnić jak najszerszej publiczności, również z poza Polski. By wszyscy sfrustrowani beznadziejnością, niekompetencją i małą przyjaznością (oględnie mówiąc) wrocławskiej gminy żydowskiej, mogli znaleźć w jednym miejscu w miarę obszerne i kompetentne źródło informacji odnośnie cmentarza i pochowanych tam osób (ich bliskich, przodków, znajomych). I tak wszyscy odwiedzający gminę prędzej czy później są ‘nakierowywani’ na moją siostrę :) jako niezawodne i przede wszystkim pomocne źródło informacji.
Ostatni opiekun cmentarza z ramienia gminy zawiódł na całej linii. Młody chłopaczek roztaczał piękne plany i wizję, z których wyrosło.. wielkie nic. Najzabawniejsze, że przy bramie cmentarza umieścił tablicę z informacją KTO jest opiekunem i z adresem internetowym strony o cmentarzu. Ta domena nawet nie jest zarejestrowana! Hehehe…
Tak więc postanowiłyśmy być ‘ponad’ nieuprzejmość, bezduszność i prymitywne zagrywki oficjeli z gminy i pójść na swoje :). Zarejestrowałyśmy domenę friedhofcosel.info (to nazwa cmentarza w języku niemieckim – cmentarz został bowiem założony, gdy Wrocław był jeszcze częścią Niemiec) i właśnie wypuściłyśmy ‘przed-stronę’ online. Możecie sprawdzić na www.friedhofcosel.info. Przed nami jeszcze duuuużo do zrobienia, ale.. liczy się inicjatywa i entuzjazm.

3 komentarzy