Ogród Japoński we Wrocławiu

Dnia: 21. September 2007 | Tags: , ,

jap_bonsai.JPGKiedy byłam mała żadna wizyta we Wrocławiu nie mogła się obyć bez wycieczki do ZOO (wtedy pod dyrekcją państwa Gucwińskich). Z ogrodów zoologicznych zasadniczo wyrosłam (choć jesli mam okazję zobaczyć jakiś naprawdę niezwykły, to nie odpuszczę), za to zakochałam się we wrocławskim ogrodzie japońskim i każdy wyjazd do stolicy Dolnego Śląska oznacza również pobyt w tym niesamowitym miejscu.
Sam ogród położony jest praktycznie vis a vis ZOO (trzeba tylko minąć olbrzymią Halę Stulecia ). A ponieważ jest to miejsce naprawdę niezwykłe pozwolę sobie zarysować jego historię :happy_tb: .
Wiek XIX i początek XX to okres niebywałej fascynacji sztuką Dalekiego Wschodu. Dzięki ekspedycjom naukowym wiedza o tych baśniowych krainach przestała w końcu być zaledwie wytworem wyobraźni osadzonym na skąpych informacjach. Najwięcej czasu zajęło poznawanie Japonii, która od 1638 do 1852 roku była szczelnie (!!!) zamknięta dla cudzoziemców. Jednakże, jak to często bywa, wzrost wiedzy o Japonii nie szedł w parze ze zrozumieniem specyfiki tej wysoko rozwiniętej i odmiennej kultury; choć bywały wyjątki.
Jednym z nich był Friedrich Maximilian von Hochberg z Iłowej koło Żagania, ambasador cesarza Niemiec w Japonii, podróżnik i kolekcjoner, najwyższej klasy autorytet w sprawach sztuki wschodu. On to był pomysłodawcą utworzenia Ogrodu Japońskiego, jako jednego z ogrodów tematycznych Wystawy Sztuki Ogrodowej, która odbyła się we Wrocławiu w 1913 roku. Hrabia zadbał by jego pomysł przybliżył ‘prawdziwą’ Japonię, w której duże znaczenie odgrywa tradycja kontemplacji natury, docenianie piękna otoczenia oraz umiejętność tworzenia jej artystycznego obrazu o idealnej formie. Choć po wystawie pawilony rozebrano, a wyposażenie zwrócono właścicielowi, to sam układ ogrodu został zachowany.
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Kurczak smażony wg jednego z indonezyjskich przepisów ;)

Dnia: 18. September 2007 | Tags: , ,

Miałam niezły dylemat zastanawiając się jak podać nazwę tego przepisu. Oryginalna nazwa – Inche Kabin – mało komu wyjaśni cokolwiek ;). Z kolei „kurczak smażony po indonezyjsku” sugerowałoby tylko namiastkę oryginalnego dania. I nie chodzi mi tylko o fakt, że można go usmażyć z dodatkiem różnych przypraw, ale również o to, że sam proces smażenia może wyglądać różnie. Kurczaka można obsmażyć nad ‘żywym’ ogniem (np. grill), na patelni wysmarowanej tłuszczem, ale również w głębokim tłuszczu. Tak, jak w tym przepisie.
W końcu stanęło na takiej nazwie, jak w tytule ;). Danie to ma niesamowity smak, jakże egzotyczny dla polskich kubków smakowych nie przyzwyczajonych do takiej ilości i różnorodności przypraw. Sekretem jest marynata, w której kurczak spędza duuużo czasu (im więcej, tym lepiej). Zresztą spróbujcie sami ;).

  • Ok. 1,5 kg kurczaka (skrzydełka, udka, nóżki)
  • 15cm długości kawałek cynamonu (lub kilka krótszych), połamany na kawałki długości około 1cm
  • 2 -5 malutkich suszonych papryczek chili
  • 1 łyżka koriandru
  • 1 łyżeczka kminu rzymskiegoinche_kabin.JPG
  • 1 łyżeczka fenkułu
  • 1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu
  • 2 łyżeczki kurkumy
  • 2 łyżeczki cukru
  • 2 łyżeczki soli koszernej (ewent. morskiej)
  • 5 szalotek posiekanych
  • Ok. 125 ml mleka kokosowego
  • Olej arachidowy (ewent. słonecznikowy) do smażenia

Kurczaka dokładnie opłukać pod zimną wodą i delikatnie osuszyć papierowymi ręcznikami.
Do małego miksera włożyć cynamon, papryczki, koriander, kmin, fenkuł, pieprz, kurkumę. Miksować 2-3 minuty, aż do uzyskania jednolitego proszku (wskazówka – można zmiksować wszystkie przyprawy oprócz kurkumy, a tą dołożyć na końcu i wymieszać łyżeczką; farbuje tak mocno, że nie da się tego domyć!). Dodać cukier, sól, szalotki i miksować do uzyskania masy o konsystencji puree.
W dużej misce bardzo dokładnie wymieszać tą pastę z mlekiem kokosowym, dodać kurczaka i dokładnie go pokryć marynatą (najlepiej użyć do tego własnej ręki :happy_tb: ).
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Kraków 2007 a 2004, cz.2

Dnia: 16. September 2007 | Tags: , ,

Ciąg dalszy mojej wizyty w stołecznym mieście Krakowie…
Po Wawelu przyszła kolej na Kazimierz. Hmm… nie jestem pewna czy swego rodzaju „moda” na tą dzielnicę dobrze jej robi. Faktem jest, że wiele budynków, które chyliły się ku upadkowi, zyskało nowy wygląd, ale też nową funkcję… Roi się tu na przykład od hoteli. Poza tym wydaje mi się, że wszystkie małe lokaliki zostały przerobione albo na knajpki albo na galerie. Serio! Wystarczy przejść się od ul. Krakowskiej wzdłuż Meiselsa, wokół pl. Nowego, a następnie wzdłuż Estery i św. Józefa wrócić do Krakowskiej. Uah… Na dodatek w mojej ulubionej galerii z żywymi kotami na Józefa nie było kotów :sad_tb: .
Interesujące, iż te nowe inwestycje są najczęściej stylizowane na stare, o wiekowych tradycjach, jednakże nie zawsze z sukcesem. Mówcie co chcecie, ale ja wolę ten dawniejszy Kazimierz: trochę zaniedbany, ale dzięki temu niesamowicie sympatyczny i uroczy (chyba jestem beznadziejnie sentymentalna).
Stare Miasto – i znowu niespodzianki. W końcu zakończono remont kamienicy bp. Ciołka na Kanoniczej, aczkolwiek muzeum nie otworzyło jeszcze swoich bram dla zwiedzających.
Ale największa chyba niespodzianka czekała mnie na pl. Wszystkich Świętych. Pojawił się tam bowiem nowy budynek – Pawilon „Wyspiański 2000”. Autorem pomysłu samego budynku z wprawionymi w fasadę trzema niezrealizowanymi przez Wyspiańskiego witrażami (Henryk Pobożny, Kazimierz Wielki i św. Stanisław) był Andrzej Wajda. Jednakże realizacja zajęła prawie 10 lat. Projekt pawilonu opracował Krzysztof Ingarden (tak, tak; ten sam, który współprojektował „Mangghę”). Bardzo spodobał mi się wygląd fasady od strony placu. Trudno jest bowiem pogodzić ‘nową’ architekturę z historyczną zabudową tak, by wszystkie elementy pasowały do siebie. plytka.JPGCałość pokryta jest ceglanymi płytkami z wytłoczonym motywem liścia kasztanowca. Płytki ‘nadziane’ są na metalowe pręty, tak, że można zmieniać ich położenie tym samym zwiększając/zmniejszając ilość światła wpadającego do wnętrza. Choć słyszałam, że przechodnie mają zapędy, by ręcznie przesuwać płytki i w efekcie cały system nie funkcjonuje najlepiej :wink_tb: . Uporządkowano też skwerek między pawilonem a przystankiem tramwajowym; po środku ustawiono metalową makietę układu przestrzennego tej okolicy w okresie, gdy stał tu jeszcze kościół Wszystkich Świętych. Z podpisem w języku Braile’a!!!! (między innymi) Również pomnik prezydenta Zyblikiewicza na tym zyskał – nareszcie jest nie tylko widoczny, ale i dostępny bez narażania się na potrącenie samochodem.
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Kraków 2007 a 2004, cz.1

Dnia: 15. September 2007 | Tags: ,

Spędziłam kilka pięknych dni w Krakowie. No dobra, ostatniego dnia lało :wink_tb: . Ale uroda tych dni związana było nie tylko z pogodą. W końcu miałam okazję by spędzić w Krakowie kilka niespiesznych chwil i obejrzeć zmiany jakie zaszły tutaj podczas mojej ponad dwu letniej nieobecności (co prawda byłam w Krakowie w lutym, ale zbyt krótko by się dokładniej rozglądnąć). Co tu ukrywać tym razem czas też mi uciekał zbyt szybko, zwłaszcza, że oprócz miejsc chciałam odwiedzić również ludzi.
Z przyjaciółmi u których nocowałam pojechaliśmy na grilla do Tyńca. Ale nie od strony klasztoru, tylko na drugim brzegu Wisły. Miejsce mieliśmy wspaniałe: przed nami Wisła (hm… szaleli po niej jacyś wariaci na skuterach wodnych), a nad nią wysoki skalisty brzeg zwieńczony murami klasztoru Benedyktynów. Po lewej widok na Srebrną Górę z klasztorem Kamedułów a po prawej w oddali Babia Góra. Czy można mieć lepsza scenerię? Z pewnością nie :laugh_tb: .
Ale przede wszystkim powłóczyłam się po miejscach, niegdyś ulubionych i dobrze znanych, a teraz jakby mniej…
krakow_katedra.JPGWawel – lubiłam przychodzić tu we wczesnych godzinach rannych, w środku tygodnia, by uniknąć tłumów. Miejsce jako takie się nie zmieniło, ale pojawiło się parę nowinek. Wejście na dziedziniec arkadowy poprzedzone jest prześwietleniem bagażu (wolno wnosić tylko podręczny) i bramką wykrywania metalu. Nie wiem dlaczego, ale gdy to zobaczyłam „włączył” mi się angielski (pewnie skojarzenie tego typu zabezpieczeń z tymi w muzeach zachodniej Europy). Spytałam więc strażnika „Is it safe for my camera?” [wiem, że większość aparatów rentgenowskich używanych w takich miejscach jest bezpieczna dla filmów fotograficznych, ale uprzedzam – nie próbujcie tego np. w Saint Chapelle w Paryżu; zamiast zdjęć będziecie mieli prześwietlony negatyw]. Odpowiedź była bardzo lakoniczna „Yes. Camera”. Chyba do tego ograniczała się jego znajomość angielskiego. Na szczęście zauważyłam stosowną naklejkę na samej maszynie.
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Nowy theme – Paalam

Dnia: 13. September 2007 | Tags:

Kolejna duża zmiana na mojej stronie. Jakiś miesiąc temu kompleksowo zmieniłam (a właściwie ujednoliciłam) kolorystykę. Tym razem przeszedł czas na theme.
Dotychczas używałam MistyLook – theme piękny i czysty, bez zbędnych ‘świecidełek’ ;). Z czasem zaczęło mi przeszkadzać, że jest stosunkowo wąski, pozostawiając po bokach zbyt dużo – jak na mój gust – wolnej przestrzeni. Ale pomyślałam, że po prostu go poszerzę. Jednakże ostatnio spędziłam kilka dni u przyjaciół w Krakowie ( o tym będzie jeszcze osobny wpis). Oni używają przeglądarki IE 6.0. Dosłownie ze zgrozą odkryłam, że sidebar pasek boczny opada na dół strony!!! I to na głównej stronie! :annoyed_tb: (IE 6.0 to jedyna przeglądarka – z tych popularniejszych – która wywinęła mi taki numer). Ruszyłam więc do akcji wypróbowujący wszystkie znane mi sztuczki, a potem prosząc o pomoc innych. Udało się osiągnąć tyle, że przynajmniej główna strona wyglądała tak, jak powinna. Niestety stronom wyświetlającym posty wg tagów (ciekawa sprawa – tylko niektórym!) nadal brakowało paska bocznego we właściwym miejscu.
Zaczęłam rozglądać się za innym theme, pośród tych stworzonych przez Sadisha Balę, gdyż one są naprawdę eleganckie. I tak trafiłam na Paalam. Bez większych problemów udało mi się przestawić kilka elementów, by wyglądały podobnie jak w MistyLook. Kolorystyka oczywiście została dostosowana i pod tym względem strona właściwie się nie zmieniła. No i co najważniejsze część środkowa jest duużo szersza, co automatycznie skraca długość strony, a poza tym pozwala wstawiać większe zdjęcia :smile_tb: .
A co Wy myślicie o nowym wyglądzie moje strony?
PS. Gdyby jednak okazało się, że któraś stron nie jest wyświetlana poprawnie – tzn. pasek boczny zjeżdża na dół, dajcie mi proszę znać!

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Ręcznie robione kartki

Dnia: 10. September 2007 | Tags: , ,

Pogoda ostatnio beznadziejna… jesień już idzie? No nie, tak być nie może… Ja chcę jeszcze trochę lata!
Pocieszające jest natomiast, że tak pogoda powoduje u mnie wzrost kreatywności. Zwłaszcza w zakresie ‘hand crafts’ (robótki ręczne???). Tak więc wyciągnęłam moje segregatory z kolorowymi kartonami i motywami do wycinania, odnalazłam pudło ze specjalnymi nożyczkami, klejami i taśmami samoprzylepnymi i rzuciłam się w ‘japoński’ wir. Dlaczego japoński? Hmm… bo taki miałam nastrój. A poniżej galeria kartek, które stworzyłam w ciągu ostatnich kilku dni :happy_tb: .

2 komentarzy

“Kwestionariusz na każdy dzień”

Dnia: 08. September 2007 | Tags:

Daaawno, dawno temu na stronie Marzeny Chełminiak natrafiłam na ‘kwestionariusz na każdy dzień’. Bardzo mi się spodobały zawarte w nim pytania, ale jakoś nigdy nie byłam w stanie tego dokończyć. Aż do dziś :thumbup_tb: . Pewnie dlatego, że za oknem beznadziejna pogoda, a ten kwestionariusz nastroił mnie troszkę bardziej optymistycznie.
Poczytajcie, a jeśli będziecie mieli ochotę i chwilkę czasu, to podzielcie się ze mną swoimi odpowiedziami.

Myśl, która wpada mi do głowy, kiedy jest gorzej – inni mają jeszcze gorzej; i nie chodzi mi bynajmniej o naigrywanie się z innych ludzi i ich problemów/nieszczęść. Takie podejście pozwala mi spojrzeć na mój własny problem z odrobiną dystansu i oszacować, czy nie wyolbrzymiam czegoś, co tak na prawdę nie jest takie złe.
Książka, którą przeczytałam dwa razy – „Shogun” Jamesa Clavella (między innymi ;); orientalne otoczenie i pouczająca konfrontacja postępowej (?) Europy z barbarzyńską (?) Japonią – > jakże skłonni jesteśmy do uogólniających i niesłusznych wniosków
Ulubiony bohater filmowy lub film – „Lost in Translation”: znowu egzotyczna Japonia i dwoje ludzi, których różni wszystko, a łączy poczucie zagubienia i potrzeba kontaktu. Ponadto zakończenie nie możliwe do przewidzenia (i to jest amerykański film! Ale wyreżyserowany przez Sofię Coppola)
Coś co zawsze noszę przy sobie – okulary, choć i o nich zdarza mi się zapominać
Coś czego nie potrafię robić, a chciałabym się nauczyć – nurkowanie z akwalungiem
Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Wspomnienie dzieciństwa

Dnia: 03. September 2007 | Tags: , ,

Spędziłam 1,5 dnia w Jaworze – mieście, które zawsze będzie dla mnie synonimem dzieciństwa. Tu mieszkała moja babcia, do której jeździłam na weekendy i wakacje. Sam Jawor nadal odwiedzam, ale zazwyczaj nie chodzę dawnymi ścieżkami, bo kuzynka, u której się zatrzymuję, mieszka w innej części miasta.
W ubiegły wtorek pojechałam do niej po południu i od razu padła propozycja by przejechać się na kamieniołomy. W okolicach Jawora wydobywa się przede wszystkim granit i bazalty. W efekcie powstają głębokie ‘dziury’, które z czasem wypełniają się wodą. Świetne miejsce do kąpieli. Pod warunkiem, że wie się CO to jest i JAK się zachować. Bardzo głębokie (do 50 m!), raczej zimne, z dość czystą wodą. Trzeba jednak uważać na podwodne skałki (zwłaszcza przy brzegu) i dobrze pływać. Nie ma zmiłuj się.
Pojechaliśmy tam z ciocią, wujkiem, kuzynką i ich psem. Choć było dosyć zimno, to znalazł się jeden mors ostro pływający dookoła zbiornika. Widzieliśmy też grupkę płetwonurków. A w drodze powrotnej – dzięki wspaniałej pogodzie – mieliśmy okazje obejrzeć wszystkie pasma górskie między Jaworem a Śnieżką : ).

sniezka_pod_j.JPG

Środa to wyprawa na kryty basen, tosty hawajskie i spacer po centrum. Tym razem przeszłyśmy większość szlaków, które często przemierzałyśmy jakieś 15 lat temu (jak to strasznie brzmi ;). Park i kościół Pokoju (o którym wcześniej pisałam), Rynek, Muzeum Regionalne i park miejski. W tym ostatnim basen. Wybudowany prze Niemców w latach dwudziestych/trzydziestych XX wieku, jako że miał służyć do treningów przed Olimpiadą w Belinie w 1936 roku. Szczerze mówiąc to nie jestem pewna, czy nie tylko na Dolnym Śląsku, ale i w całej Polsce znajdzie się drugi basen o takiej wielkości i takim stanie technicznym. Jedyne, czego mu brakuje to kafelków i nowoczesnego systemu filtrującego. Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Blog Day

Dnia: 31. August 2007 | Tags:

Blog Day 2007Co to jest BlogDay?
Za BlogDay kryje sie idea, iż jeden dzień w roku (31.08) powinien być poświęcony poznawaniu blogersów z innych krajów, kręgów kulturowych i zainteresowań. W tym dniu na własnym blogu przedstawiamy rekomendowane 5 blogów, by i nasi czytelnicy mogli je poznać.

Na własny użytek zmodyfikowałam trochę te zasady, ponieważ …. Nie jestem w stanie polecić AŻ 5 blogów :blink_tb: . Jest kilkanaście stron na które wpadam dosyć często (raz na tydzień), ale tylko te wymienione poniżej czytam na prawdę regularnie.

  • Mark Ruins Dinner czyli My mistakes as a cook and a parent. I will never run out of material. – odrobinę ironiczne, pełne humoru, ale i szczere spojrzenie na codzienne życie. Mark jest ojcem zajmującym się na co dzień trzema synami, domem i … gotowaniem, podczas gdy jego żona pracuje poza domem. Ze względu na moje osobiste zainteresowania najbardziej pociągają mnie tu opisy przygód (?) z gotowaniem.
  • Travelingmama – życie oczami Amerykanki, matki dwójki dzieci, która wraz z mężem mieszka obecnie w Maroko. Uwielbia scrapbooking (tak jak ja) i stamping (wykonywanie kartek za pomocą pieczątek – w baaardzo dużym uproszczeniu). Poza tym lubi gotować i poznawać nowe kultury/miejsca. Zmieniła moje wyobrażenie o typowej Amerykańskiej ‘kurze domowej’ (hm… pytanie, czy Tina JEST typowa ;)

Czytaj dalej »

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »

Przyprawy cz.3: fenkuł, kmin i kminek

Dnia: 27. August 2007 | Tags: ,

Czas na przyprawy o bardzo podobnym wyglądzie, ale zupełnie innym smaku i zastosowaniu. Zasadniczo kminku zwyczajnego NIE używa się w kuchni indonezyjskiej. Zdecydowałam się jednak o nim wspomnieć, ponieważ często jest mylony z kminem.

Fenkuł (Foeniculum vulgare)

fennel.JPGRoślina pochodzi z basenu Morza Śródziemnego i w średniowieczu rozprzestrzeniła się za pośrednictwem przyklasztornych wirydarzy po całej Europie.
W wielu miejscach Azji fenkuł i anyż nazywają się tak samo, przede wszystkim ze względu na podobieństwo smaku – słodkiego i aromatycznego. W Indonezji i Malezji jest dodawany do pikli i niektórych curry, by wprowadzić lekko słodkawą nutę smakową.

Dutch – Venkel
English – Sweet Cumin
Indonesian – Adas manis

Kmin rzymski (Cuminum cyminum L.)

cumin.JPGW wielu językach nazwa tej przyprawy odnosi się (mylnie!!!) do kminku.
Pochodzi z Azji Zachodniej, gdzie uprawiano go od czasów biblijnych.
Kmin rzymski jest znacznie bardziej popularny w Ameryce Łacińskiej, północnej Afryce i Azji. Jeśli chodzi o Europę to jest on używany przede wszystkim jako dodatek do serów holenderskich i francuskich. W większości krajów Europy północnej i wschodniej kmin rzymski nie ma dużego znaczenia i często jest postrzegany jako ‘zagraniczny/orientalny/egzotyczny kminek’. Jeszcze częściej istnieje mała rozbieżność między nazwami obu przypraw w danym języku, co prowadzi do wielu pomyłek w gotowaniu. Czytaj dalej »

Pozostałe posty z serii "Przyprawy kuchni indonezyjskiej"

Brak komentarzy. Bądź pierwszy :) »