O mnie


fotka.jpgWitam wszystkich, którzy jakimś zrządzeniem losu wpadli na ta stronę. Nazywam się Kasia Nocek, lat skończonych dwadzieścia i osiem ;). Zodiakalny Bliźniak, który również w rzeczywistości zachowuje się jakby w jednym ciele żyły dwie osoby (choć daleko mi do schizofrenii :). Ostrożna optymistka, która mimo tego przeżywa czasem drobne załamania.
Moja mała ojczyzna to Dolny Śląsk; tu się urodziłam i dorastałam. Los rzucił mnie na studia turystyczne w Krakowie. I tak “dorobiłam się” drugiego domu.
Później przez dwa lata mieszkałam i pracowałam w bardzo niskim kraju czyli Niderlandach. Teraz znowu jestem w mojej małej ojczyźnie ;). Los tak chciał? Może…
Choć wydaje mi się, że mój Los tak naprawdę nazywa się CIEKAWOŚĆ. To ona sprawia, ze nosi mnie blisko i daleko, że monotonia mnie dobija. Zobaczyć i poznać jak najwięcej… Chłonąć wiedzę, zdobywać różnorodne doświadczenia. Nigdy nie jest za późno, a poza tym świat jest zbyt duży i nazbyt interesujący, by tkwić w jednym miejscu.
I to właśnie będę chciała pokazać na mojej stronce.
Przede wszystkim moje zainteresowania i pasjepodróżowanie, fotografowanie (tu przede wszystkim jako ilustracja do tekstu, ale więcej zdjęć zawsze można obejrzeć w mojej galerii), architekturę, aktywność fizyczną, rozwiązywanie problemów (nie tylko logicznych ;), fascynację kuchnią indonezyjską.
Mogą się też pojawić inne tematy, jako że moje zainteresowania są.. hmm… szerokie :). Rzecz w tym jednak, że nie o wszystkim lubię pisać. Nie będzie więc recenzji książek fantastycznych i sfabularyzowanych powieści historycznych, nie będzie relacji o fascynujących rzeczach, które odkrywam/zgłębiam praktycznie na porządku dziennym, nie będzie opisów moich zmagań jako webmastera – do tego mam osobną stronę ;), nie będzie wynaturzeń czysto politycznych ani przechwałek o efektach mojej kreatywności w dziedzinie ‘hand crafts’ (wyrażenie ‘robótki ręczne’ byłoby tu zbyt pejoratywne ;). No chyba, że wyjątkowo będę miała natchnienie.


Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, napisać mi coś miłego ;), podzielić się swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami, które nasunęły Ci się przy wgłębianiu się w zawartość tej strony, ewentualnie wyrazić konstruktywną (!) krytykę, to skorzystaj z formularza kontaktowego.

Nie mogłam się powstrzymać od napisania paru słów więcej o podróżowaniu i aktywności fizycznej. Prawdopodobnie dlatego, że dla mnie to coś więcej niż tylko zainteresowanie. W pewnym sensie to styl życia, bo

Świat jest jak książka, a ten, kto nie podróżuje, czyta tylko stronę.

A jeśli nie masz ochoty czytać, to obejrzyj przynajmniej galerię zdjęć rowerowych ;) .

PODRÓŻOWANIE

Jedno – i wielodniowe; poza miasto i na drugi koniec Europy; pieszo, rowerem, pociągiem, autobusem… Byle tylko ruszyć się z domu, zobaczyć coś nowego, interesującego, spotkać kogoś ciekawego, spróbować czegoś nieznanego. Staram się podróżować jak najwięcej, choć czasami brak gotówki lub ograniczona ilość wolnego czasu sprawiają, że jest to “wyprawa” tylko za przysłowiową miedzę. Tylko? Nie… :). ZAWSZE można natknąć się na coś niezwykłego. Trzeba tylko ruszyć się za próg przytulnego mieszkanka i otworzyć na to, co nam droga podsunie.

Szczególne znaczenie mają dla mnie piesze wycieczki. Czy to będzie zwiedzanie miasta czy też wycieczka w góry, w obydwu wypadkach nogi są najlepszym środkiem „lokomocji”. Pozwalają dotrzeć wszędzie, nawet w najmniejszy zaułek czy szczelinę. Tylko wędrując można naprawdę poczuć tą specyficzną atmosferę, jaką ma każde miejsce. Tempo chodzenia pozwala przyjrzeć się szczegółom, zwrócić uwagę na wszystko to, co czyni dane miejsce wyjątkowym i niepowtarzalnym, podpatrzeć i poznać ludzi, odetchnąć specyficznymi zapachami, aromatami. Być może nie da się w ten sposób zobaczyć tak dużo, jak używając roweru, autobusu czy kolejki linowej. Ale przecież nie o ILOŚĆ chodzi, ale o JAKOŚĆ :).

Nie mniej ważne są dla mnie wypady rowerowe. Przygoda z rowerem na serio zaczęła się w czasie obozu młodzieżowego na Suwalszczyźnie. Codziennie kajaki, rowery… Tak nas to wciągnęło (mnie i siostrę), że rok później wybrałyśmy się rowerami – z całym niezbędnym sprzętem kempingowym – na dwutygodniowa wyprawę po drogach, ścieżkach i bezdrożach północno – wschodniej Polski. Potem był jeszcze Dolny Śląsk. W czasie studiów w Krakowie zobaczyłam z siodełka roweru całą jego okolicę.
Później zaczęłam go również używać jako środka transportu zamiast komunikacji miejskiej. Niejednokrotnie szybszy od autobusu czy tramwaju, zawsze dojeżdża do samego celu (czasem tylko trzeba się było z nim wdrapać na 3. piętro…), zapewnia odpowiednia dawkę ruchu… Czegóż więcej można chcieć?
Dopiero pobyt w Holandii uświadomił mi jak daleko Polska jest za tym rowerowym eldorado. Nie byłam przygotowana na taki „szok kulturowy”. Tam rower jest NAJWAŻNIEJSZYM środkiem transportu. Nawet jeśli ktoś mieszka w Hadze, a pracuje w Amsterdamie, to na stację kolejową jedzie rowerem, tam go zostawia na parkingu (strzeżonym lub nie), a w Amsterdamie na stacji wsiada na drugi rower, którym jedzie do pracy! Na zakupy, zawieźć/przywieźć dzieci, na imprezę, do szkoły, na szkolny wypad do kina/muzeum… wszędzie. Przy ulicy może nie być chodnika, ale ścieżka rowerowa na pewno będzie; do tego specjalna sygnalizacja świetlna, parkingi – żyć, nie umierać i korzystać na maksa :).

fotki ‘rowerowe’

AKTYWNOŚĆ

Ruch to JA :). Nie potrafię siedzieć i nic nie robić. To by było zbyt męczące :). Najważniejsze dla mnie formy aktywności czysto fizycznej to pływanie i bieganie.

Woda to mój drugi żywioł. Nie wiem, kiedy to się zaczęło, bo moja pamięć tak daleko nie sięga ;). Najprawdopodobniej ma to coś wspólnego z faktem, że w rodzinie mojej mamy WSZYSCY pływają. Odkąd pamiętam co roku jeździliśmy na wakacje nad wodę – nad morze lub jezioro. Potem, gdy trochę podrosłyśmy (ja + siostra), posmakowałyśmy dreszczyku emocji, jakie niesie ze sobą pływanie w nieczynnych kamieniołomach granitu, obecnie zalanych. To jest coś! Czysta i lodowata (brr….) woda, głębokość 40-50 m, fantastyczne skałki, z których można skakać. Wyjazdy nad M. Śródziemne zaowocowały podwodnymi spotkaniami z ośmiorniczkami, krabami i rozgwiazdami. Ale zawsze i wszędzie były też baseny… poniemiecki basen olimpijski w Jaworze z 3 i 5 – metrową skocznią, aquaparki w Hiszpanii i Niemczech, ale i zwykłe osiedlowo – szkolne baseny.
Zdarzyło mi się parę razy brać udział w zawodach (z sukcesami), ale wole pływać dla przyjemności; 2 razy w tygodniu po 2 km (na więcej nie starcza czasu, bo godzina basenu to de facto 45 min).

Natomiast przygoda z bieganiem zaczęła się znacznie później. Najpierw w czasie studiów koleżanka poprosiła mnie kilka razy bym towarzyszyła jej na bieżni. Czemu nie? W końcu studia na AWF-ie zobowiązują do tego typu aktywności :). Ale studia się skończyły i bieganie też. Za mało czasu, za dużo do roboty, nie ta kondycja… Wymówka zawsze się znalazła.
I dopiero w czasie pobytu w Holandii na nowo odkryłam bieganie. Znów za sprawą koleżanki, która zwariowana na punkcie biegania, cieszyła się również z towarzystwa. Na początku biegałam tylko z Karoliną, ale później też sama. I nie mogę już przestać ! :) Nie ze względów zdrowotnych czy dietetycznych. Najzwyczajniej w świecie sprawia mi to niesamowitą radochę i dodaje energii. Tak więc teraz biegam przeciętnie dwa razy w tygodniu, po ok. 5 km; zwykle z samego rana, bo to daje mi pozytywnego “kopa” na cały dzień.