« Sernikowe muffinyPola tulipanów »

Kolekcja van Otterloo

Dnia: 25. February 2011 | Tags:

O moje słabości do muzeów, zwłaszcza holenderskich wspominałam już tutaj i tutaj. Jak można się domyślić wystawy czasowe nie ustępują tym stałym ani trochę, a właściwie to je przewyższają. Bo jeśli ktoś ma w kolekcji światowej klasy arcydzieła, to wypożyczenie kolejnych na kilka miesięcy nie stanowi żadnego problemu.
Tym razem w Mauritshuis odbyła się wystawa obrazów z prywatnej kolekcji Rose-Marie i Eijk van Otterloo „Made in Holland. Old Masters from an American private collection”.
Eijk van Otterloo urodził się w Amsterdamie i wyjechał do Stanów by studiować w Harvardzkiej Szkole Biznesu. Jest współzałożycielem firmy inwestycyjnej Grantham, Mayo, Van Otterloo & Co. Rose-Marie pochodzi z małego zakątka Belgii niedaleko Maastricht, a do Stanów wyjechała by tam uczyć się angielskiego
Ponad 20 lat temu para zaczęła kolekcjonować obrazy holenderskich i flamandzkich mistrzów z XVII wieku. W kręgu ich zainteresowań znalazły się portrety, martwe natury, krajobrazy, malarstwo historyczne, sceny morskie i krajobrazy miejskie. W doborze obrazów do zakupu pomaga im Simon Levie, były dyrektor Rijksmusem w Amsterdamie, a całkowita wartość kolekcji jest szacowana na 200 do 300 milionów USD.
Na szczęście państwo van Otterlo nie zatrzymają wszystkich obrazów tylko dla własnego „użytku” w ich posiadłości w Marblehead, w stanie Massachusetts. Około 20% kolekcji jest wypożyczane na czasowe wystawy.
Po raz pierwszy jednakże tak dużo obiektów (44 egzemplarze) zostało wystawionych jednocześnie w tym samym miejscu.
Portrait of Aeltje UylenburghPerłą kolekcji (i wystawy) jest „Portret Aeltje Uylenburgh, wiek 62” pędzla Rembrandta. Płótno to przez trzy generacje należało do rodziny Rothschildów. Cena wywoławcza ogłoszona prze Roberta Nortmana, który wystawił je na sprzedaż w marcu 2001 roku wynosiła 36,5 miliona USD. By zebrać wymaganą sumę pieniędzy państwo van Otterloo sprzedali 18 innych obrazów ze swojej kolekcji.
Aż trudno uwierzyć, że Rembrandt miał zaledwie 26 lat gdy namalował ten portret. Obraz jest nie tylko doskonały pod względem technicznym, ale również od strony „emocjonalnej”. Aeltje wygląda jak babcia, która każdy z nas chciałby mieć – twarz naznaczona miękkimi zmarszczkami, która aż prosi się by przytulić do niej swój policzek, łagodne oczy pełne mądrości, która przychodzi tylko z wiekiem i doświadczeniem.
Inne obrazy, które zwróciły moja uwagę, to martwe natury i krajobrazy/sceny.
Mam słabość do martwych natur. Nie koniecznie z powodu ich ukrytej symbolicznej treści (która zawsze jest niesamowicie bogata), nawet nie ze względu na wyszukaną kompozycję. Co zachwyca mnie najbardziej, a nawet przyprawia o zazdrość, to wierne odwzorowanie szczegółów. I nie chodzi mi tylko o detale namalowanych przedmiotów, ale sposób w jaki światło na nie oddziałuje i jak światło zostało namalowane.

Still Life with Glasses and Tobacco

Np. “Martwa natura z szklankami i tytoniem” (Still Life with Glasses and Tobacco) pędzla Willem Claesz de Heda.
Jak dla mnie, to najwspanialszy obraz z tej wystawy :-). Przyjrzyjcie się tym trzem szklanym naczyniom, jak światło odbija się od nich (nie tylko od pierwszej ścianki, ale i drugiej, a nawet dna pucharu), przenika przez nie i załamuje się na krawędziach szkła i wypełniających je płynów. Jak wiernie oddane zostały detale okna. Wygląda jak by ktoś po prostu zrobił zdjęcie.

Glass Vase with Flowers on a Stone Ledge

Albo “Wazon z kwiatami na kamiennym gzymsie” (Glass Vase with Flowers on a Stone Ledge) autorstwa Jan Davidsz de Heem.
Taki bukiet kwiatów w naturze nie istnieje – kwitną one w różnych porach roku i zostały namalowane na podstawie szkiców. Ale przyjrzycie się odbiciu okna w wazonie: idealnie odwzorowane, z zakrzywieniami wynikającymi z kształtu naczynia.

View of the Westerkerk, Amsterdam

„Widok kościoła Zachodniego w Amsterdamie” (View of the Westerkerk, Amsterdam) namalowany przez Jana van der Heyden, to z kolei arcydzieło szczegółów architektonicznych. Okna kościoła i budynków stojących wzdłuż kanału. Barierka biegnąca wzdłuż mostu. Ciekawostką jest fakt, iż Jan van der Heyde, choć świetnie sobie radził z architekturą, nie potrafił malować ludzi. Z tego powodu wszystkie postacie ludzkie zostały namalowane przez innego artystę (którego nazwiska niestety nie pamiętam :-( ). Była to praktyka często stosowana w XVII wiecznym malarstwie holenderskim. Popyt na obrazy był tak ogromny, że najlepsza drogą do sukcesu była bardzo wąska specjalizacja.
Jednakże tym razem artysta popełnił błąd. Kobiecie robiącej pranie w kanale (na dole, po lewej stronie) zapomniał dodać jej odbicie w wodzie ;-).

Winter Landscape with Skaters

„Krajobraz zimowy z łyżwiarzami” (Winter Landscape with Skaters) namalowany przez Hendricka Avercamp to przykład tematyki, w której specjalizował się ten artysta. I choć scena jest niesamowicie interesująca, bogata w sceny obrazujące przeróżne ludzkie zachowania, to moją uwagę przykuł budynek po prawej stronie. Ceglany, z drewnianym poddasze, przykryty strzechą. Niestety ta reprodukcja jest zbyt mała by można było dojrzeć detale. Ale uwierzcie mi, tak „prawdziwe” cegły i deski widziałam po raz pierwszy.

Ach.. już się nie mogę doczekać kolejnych wystaw. W Muzeum Van Gogh’a właśnie otwarto „Portrety kawiarni i teatrów” (Stepping out in Montmartre: Prints of cafés and theatres) – kolekcję impresjonistycznych plakatów i programów teatralnych.

1 komentarz



Jeden komentarz do “Kolekcja van Otterloo”

  1. Llostris 11 April 2011, o godz. 19:40

    Wazon z kwiatami na kamiennym gzymsie teraz juz moglby byc namalowany z natury, a nie ze szkicow, gdyz kazdy kwiat jest teraz dostepny caly rok. Ale ciekawe jest wlasie to, jak kiedys malarze musieli sobie radzic. Dziekuje za ta ciekawostke :)

Trackback URI | RSS komentarzy

Dodaj swój komentarz

Możesz używać takie znaczniki XHTML jak: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>